Nowy numer 3/2021 Archiwum

Teraz pójdźmy w pole!

Wielkie powstanie to nie było, ale legend wokół niego narosło. Prawdą jest, że zrywowi górali przeciw zaborcy przewodzili księża i organista.

Powstanie chochołowskie 1846 roku miało być częścią trójzaborowego zrywu przeciwko Austrii, a następnie Rosji i Prusom w celu odzyskania niepodległości. Do planowanego ataku w nocy z 21 na 22 lutego 1846 roku doszło jednak tylko w kilku miastach oraz – za sprawą księży i organisty – na chochołowskiej wsi. Jak udało się do niego przekonać chłopów – górali, skoro w innych miejscach przeciw zaborcom wystąpili właściciele ziemscy?

Górale i wolność

Należy pamiętać, że Chochołów należał wówczas do diecezji tarnowskiej. – Teren tzw. Państwa Czarnodunajeckiego, obejmującego Czarny Dunajec, Poronin, Chochołów, od XVII wieku do rozbiorów stanowił dobra królewskie. Górale mieli tam wiele przywilejów. W momencie zaborów je stracili. Łatwiej więc było ich przekonać do zniesienia pańszczyzny i odzyskania wolności. Co ciekawe, tu w powstanie nie został wciągnięty dwór, ale górale – zauważa ks. Krzysztof Kamieński, dyrektor Archiwum Diecezjalnego. Pierwszym spośród księży spiskowców na tym terenie był ks. Michał Głowacki, od 1842 roku administrator w Poroninie. Oczytany i światły ksiądz spotykał się z emisariuszami, którzy działali w Galicji na rzecz powstania 1846 roku i to on wciągnął do konspiracji organistę z Chochołowa Jana Kantego Andrusikiewicza. Od tego czasu działali już wspólnie. W 1844 roku do Chochołowa przyszedł jako wikary ks. Leopold Józef Kmietowicz ze Starego Sącza, kolega ze szkolnej ławy emisariusza Juliana Goslara. – To on wraz z Andrusikiewiczem zdołali przekonać górali, że sprawiedliwe rozwiązanie ich sytuacji społecznej może się dokonać tylko w niepodległym państwie polskim. Obaj wierzyli, że chłopi zostaną hojnie nagrodzeni za wywalczoną przez nich wolność ojczyzny – dodaje ks. Krzysztof Kamieński.

Legenda o śpiących rycerzach

Wiemy dokładnie, jak księża agitowali górali. Na temat tzw. poruseństwa chochołowskiego powstało wiele publikacji. Rozczytany w polskiej literaturze i historii ks. Michał Głowacki odwoływał się do nich często w swoich kazaniach. W budzeniu ducha wolności wykorzystywał też znaną na Podhalu legendę o śpiących rycerzach. Tłumaczył góralom, że to oni są śpiącym wojskiem, które ma wyzwolić Polskę. Kiedy w 1843 roku bp Wojtarowicz polecił, aby w kościołach diecezji tarnowskiej modlono się w intencji prześladowania Kościoła w Hiszpanii, on rozszerzył zakres modłów i odprawił jubileusz na rzecz uciemiężonego Kościoła w Hiszpanii i w Polsce. Z kolei ks. Kmietowicz, niezwykle oddany kapłan, wspomagający biednych, choć sam nosił podarte ubranie przysłonięte sutanną, wieczorami w porze jesienno-zimowej chodził po chałupach, po tzw. prządkach, i czytywał zgromadzonym tam ludziom żywoty świętych, jak i treści patriotyczne zaczerpnięte z konspiracyjnej literatury. Okazję do podobnej działalności dawały też rozmowy przeprowadzane z przedstawicielami gromad.

Jednodniowy zryw

Wieczorem 21 lutego 1946 roku górale zebrali się w mieszkaniu ks. Kmietowicza. Ze względu na srogą zimę nie dotarła do nich wiadomość o rabacji, która już od kilku dni trwała w Tarnowskiem. – Zebrało się tam ok. 20 osób. To byli przedstawiciele gromad, których „oddziały”, choć to za wielkie słowo, liczyły od kilkunastu do 30 górali – zauważa historyk. – Ks. Kmietowicz założył komżę, stułę, wziął do ręki krzyż i postawił go na stole między dwoma płonącymi świecami. Po odmówieniu modlitwy z powagą i wzruszeniem obwieścił zebranym, że właśnie w tej chwili Rząd Narodowy w Krakowie obejmuje władzę nad Polską i tym samym rozpoczyna się powstanie przeciw ciemiężcom narodu. Po pokropieniu zebranych wodą święconą powiedział: „Teraz pójdźmy w pole”. No i poszli. Jak zauważa ks. Krzysztof Kamieński, z planu emisariuszy udało im się zrealizować niewiele, a i samo „powstanie” trwało zaledwie jeden dzień. Napadli na straż finansową, ale już w kierunku Wieliczki nie poszli. Przeszkodził „atak zimy”, ale też brak realizacji założeń powstania w innych częściach, Podhala. Księży Kmietowicza i Głowackiego, organistę i górali zaaresztowano. Ks. Głowacki zmarł w więzieniu w Nowym Sączu już w marcu 1846 roku, mając 42 lata. Ks. Kmietowicza uznano za głównego spiskowca, przesłuchiwano we Lwowie i skazano na karę śmierci. Ułaskawiono go i wypuszczono na wolność, jak wielu innych, na mocy cesarskiej amnestii z 1848 roku. Zmarł, mając 40 lat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama