Nowy numer 3/2021 Archiwum

Zaczęło się na dobre

Kiedy w listopadzie 1830 roku w Warszawie podchorążowie wzniecają powstanie, Kościół, choć po cichu, wspiera dążenia niepodległościowe.

Po cichu, bo papież Grzegorz XVI potępia wybuch powstania, uznając, że to wystąpienie przeciw „legalnej władzy cara”. Biskup krakowski Skórkowski w kazaniach, listach zachęca jednak ludzi, by wspierali powstanie. Odbywają się nabożeństwa w intencji powodzenia powstania, zbiórki pieniędzy, bandaży, a nawet bielizny kielichowej na opatrunki.

– Dużą akcją było zbieranie dzwonów na armaty dla powstańców. W parafiach krakowskiej diecezji zebrano dzwony na 60 armat, z czego udało się wykonać ostatecznie tylko 20 – mówi ks. Krzysztof Kamieński, historyk, dyrektor Archiwum Diecezjalnego w Tarnowie. Niektórzy biskupi, jak Dzięgielewski z Lublina, oddają pensję na powstanie. Biskup koadiutor z Płocka Franciszek Pawłowski wystawił 20 jeźdźców i sam ich opłacił. Powstanie wspierają zasadniczo wszystkie diecezje. – W Galicji, we Lwowie, powstał, mimo że Austriacy zabraniali wspierania działalności wyzwoleńczej, komitet dla pomocy powstania. Działał oficjalnie, bo cesarz austriacki miał problemy z rewolucją we Włoszech i średnio pilnował porządku w Galicji – dodaje ks. Kamieński. Dziwną plamą na mapie kościelnego wsparcia dla powstania była diecezja tarnowska. Z własnej inicjatywy – Nie było jakiegoś systemowego rozwiązania. Powodem była wakująca od 1827 roku stolica biskupia w Tarnowie. W 1831 roku bp Chotek nie zdążył nawet przyjechać do miasta. Biskupem w 1832 roku został Ferdynand Pischtek, ale objął diecezję już po upadku powstania. Przez 4 lata rządził, a w zasadzie tylko administrował diecezją ks. Jan Fukier, wikariusz kapitulny, bardzo uczciwy i pobożny kapłan, który nie podejmował poza bieżącym administrowaniem żadnych innych działań – tłumaczy ks. Kamieński. Stąd, jeśli parafie wspierały powstańców, to robiły to z własnej inicjatywy i na własny rachunek. Jednak z terenu diecezji do powstania poszło wielu ludzi. Na przykład z Tarnowa Józef Bem czy Kazimierz Brodziński z Królówki, Maurycy Potocki, syn właściciela Wiśnicza, czy bracia Franciszek i Wojciech Goczałkowscy z Cerekwi i wielu, wielu innych. – W powstaniu walczył m.in. kleryk seminarium Maksymilian Stanisławski. Potem z tego powodu długo opóźniano jego święcenia – mówi ks. Kamieński. Dr Grażyna Woźny w szkicu o Lubzinie pisze o Stanisławskim: „Za udział w powstaniu listopadowym i patriotyczne oddziaływanie na parafian zwolniony z probostwa i uwięziony na dwa w lata. Po opuszczeniu więzienia w Przeworsku pełnił obowiązki wikariusza w Nowym Sączu i w Pilźnie. Po czym objął na 21 lat probostwo w Lubzinie, odznaczony Krzyżem Virtuti Militari”. Przebudzenie narodowe – Badacze powstania Jan Skarbek czy Hanna Dylągowa twierdzą, że powstanie listopadowe było wydarzeniem, po którym w Galicji nastąpiło przebudzenie narodowe. Od tego czasu zaczyna się myślenie o powstaniu, o spiskach wyzwoleńczych. Dotyczy to także duchowieństwa. Już w czasie, kiedy trwało powstanie listopadowe w Tarnowie, w jednej ławie gimnazjalnej siedzieli Julian Goslar, późniejszy rewolucjonista, i Józef Leopold Kmietowicz, późniejszy ksiądz, przywódca powstania, tzw. porusyństwa chochołowskiego – przypomina ks. Kamieński. W gimnazjach księża uczyli wychowania patriotycznego. W Bochni czynił to np. ks. Jan Mika. Właśnie absolwentem bocheńskiego gimnazjum był Antoni Maresch, syn leśniczego z Muszyny, który potem został księdzem i proboszczem w Łososinie. – Tam związał się z Konfederacją Narodu Polskiego, do której został wciągnięty przez proboszcza z Przyszowej ks. Karola Schlegla. Maresch zaczął agitację wśród chłopów, nawoływał do walki, a na plebanii działał ośrodek KNP. Po donosie była rewizja i ks. Marescha władze osadziły w więzieniu w Nowym Sączu, gdzie, po załamaniu nerwowym, odebrał sobie życie – opowiada ks. Kamieński. Po powstaniu listopadowym kwestię niepodległości żywo wspiera duchowieństwo. Ks. Jan Makuch pisze we wspomnieniach, że jako kleryk pamięta akcję władz w seminarium, które szukały spisków i zakazanych materiałów. Po rewizjach do śledztwa trafiło 60 seminarzystów. Kilkunastu wydalono z WSD. Dwóch skazano na kary więzienia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama