Nowy numer 28/2020 Archiwum

Dwa kościoły, jedna droga

W Łukowicy niebo z ziemią łączy płynący przez wieś potok. Wartki nurt splata Boże i ludzkie sprawy od prawie siedmiu wieków.

Miejscowość jest stara, a pierwszy zapis o jej istnieniu pochodzi z 1325 roku. Najstarszym świadkiem istnienia Łukowicy i miejscowej wspólnoty parafialnej jest kościół pw. św. Andrzeja. Przez lata myślano, że pochodzi z końca XVII wieku, o czym zdają się mówić daty wyryte na chrzcielnicy. Później powstała hipoteza, że świątynia jest starsza, z XVI-wieczną metryką. Została tylko gruntownie przebudowana w następnym wieku i tak dotrwała do naszych czasów.

Nowe światło na dzieje kościoła rzuciła praca konserwatorów, którzy przez 12 lat gruntownie ją odnawiali. – Okazało się, że do budowy kościoła w XVII wieku wykorzystano drewniane elementy ze starszej, gotyckiej budowli. A badania dendrochronologiczne pozwoliły ustalić ich wiek na lata 1463–1464 – mówi Agnieszka Stefanowicz, pasjonująca się historią łukowickich świątyń i parafii. Z kolei wiek młodszych elementów kościoła ustalono na koniec XVII i początek XVIII wieku. 25 czerwca 1720 roku świątynię łączącą całe wieki historii Łukowicy i parafii konsekrował bp Jan Tarło.

Zapomniane sanktuarium?

Od konsekracji kościół był uważany za sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej. Biskup Jan miał zresztą przywieźć do Łukowicy na konsekrację figurę Maryi, aby w nowym kościele znalazła godne miejsce dla czci wiernych. – W świątyni nie ma jednak takiej rzeźby. Znajdowała się tutaj natomiast Piękna Madonna i prawdopodobnie ta figura została zaadoptowana na potrzeby kultu Matki Bożej z Loreto – wyjaśnia pani Agnieszka. Piękna Madonna nieznanym trafem opuściła jednak świątynię i w końcu znalazła się w Muzeum Narodowym w Krakowie, skąd zrabowali ją Niemcy w czasie II wojny światowej. Figura przepadła, wyblakła też i zanikła pamięć o sanktuarium, choć mówiła jeszcze o tym głośno maryjna polichromia, ale i tę w końcu zamalowano. – Zachowano z niej obraz Jezusa Dobrego Pasterza, który zdecydowanie różnił się od całości, nie dawał mi spokoju. Wciąż myślałam o tym, że za jego istnieniem kryje się zagadka, którą rozwiązali dopiero konserwatorzy – opowiada pani Agnieszka.

Cały dla Maryi

W czasie żmudnych prac powoli odkrywano niezwykłą polichromię kościoła św. Andrzeja. Dziś oczom modlących się i zwiedzających świątynię ukazują się sceny z życia Matki Bożej, w tym narodzenie Pana Jezusa gdzieś pod Krakowem lub Bieczem, ucieczka do Egiptu, pokłon Trzech Króli… Jest też piękny obraz Matki Bożej okrywającej swym płaszczem wiernych uciekających się pod Jej opiekę. A nad głowami Bóg Ojciec z Jezusem koronują Maryję na Królową. Matkę Bożą można zobaczyć jeszcze w głównym ołtarzu i w bocznym (po prawej stronie). – U góry na ścianach prezbiterium aniołowie unoszą baldachim, a na dole widać jedynie twarz diabła – pokazuje pani Agnieszka. Anielskie motywy znajdziemy jeszcze na antepediach dwóch ołtarzy bocznych i w kaplicy św. Michała Archanioła, który skutecznie radzi sobie z upadłym Lucyferem. Malowidła straciły swoje ponoć intensywne barwy. Wyglądają teraz jak fotograficzne negatywy wywoływane dzisiaj modlitwą i życiem ludzi.

Wotum za Sobieskiego

Kościół w Łukowicy miał szczęście do kolatorów, a najbardziej zasłużonymi dla jego budowy i wyposażenia był ród Sędzimirów, a zwłaszcza Hieronim i jego żona Zofia. Hieronim służył w chorągwi Sebastiana Lubomirskiego i walczył pod dowództwem króla Jana III Sobieskiego w wojnie polsko-tureckiej. Anna Forczek-Sajdak z Wydziału Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki krakowskiej ASP uważa, że ten splot osób i historii, a także kult Matki Bożej Loretańskiej promowany przez Sobieskiego sprawił, iż nad Potokiem Łukowickim wyrósł kościół jako wotum wdzięczności za pomyślne zakończenie wojny między Polską i Imperium Osmańskim. Świadczyć o tym mogą obrazy św. Jana i św. Sebastiana – patronów króla i księcia, pod którymi służył fundator kościoła w Łukowicy.

Wymodlone miejsce

Kościół pw. św. Andrzeja służył ludziom do lat 80. XX wieku. W 1984 roku rozpoczęto budowę nowego pw. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. 25 maja 1995 roku bp Józef Życiński konsekrował świątynię stojącą tuż obok starej. – A ta wciąż służyła ludziom, którzy wielokrotnie podkreślali, że jest to wymodlone i przemodlone miejsce, w którym byli chrzczeni, przyjmowali pozostałe sakramenty, a ich przodkowie stąd byli odprowadzani na cmentarz. Nie mogliśmy więc zostawić tego kościoła własnemu losowi. Nie mogliśmy również zamienić go w muzeum. Dlatego 12 lat temu rozpoczęliśmy renowację świątyni. Dzięki ofiarom parafian i pozyskanym środkom z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, z Urzędu Marszałkowskiego, od Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, naszego starosty i wójta udało się na 25-lecie konsekracji nowego kościoła odnowić stary i ponownie oddać go Bogu jako wotum wdzięczności za tę żywą wspólnotę moich parafian – mówi ks. proboszcz Wiesław Majca. – Kościół będzie dalej otwarty i przeznaczony do kultu. Narzeczeni już dopytują, kiedy będzie można zawierać w nim śluby – dodaje proboszcz.

Rozległy pejzaż

W tym czasie ludzie nie zaprzestali troski o nowy kościół, stający się z każdym rokiem coraz piękniejszy. – Pojawiły się m.in. witraże, malowidła, organy. Mamy w dolnej części kościoła salę teatralną na blisko 500 osób. Ale najbardziej cieszy to, że kościół jest wypełniony, że ludzie chętnie przychodzą na nabożeństwa fatimskie, na I piątki, że gromadzą się w grupach i stowarzyszeniach apostolskich. A teraz my, księża, czujemy ich tęsknotę za świątynią. Najbardziej przykrym dla nich i dla nas księży dniem był ten, kiedy sami odprawialiśmy liturgię w pustej świątyni. Płynęły łzy, nam i ludziom. Wiem, że ich wiara jest silna, i że ją przekażą następnym pokoleniom. Mówią o tym chociażby powołania kapłańskie i zakonne, bo i siostry zakonne przez obecne tu prezentki wzbogacają duchowy pejzaż parafii – mówi wzruszony proboszcz. Za 300 lat od konsekracji kościoła pw. św. Andrzeja i 25 lat od konsekracji nowego pw. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych dziękowano 24 maja podczas Mszy św., której przewodniczył bp Andrzej Jeż. W homilii podkreślił, że droga do nieba wiedzie na ziemi przez Kościół. – Nasze ziemskie świątynie są obrazem świątyni Boga w niebie i zapowiedzią tego, co czeka nas w wieczności, jeśli pójdziemy drogą Bożych przykazań, nie zważając na to, że jest ona wymagająca – mówił bp Jeż. Nawiązując do sytuacji pandemii, apelował, by diecezjanie troszczyli się o świątynie duchowe serc. – Nie mogliście pójść do kościoła, ale mogliście spotkać się z Bogiem w waszych sercach. Pielęgnujcie świątynie, którymi jesteście na mocy chrztu świętego, aby jaśniały obecnością Bożej łaski i waszą miłością – zachęcał biskup, dziękując łukowickim parafianom za troskę o kościół pw. św. Andrzeja i nową świątynię pw. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych.

Transplantacja

Po Eucharystii biskup przeniósł Najświętszy Sakrament z nowego do starego kościoła i poświęcił odnowioną budowlę. Parafianie nie kryli zachwytu. – Nie spodziewałam się, że tak pięknie będzie odnowiona świątynia, w której zostałam ochrzczona, przyjęłam I Komunię św., brałam ślub. Chciałabym tu przychodzić na modlitwę – mówi pani Michalina. Pani Irena wspomina, że do kościoła św. Andrzeja chodziła jeszcze boso. – Tu jest całe moje życie. Na pewno od czasu do czasu ten kościół będzie nam służył. Cieszy to, że obok mamy nową, piękną świątynię, w której lubię się modlić. Bez tego nie dożyłabym tych 84 lat – śmieje się parafianka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama