Nowy numer 2/2021 Archiwum

Bóg i cesarz

W kilku kolejnych numerach prześledzimy drogę Kościoła tarnowskiego ku wolnej Polsce.

Kiedy cesarzowa Maria Teresa z pozostałymi zaborcami podpisała akt rozbioru Rzeczypospolitej Obojga Narodów, ziemie na południe od Wisły, gdzie później powstała diecezja tarnowska, dostały się pod obce, austriackie panowanie. I to już w 1772 roku. – Do czasu powstania diecezji tarnowskiej tereny te należały do potężnej obszarowo diecezji krakowskiej. Zaborca od początku chciał wyjąć zajęte ziemie spod jurysdykcji biskupów krakowskich i włączał je w organizm cesarstwa, w którym Kościół miał się stać podporą tronu – mówi ks. Krzysztof Kamieński, dyrektor Archiwum Diecezji Tarnowskiej.

Podpora tronu

Biskup krakowski starał się przed tym bronić, tworząc na zajętej przez zaborcę części diecezji tak zwane oficjalaty, którymi kierowali jego reprezentanci. Więź między nimi a biskupem była jednak cały czas rozluźniana przez cesarstwo, aż do całkowitego rozdzielenia. Cesarz Józef II dążył do tego, by mieć jak największy wpływ na organizację i działalność Kościoła. – Miał w tym cel polityczny. Kościół miał służyć władzy i być jej przedłużeniem w najmniejszych nawet społecznościach. Kościół był przecież organizacją najbardziej rozgałęzioną, docierającą do ludzi łatwiej niż urzędnicy państwowi. Sposobem na podporządkowanie sobie Kościoła były osławione reformy józefińskie – podkreśla dyrektor.

Nieoczekiwane owoce

Józefinizm (tak inaczej określa się nurt przemian Kościoła pod wpływem nakazów płynących z Wiednia) został zapamiętany jako ciemny okres w życiu wspólnoty wiernych. – Wspomnieć trzeba chociażby kasatę zakonów i klasztorów, zabór mienia kościelnego, który przypominał raczej grabież, likwidację seminariów duchownych i zakonnych, zamiast których miało powstać jedno generalne we Lwowie. Państwo chciało mieć przemożny wpływ na obsadę stolic biskupich, parafii, wikariatów. Zabraniało biskupom kontaktów z papieżem, szkodziło kościelnej jedności. Ale z perspektywy czasu – i myślę, że z perspektywy wiary – reformy józefińskie jak krzywe linie historii posłużyły Panu Bogu do napisania własnej kroniki tej ziemi; z czasem wiele złych posunięć władzy przyniosło nieoczekiwane owoce – mówi ks. Kamieński.

Więcej parafii

Plusem okazała się reforma sieci parafialnej. – Powstały 23 nowe parafie, 12 filii, 14 kapelanii lokalnych; stało się tak m.in. w Żurowej, Brzeźnicy k. Bochni, Łapczycy, Domosławicach… Z istnieniem parafii wiązało się przede wszystkim większe oddziaływanie duszpasterskie, ksiądz był bliżej ludzi, także poprzez edukację, bo wraz z parafiami, szczególnie od 1804 roku, powstawały szkoły. Przez ponad półwiecze to podstawowe szkolnictwo było w rękach Kościoła, co przekładało się na budzenie świadomości narodowej, postaw patriotycznych, pielęgnowanie polskiego języka i kultury – podkreśla kapłan. W wyniku kasaty zakonów i zaboru ich dóbr powstał Fundusz Religijny, z którego opłacano księży jako urzędników cesarstwa. Floreny uzależniały od państwa, ale służyły też utrzymaniu parafii, uposażeniu nowo powstałych. Reorganizacja miała cel polityczny, mimo to Kościół potrafił wykorzystać tę reformę także jako narzędzie do ewangelizacji i do budowania podstaw pod przyszłą niepodległość.

Biało-czerwony pył

Zmieniła się też struktura duszpasterzowania. Ksiądz miał obowiązek rezydencji, z jego urzędem było związane tylko jedno beneficjum. – Ksiądz miał, mówiąc kolokwialnie, siedzieć w parafii. Był urzędnikiem cesarskim, ale z perspektywy kościelnej bycie blisko ludzi wyszło i jemu, i im na dobre. Józefinizm zmienił sposób kształcenia przyszłych księży. Postawił na edukację w przedmiotach pastoralnych, w dziedzinie katechezy, homiletyki, ale więcej też było Pisma Świętego, patrologii. Pokolenie księży urodzonych w latach 1790–1810, a więc to, które przeszło józefiński system przygotowania do kapłaństwa, wydało wiele postaci zasłużonych dla zachowania polskości i budowania tożsamości narodowej. To chociażby bp Wojtarowicz, ks. Michał Król, który był rektorem seminarium w czasie rabacji. Austriacy stwierdzili, że za jego rektorowania na seminarium osiadł biało-czerwony pył. Z tego okresu pochodzi też ks. Jan Mika, wydawca polskich książek dla dzieci i młodzieży… – wylicza ks. Kamieński.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama