Nowy numer 3/2021 Archiwum

Moja Msza św.

Idę do kościoła, aby we Mszy św. spotkać się z Jezusem Chrystusem. Przychodzę zwykle trochę wcześniej, pozdrawiam Jezusa obecnego w tabernakulum, siadam w ławce, zamykam oczy i uświadamiam sobie to, co przyniosłem na to spotkanie w mojej głowie i w moim sercu. Nazywam to po imieniu: moje radości, moje niepokoje, moją pracę, moje plany; chcę to wszystko oddać Jezusowi.

Kapłan robi znak krzyża i pozdrawia wiernych. Wiem, że tu jest Pan, czekam na to wyjątkowe spotkanie.

• Moje serce jest obciążone grzechem; co prawda byłem niedawno u spowiedzi, ale słabości dają ciągle znać o sobie. Dobrze, że kapłan przed aktem pokutnym się nie spieszy, że jest chwila ciszy – mogę więc sobie moją grzeszność uświadomić. Wołam razem ze wszystkimi: „Chryste, zmiłuj się nad nami!”. Z ulgą przyjmuję Boże miłosierdzie.

• Wczoraj rozważyłem dzisiejszą Ewangelię; jest mi już bliska. Ciekawe, jak ksiądz głoszący homilię odniesie ją do mojego życia? Westchnę do Ducha Świętego w jego intencji.

• Wyznaję wiarę razem ze wszystkimi, ale tu chodzi o moją osobistą wiarę w Boga Ojca, w Syna Bożego, w Ducha Świętego i w Kościół święty. Tu często przypominają mi się słowa Jezusa wypowiedziane do niewidomego: „Twoja wiara cię uzdrowiła”. Tego potrzebuję.

• Podczas modlitwy powszechnej modlę się w wypowiadanych intencjach, ale nigdy nie zapominam o chorych w rodzinie lub tych, których znam. Oni często zmagają się z niesieniem krzyża, no i są skarbem Kościoła. Dobrze, że kapłan na końcu mówi: „A teraz przedstawmy naszemu Ojcu własne intencje” i jest chwila ciszy.

• Kapłan podchodzi do ołtarza. Zaczyna się ofiarowanie. Staram się w kościele zająć takie miejsce, abym widział to, co dzieje się na ołtarzu. Kapłan unosi patenę z chlebem i wypowiada słowa błogosławieństwa, a ja „dokładam” do tego chleba to wszystko, co przyniosłem w sobie i uświadomiłem sobie to przed Mszą św.; to samo czynię podczas modlitwy kapłana nad uniesionym kielichem z winem – „wkładam” do niego moje życie i proszę o przemianę, bo przecież za chwilę dokona się przemiana chleba i wina w Ciało i Krew Jezusa Chrystusa. Kładę na ołtarzu moje życie, oddaję je mojemu Zbawicielowi. Jestem spokojny.

• Gdy śpiewam: „Święty, Święty, Święty...”, to wydaje mi się jakby niebo zstępowało na ziemię. Bo tak się stanie. Bóg niepojęty, nieogarniony, niewyrażalny naprawdę za chwilę zstąpi na tę ziemię, nieświętą ziemię; ziemię, na której jest niszczone to, co święte; zstępuje, aby ją uświęcić. Czasami jest to trudny dla mnie moment – wyniesiony ku niebu tym śpiewem, niekiedy spadam w czeluść tej ziemi.

• „Zaprawdę święty jesteś Boże... uświęć te dary”. Gdy słyszę te słowa, to czuję, że na ołtarzu zaczyna dziać się coś szczególnego. Klękam i staram się łowić każde słowo kapłana. „Bierzcie i jedzcie... Bierzcie i pijcie...” – mój wzrok podąża za gestem kapłana i zatrzymuje się na Hostii i Kielichu. Dobrze, że kapłan wypowiada te słowa wolno i dostojnie. Chcę, by ten moment „przeszedł” przez moje serce: „Oto wielka tajemnica wiary.” Tu jest Pan. To jest Pan. Dokonało się, wykonało się, tak jak na krzyżu. On przyszedł dla mnie. Nie mają dla mnie znaczenia rozważania filozofów czy teologów na temat sposobu przemiany chleba w Ciało Jezusa i wina w Jego Krew. Dla mnie liczy się, że On to sam powiedział, dlatego wyznaję z głębi serca ze wszystkimi; „Panie..., Ty jesteś Zbawicielem świata”.

• Gdy odmawiam modlitwę „Ojcze nasz”, mam ochotę wyciągnąć ręce jak dziecko biegnące do Ojca, aby znaleźć się w Jego ramionach.

• W modlitwach mszalnych jest mowa o pokoju. Potrzebuję go. Przychodzę ze świata pełnego niepokoju i do niego za chwilę wrócę; wrócę, ale ubogacony pokojem mojego Pana i Mistrza; pokojem, jakiego świat dać nie może. Chciałbym uścisnąć rękę sąsiadowi, ale chociaż skłonię się w jego stronę i uśmiechnę; może on tego potrzebuje w tym trudnym czasie, który przeżywamy. Modlę się słowami św. Franciszka z Asyżu: „Panie, uczyń mnie narzędziem Twego pokoju”.

• Na ten moment czekałem cały czas. Jezus przychodzi do mnie w swoim Ciele. Lubię, kiedy kapłan po puryfikacji siada na swoim miejscu, a organista gra cichutko jakieś preludium. Potrzebuję ciszy. Nie chcę tego czasu tylko prześpiewać, ale porozmawiać z Jezusem. To jest moment, w którym On może dokonać przemiany mojego serca, uzdrowienia mojej duszy. Rozmawiam z Nim o moim życiu, o tym, co uświadomiłem sobie przed Mszą św. i co położyłem na ołtarzu w czasie ofiarowania. Proszę Go, aby przemieniał moje myśli, pragnienia, słowa i czyny; adoruję Go; składam dzięki sercem wypełnianym miłością. Czasami tylko milczę – Jezus jest we mnie, a ja w Nim; mógłbym długo tak trwać.

• „Idźcie w pokoju Chrystusa”. Jezus wypełnia moje serce, ale wiem, że jest On nie tylko dla mnie. On posyła mnie, abym opowiedział wszystkim o tym, co usłyszałem, zobaczyłem i przeżyłem; abym opowiedział to tym, którzy są głodni Boga. Przybywa ich, i w mojej rodzinie bliższej i dalszej, i wśród tych, z którymi pracuję, i wśród tych, których spotykam; są głodni Boga, chociaż rzadko zdają sobie z tego sprawę. A jak wielu jest takich, którzy wykrzykują swój ból i głód zarazem ostatnio na ulicach? Muszę im powiedzieć, że Jezus zmartwychwstał, że Jezus żyje! I że jest z nami „przez wszystkie dni aż do końca świata”.

• Maryjo, Matko, dziękuję Ci za Twojego Syna i za moje spotkanie z Nim w tej Eucharystii. Wyznanie uczestnika Mszy św. zostało opracowane w oparciu o książkę ks. Romana Stafina „Skarb Kościoła. Kazania mistagogiczne o Mszy Świętej” (Tarnów 2020).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama