Nowy Numer 38/2019 Archiwum

Wieś, która przestała istnieć

Diecezja na wakacje. W czasie II wojny w Głowaczowej kule nie oszczędziły nawet Matki Bożej. Ona jednak jest tam do dzisiaj.

Między lasami, pośród pól, niedaleko Czarnej, Pilzna, Tarnowa i Dębicy leży Głowaczowa – wieś, która prawie przestała istnieć. Ocalała jednak dzięki społecznym więziom i nieodpartemu pragnieniu życia. Na kartach historii pojawiła się w 1419 r., kiedy z prawa polskiego dokonano jej lokacji na prawie niemieckim. – Około 1257 r. istniała tu osada, w której mogło mieszkać nawet 200 osób, czyli bardzo dużo jak na tamte czasy – mówi Kazimierz Knych, wieloletni radny z Głowaczowej, społecznik i historyk miejscowości. W średniowieczu wieś należała do panów na Chotowej, a w ciągu następnych stuleci przechodziła z rąk do rąk.

Należała m.in. do rodziny Rejów z Przecławia, spokrewnionych z Mikołajem Rejem, a także do rodu Głowackich, z którymi spokrewniony był chyba najsłynniejszy Głowacki, czyli Bolesław Prus. W Głowaczowej jest piękna figura św. Antoniego z Padwy z 1846 roku, obok której znajdowała się studnia ze świetną wodą. Studnia zniknęła, ale po drugiej stronie drogi woda marszczy się w niewielkim stawie, pozostałości po pańskim folwarku. Miejscowej szlachty nie oszczędziła rabacja w 1846 r., kiedy to zginął m.in. Dominik Rej, a nawet ok. 10 osób ze wsi sprzeciwiających się chłopskiemu pogromowi kierowanemu przez Jakuba Szelę, a inspirowanemu przez Austriaków. W miejscowości już w 1886 r. istniała szkoła – jako druga w parafii Straszęcin. Przed wojną młodych nie brakowało. Niektórzy tak byli zakochani w nauce, że mimo nawet 20 lat i wąsów przychodzili na zajęcia. A kierownik Władysław Machalski próbował utrzymać dyscyplinę dzięki pomocy żołnierza z bronią.

Zakopany sztandar

Głowaczowej nie oszczędziły plagi chorób, klęski żywiołowe i wojny… Mimo to miejscowi gospodarowali na rozległych, choć piaszczystych polach i pracowali w nieodległej Dębicy. Pochodzący z Głowaczowej kolejarze w 1919 r. ustawili na skrzyżowaniu dróg metalowy krzyż. Stanął na postumencie z kamieni wypełniających tory, na pamiątkę bitwy pod Grunwaldem. Już w 1903 r. istniała tutaj Ochotnicza Straż Pożarna. Szczyciła się ufundowanym w 1905 r. pięknym sztandarem, przedstawiającym z jednej strony Matkę Bożą Nieustającej Pomocy, z drugiej św. Floriana gaszącego pożar. Przed II wojną światową było tutaj około 200 numerów i około tysiąca mieszkańców. – 24 sierpnia 1944 r. Głowaczowa znalazła się w ogniu ofensywy sowieckiej. Nie była przygotowana i Niemcom udało się wpędzić w pułapkę spory oddział kozaków. W lesie wystrzelali ich co do jednego. Liczy się, że zginęło od 300 do 800 żołnierzy – mówi Kazimierz Knych. Rosjanie wycofali się, a Głowaczowa została podzielona na dwie części – jedna była w rękach niemieckich, druga w rosyjskich. Sowieci wysiedlili mieszkańców. – Moja babcia Michalina Knych przed opuszczeniem domu zdołała zakopać w polu co lepsze rzeczy, w tym pierzyny, a pod nimi ukryła sztandar OSP, bo dziadek był prezesem straży. Kiedy wrócili, poduszki i pierzyny poginęły, ale sztandar został i dziś przechowujemy go w naszej remizie obok nowego – opowiada Jacek Knych.

Apokalipsa

Rosjanie wznowili ofensywę 17 stycznia 1945 r. Dla Głowaczowej była to apokalipsa. Kule i pociski zmiotły prawie całą wieś z powierzchni ziemi. Ocalały może ze trzy domy i zdziczałe koty, które wałęsały się obok rozwalonej figury św. Antoniego, leżącego wśród gruzów cokołu krzyża z 1919 r. i spalonych chat. Kule nie oszczędziły małej kapliczki okolonej drewnianym płotkiem, w której królowała na rozstaju dróg Matka Boża Częstochowska z 1886 r. Obraz nosi 12 śladów od kul, widocznych do dzisiaj bardzo wyraźnie dzięki zachowawczej rekonstrukcji płótna. – Bardzo wielu ludzi zginęło, wielu zostało rannych. Pola zostały zaminowane. Spłonęła też szkoła, choć w czasie II wojny ludzie nadal się uczyli w Czarnej, Chotowej, Dębicy… Druga szkoła została wybudowana w 1946 r., a nauka rozpoczęła się w niej dwa lata później – mówi pan Kazimierz. Do książek świeciły dzieciom lampy naftowe aż do 1973 r., kiedy to do wsi zawitała elektryczność. W 1997 r. powstała nowa placówka oświatowa, wybudowana przez wieś w ciągu 3 lat. Nosi imię Jana Pawła II. Szkoła pamięta nie tylko o swoim patronie, ale i o dwóch mieszkańcach Głowaczowej, którzy zostali zamordowani przez Rosjan w Katyniu. Przed budynkiem rosną śmiało w górę ich dwa dęby.

Zbożem za cement

Znakiem pobożności miejscowych są krzyże i figury przydrożne, jednak najważniejszym z nich jest kaplica pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Tadeusz Knych należał do grupy 17 – mężczyzn stanowiących komitet budowy kaplicy. Do dziś żyją z nich on i jego szwagier. Do parafii w Straszęcinie ludzie mieli około 5 km i żeby skrócić dystans do Boga, w latach 70. XX w. postanowiono o budowie kaplicy, choć plany wzniesienia świątyni były już wcześniej, poparte ufundowaną w 1921 r. przez Andrzeja Kutrzebę i Polonię amerykańską cegłą, która jakoś powoli znikała ze sterty, aż się skończyła, a razem z nią rozpłynął się miraż kościoła. – Ale nie w naszych głowach – śmieje się pan Tadeusz, od 32 lat sołtys, od 20 lat kościelny. – Mieliśmy dobrego proboszcza ks. Stanisława Górskiego, który całym sercem popierał budowę kaplicy. Pracowałem wówczas w dębickim Stomilu i co siódmy dzień musiałem brać urlop, żeby pomagać przy budowie. Co kilkanaście dni chodziliśmy po wsi i zbieraliśmy pieniądze. A trudności były ogromne. W latach 80. jeździłem koniem przez wieś i zbierałem zboże. Ludzie dawali po wiaderku lub po dwa, a ja to zboże zawoziłem do gminnej spółdzielni w Czarnej do skupu. Dzięki temu gmina na mocy uchwał przyznawała nam cement, którego poszło strasznie dużo, bo fundamenty kopane były bardzo głęboko. Ludzie pracowali nawet nocą, aż dzięki ich robocie i ofiarności stanęła kaplica – opowiada pan Tadeusz. W otoczeniu pięknych obrazów, namalowanych przez współczesnego artystę, wisi ikona Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Kiedyś znajdowała się w murowanej, dziś już nieistniejącej kapliczce. Warto przyglądnąć się ikonie, na której widać przestrzelone w czasie II wojny ramię Pana Jezusa… W kaplicy przechowywane są relikwie św. Jana Pawła II, a obok ołtarza stoi piękna statua papieża Polaka patrzącego w okna nowej szkoły, której patronuje.

W grupie siła

W ostatnich latach Głowaczowa coraz bardziej pięknieje i przyciąga nowych mieszkańców, którzy chętnie tutaj się osiedlają. Inni smakują wieś, chłonąc obrazy i zapachy z wysokości siodełka rowerowego, bo drogi są tu dobre i spokojne, w sam raz na rodzinne wycieczki. Anna Popielarczyk od zeszłego roku jest radną i dla niej, jak mówi, Głowaczowa dopiero się pisze. – Marzy nam się piękny plac rekreacyjny z parkingiem obok kaplicy. Plany już są i mam nadzieję, że będzie to świetne miejsce wypoczynku dla całych rodzin – mówi radna. Od stycznia tego roku jest przewodniczącą Koła Gospodyń Wiejskich, które chce odnowić już istniejące tradycje, m.in. wicia żniwnej kopy na doroczne dożynki. Z projektem i kłosami zboża zmagają się panie Ewelina Naleźny, Dorota Kurdziel, Agnieszka Zator, Krystyna Naleźny i Ewa Nowak. – Chciałyśmy się zaangażować. Nie narzekamy na brak zajęć w domu, mamy małe dzieci, ale wykorzystujemy okazje, żeby się spotkać poza domem, coś zrobić dla lokalnej społeczności, a jednocześnie porozmawiać, być ze sobą – mówią panie. A jest gdzie się spotykać, bo wieś ma nowoczesne centrum kultury połączone z remizą OSP. – Cieszę się, że mogę pracować z ludźmi kochającymi swoją miejscowość, z pasjonatami i społecznikami, którzy chcą przekazać całe to dziedzictwo następnym pokoleniom – podkreśla pani Anna. Dzień w Głowaczowej kończy się na stadionie sportowym, na którym do treningu przygotowują się piłkarze LKS Głowaczowa grający w okręgówce. Z panem Kazimierzem zaglądamy jeszcze do rezerwatu ścisłego „Torfy”, w którym na powitanie wybiega prawdziwy borsuk, trochę obruszony, że dopiero teraz odwiedzamy to uroczysko. Kiedy słońce już nad horyzontem, wydłużają się cienie drzew, a jadący nieopodal pociąg ciągnie za sobą noc.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL