Nowy numer 48/2020 Archiwum

Pod płaszczem Maryi

Ćwierć wieku temu w kaplicy były tylko gołe ściany,
a na choinkach zwisały dekoracyjne sople lodu. Naturalne, bo mróz był trzaskający. Właśnie rodziła się nowa parafia.

Akuszerem przy tych narodzinach był ks. prał. Karol Dziubaczka, ówczesny dziekan bocheński. Przyjechał ogłosić decyzję biskupa, który 18 grudnia 1990 roku powołał do życia parafię w Krzeczowie. Minęło 25 lat od tego wydarzenia. Od lat Krzeczów koło Bochni należał do parafii w Rzezawie. – Ludzie chodzili jednak do kościoła w zależności od miejsca zamieszkania, bo ci z ulicy Krzeczowskiej mieli blisko do Bochni, ci zaś z drugiego końca do Rzezawy – mówi ks. dr Stefan Irla, proboszcz parafii. Ćwierć wieku temu przyjeżdżał do Krzeczowa katechizować ks. Stanisław Janusz. Katecheza odbywała się w latach 80. XX w. u pani Grudzińskiej, koło szkoły. Ta jednak musiała zrezygnować z udostępniania pomieszczeń i zapadła decyzja o budowie punktu katechetycznego. – Zabraliśmy się do roboty. Miała być salka do katechezy, kancelaria i łazienka, ale od razu stanęło, żeby budować też kaplicę – opowiada Stanisław Samek, od początku zaangażowany w budowę, dziś kościelny w krzeczowskiej świątyni. Kaplica ta miała być kościołem dojazdowym z Rzezawy. – Ludzie mieli jednak pragnienie, by tu powołać do życia nową parafię. Kiedy zapadła taka decyzja, udało się jeszcze przeprojektować dom katechetyczny na plebanię – mówi ks. Stefan Irla. Budowa ruszyła w 1988 roku.


To jest ich dzieło


Powstanie parafii ogłosił ks. Karol Dziubaczka w grudniu 1990 roku. – To była ostatnia niedziela Adwentu. Nie było dachu, okien, drzwi, tylko mury stały. Weszliśmy do środka na zimę, żeby mieć gdzie odprawiać – wspomina ks. Janusz, który został pierwszym proboszczem. Konsekracja świątyni odbyła się w 1994 roku. Tempo budowania było ekspresowe. – Gdyby nie zaangażowanie ludzi, to ta budowa trwałaby długo. Tymczasem parafianie byli bardzo gorliwi, w pracy, ofiarach, chcieli pokazać, że potrafimy. I pokazali – dodaje. Jeżeli jakieś złotówki trzeba było wydać w czasie budowy, to tylko na materiały budowlane, bo pracę, a nie brakowało tu nigdy prawdziwych fachowców, ludzie składali – jak mówi ks. Stanisław Janusz – po prostu jako dar. Zanim ukończyli budowę, zdążyli jeszcze ufundować dzwony do parafii. Wspólnota liczyła wówczas około tysiąca wiernych. To bardzo niewiele. Wzięli na siebie wielki wysiłek i podołali. – Ta budowa i tworzenie nowej parafii zjednoczyło mieszkańców Krzeczowa – przyznaje ks. Stanisław.


Maryja strzeże


Od razu obrali sobie na patronkę Matkę Bożą Nieustającej Pomocy. Historię z tym związaną znajdziemy na stronie internetowej parafii. 20 lat poprzedzających utworzenie parafii to było pasmo dramatów i tragedii: piorun poraził rolnika idącego z pola, 3 chłopaków spaliło się w samochodzie, 3 osoby zginęły pod pociągiem, dziecko pierwszokomunijne zginęło, wracając ze szkoły, w Wiśle utopił się kierowca ciężarówki, a jedna mieszkanka zginęła w katastrofie samolotu. No i jeszcze pijaństwo, które było dość powszechne. Od czasu oddania się pod opiekę Maryi nie wydarzyły się jakieś większe nieszczęścia i mocno ograniczono nadmierne spożywanie alkoholu we wsi. Dziś kwitnie tu życie parafialne. – Tak to już jakoś się dzieje, że mamy w parafii różne grupy, a w nich dużo osób. W Liturgicznej Służbie Ołtarza jest wielu ministrantów, lektorów, do których należą także ludzie pracujący. Nigdy nie brakowało chętnych, by służyć przy ołtarzu – mówi Jakub Kołodziej, ceremoniarz. Minęło 25 lat parafialnej samodzielności. – Myślę, że ludzie dziś czują po prostu, że są u siebie. W Kościele, świątyni, parafii – zauważa ks. Stefan Irla.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama