Nowy numer 48/2020 Archiwum

Mikołajowickie sekrety

Diecezja na wakacje. Trudno rozgryźć tajemnicę tej parafii, której świątynia jest bijącym sercem w sieci splątanych uliczek wsi.

Fantastyczny nieład

Sierachowice niepostrzeżenie zamieniają się w Mikołajowice. Nazwa wsi miała nawet wpływ na dziedziców, potomków Mikosza z Chotowej, którzy w połowie XV wieku przyjęli nazwisko Mikołajowscy. Jan i Barbara z tego rodu doprowadzili do takiego rozkwitu swoje dziedzictwo, że stać ich było na zakup kamienicy naprzeciw tarnowskiej kolegiaty, dziś katedry. Dom przebudowali w stylu renesansowym. Niestety, byli bezdzietni. Swoją miejską rezydencję przekazali wikariuszom kolegiackim, a majątek sprzedali Janowi Tarnowskiemu. Dom zwany Mikołajowskim istnieje do dzisiaj. Mieści się w nim m.in. najstarsze w Polsce muzeum diecezjalne. W kolejnych wiekach Mikołajowicami władali najwięksi magnaci Rzeczypospolitej. Prócz hetmana Tarnowskiego byli to książęta Ostrogscy, Lubomirscy i Sanguszkowie. W XIX wieku wieś trafia do historii literatury polskiej dzięki pierwszemu w rozbiorowej Polsce przewodnikowi, napisanemu przez Seweryna Goszczyńskiego „Dziennik podróży do Tatrów”. Goszczyński gościł tutaj w dworku Tetmajerów i stąd wyruszył ku tatrzańskim szczytom. Jak pisze w swoim dzienniku, wieś „leży niedaleko Dunajca, nade starem jego korytem, śród płaszczyzn ogromnych zrównanych pod strychulec. Chaty rozrzucone w nieładzie fantastycznym, każda patrzy w inną stroną, jak żeby dąsała się na inne sąsiadki. Takim chatkom ulic nie potrzeba, dlatego też nie ma ich tutaj. Za to snuje się między niemi droga, dosyć sucha w lecie, oprócz kilku kałuż, które ją przecinają niby strumyki. Nie zbywa jednak na sadach i tu dopiero są drzewa wielkie i ładne, owe te sady osłaniają niepowabną srogość wioski”. Interesujące, że coś z tego opisu żyje do dzisiaj. Istotnie, główny gościniec wije się przez miejscowość, a od niego odbiegają esy i floresy wąskich uliczek, które to zakręcają, wracając do gościńca, to biegną gdzieś w pola lub do innych wsi. Sadów już niewiele, tylko gdzieniegdzie stare jabłonie uginają się pod owocami. Coraz mniej też drewnianych wiejskich domów z malwami przeglądającymi się w małych szybkach okien. Zawitaliśmy do jednego z nich. Mieszkają w nim Andrzej i Stanisława Brożkowie, którzy wychowali siedmioro dzieci. Z bogatej historii rodziny, pisanej także po włosku dzięki małżeństwu jednej z córek, wspominają wielką powódź, kiedy ich dziadkowie musieli czekać na pomoc, chroniąc się na strychach zalanych pod powałę domów. Spotkany na drodze Bronisław Bibro podkreśla, że Mikołajowice wypiękniały. – I dobrze się tu ludziom żyje – mówi. Spotykamy też panią Józefę Bibro. Uśmiecha się tylko, otwierając zieloną furtkę z serduszkiem, obok której świeci metaliczna skrzynka na listy z napisem „U.S. Mail”. Ona również wychowała siedmioro dzieci, a za czterech synów żołnierzy dostała od ministra medal.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama