Nowy numer 3/2021 Archiwum

Sienkiewicz inaczej przejdź do galerii

Była sztuka, tort i gawęda o tym, co jadał imć Zagłoba - w Wojniczu świętowano jubileusz związany z obchodzonym rokiem noblisty.

Sienkiewicz inaczej   Weronika Górska z Łoponia opowiada na scenie dzieje swojej prababci Beata Malec-Suwara /Foto Gość - Czy pamiętacie, że "Ogniem i mieczem" kończy się podpisaniem ugody w Zborowie? - pyta ze sceny Weronika Górska z Łoponia. - Tam, w tym samym Zborowie, urodziła się moja prababcia - mówi. I nie jest to tylko kwestia z scenariusza, ale fakt, wokół którego obudowano przedstawienie. Powstało z racji obchodzonego Roku Sienkiewicza. Przygotowali je uczniowie z Publicznej Szkoły Podstawowej Stowarzyszenia Przyjaciół Szkół Katolickich w Łoponiu pod okiem swojej nauczycielki Marzeny Warpechowskiej oraz Ewy Kłusek, polonistki z Wojnicza. Sztukę złożoną z drobnych etiud wystawili na wojnickiej scenie kina Wawel.

Sienkiewicz i prababcia

Sienkiewicz inaczej   Klaudyna Hebda, znana blogerka kulinarna pochodząca z Łoponia, opowiedziała o kuchni sarmackiej Beata Malec-Suwara /Foto Gość Spektakl rozpoczyna się od rozmowy uczniów na temat książek Sienkiewicza. Dzieci opowiadają o "przeczytanych" przez siebie lekturach: "W pustyni i w puszczy", "Sachem", "Quo vadis", "Latarnik", "Pan Wołodyjowski", "Potop", "Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela". Zaczynają się kłócić o to, która lepsza. No, ale jak tu podważyć argument, że "Ogniem i mieczem" jest najlepsze, bo w Zborowie, niedaleko Zbaraża, urodziła się "moja babcia". - Natrafiłam na tę historię ze starszym bratem Weroniki, Sebastianem, kiedy przygotowywaliśmy się do udziału w konkursie historycznym ogłoszonym kilka lat temu przez gminę Dębno – mówi nauczycielka.

- Moja prababcia ze strony mamy nazywała się Andrijewna. Jej ojciec był Rosjaninem i miał na imię Sienkiewicz inaczej   Był też jubileuszowy tort Beata Malec-Suwara /Foto Gość Dymitr, a matka była Polką o imieniu Pelagia. Prababcia pochodziła ze Zborowa na Ukrainie. Miejscowość ta leży niedaleko Tarnopola - opowiada Weronika. - Zupełnie inaczej czytało mi się "Trylogię" Sienkiewicza. Przecież jej akcja w dużej mierze toczy się na terenach związanych z dzieciństwem i wczesną młodością mojej prababci - dodaje.

W pustyni

Dla Klaudyny Hebdy, znanej blogerki kulinarnej pochodzącej z Łoponia, autorki książki "Ziołowy zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu", nie ma ważniejszej wśród Sienkiewiczowskich książek od "W Sienkiewicz inaczej   Selfie z Sarmatą Beata Malec-Suwara /Foto Gość pustyni i w puszczy". - Nawet bardziej ta część "w pustyni" niż "w puszczy" - zastrzega. Po tej lekturze w czwartej klasie podstawówki zaczęła się uczyć języka arabskiego. Potem wybrała porównawcze studia cywilizacji. - To były jedyne studia, na które złożyłam dokumenty. Rodzicom powiedziałam, że albo idę na te, albo nie chcę iść na żadne, bo szkoda ich pieniędzy. Było jedenaście osób na jedno miejsce, ale się dostałam - mówi. Od "W pustyni i w puszczy" zaczęła interesować się innymi kulturami, zwłaszcza wschodnimi. Potem także kuchnią.

 

Zagłoba od kuchni

- Kuchnia sarmacka, a więc jak się domyślam, taka, którą mógł jeść pan Zagłoba na dworach, miała mnóstwo wpływów wschodnich. Używano bardzo dużo szafranu, przypraw korzennych, zwłaszcza pieprznych, i co ciekawe - dania były słodko-kwaśne, podobne w smaku do współczesnej kuchni tajskiej - snuje Klaudyna Hebda swoją gawędę kulinarną o tym, co jadał Zagłoba.

- Na pewno nie był to schabowy z ziemniakami. To dopiero XIX w. Wtedy ziemniaki stały się w Polsce popularne, a z kolei wieprzowinę Sarmaci uważali za mięso nieczyste - twierdzi ekspertka kulinarna. Te wszystkie przyprawy, jak szafran, pieprz czy imbir, stosowano w olbrzymich ilościach. - Należy przy tym pamiętać, że zanim one dotarły do Polski, to większość z nich była już zwietrzała, nie miały już tak intensywnego aromatu - zauważa Klaudyna Hebda.

Według niej, nieporozumieniem jest także myśleć, że XVII-wieczna kuchnia była tłustą. Bardzo dużo polowano, robiono dużo potraw z dziczyzny i ptactwa, typu kuropatwy, głuszce, a nawet słowiczki. Tymi ostatnimi za bardzo się nie najadano, świadczyły raczej o prestiżu danego dworu. Jedzono przy tym dużo kasz, wszelkiego rodzaju kiszonek i dzikich roślin jadalnych, nie tylko pokrzywę, ale i kłącza topinamburu. - Dziś można go spotkać w dwóch miejscach: w lasach, gdzie robi się z nich barierę przed dzikami, żeby nie ryły dalej, albo na modnych warszawskich targach, gdzie kosztuje 40 zł za kilogram - mówi ekspertka.

Jubileuszowy tort

Jeśli chodzi o cukiernictwo, ceniono te wyroby, które dobrze i fantazyjnie wyglądały, niekoniecznie musiały wybitnie smakować.

W Wojniczu uczestników spotkania organizatorzy poczęstowali jubileuszowym tortem zrobionym przez mamę Weroniki - Zofię Górską, wnuczkę babci pochodzącej ze Zborowa, na okoliczność obchodzonego Roku Sienkiewicza. Nie tylko wyglądał nobliwie, ale i wybitnie smakował.

Obchody jubileuszu w Wojniczu zatytułowano "Sienkiewicz inaczej". Spotkanie zorganizowała Publiczna Szkoła Podstawowa Stowarzyszenia Przyjaciół Szkół Katolickich w Łoponiu oraz Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Wojnickiej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama