Nowy numer 31/2022 Archiwum

"Błogosławcie. Do tego bowiem jesteście powołani, abyście odziedziczyli błogosławieństwo"

Z ks. Romanem Stafinem, doktorem teologii, próbujemy lepiej zrozumieć poszczególne części Mszy św. Dziś błogosławieństwo.

„Pan z wami” – to pozdrowienie z początku Mszy Świętej wraca pod jej koniec, czyli po spotkaniu z Chrystusem, naszym Panem, w Jego słowie i w Jego sakramencie, i przypomina nam, i obwieszcza jeszcze raz: Pan jest tutaj! On jest z wami i idzie z wami drogą waszego życia! Potem następuje błogosławieństwo mszalne.

Błogosławieństwo końcowe we Mszy św. jest udzielane przez kapłana dopiero od XI wieku. Wcześniej mógł błogosławić tylko biskup, natomiast kapłan, idąc od ołtarza do zakrystii, udzielał błogosławieństwa pojedynczym osobom, używając do tego przedmiotów związanych z liturgią mszalną, a więc kielicha, pateny, krzyża, relikwii czy korporału; dotykał przy tym bolących miejsc człowieka przyjmującego błogosławieństwo.

Obecnie istnieją trzy formy błogosławieństwa na zakończenie liturgii Mszy św. Pierwsza z nich – najczęściej stosowana – brzmi: „Niech was błogosławi Bóg wszechmogący, Ojciec i Syn, i Duch Święty”. Wierni odpowiadają „Amen”. Druga forma, której celebrans udziela, wyciągając ręce nad ludem, składa się z trzech części; po każdej z nich wierni odpowiadają „Amen”. Na koniec kapłan wypowiada słowa błogosławieństwa według pierwszej formy. Obecnie w mszale w języku polskim istnieje 26 takich błogosławieństw na poszczególne okresy roku liturgicznego, uroczystości i w liturgiczne dni świętych. Jedno z błogosławieństw w okresie zwykłym (C) brzmi tak: „Niech Bóg wszechmogący i miłosierny was błogosławi i da wam prawdziwą mądrość, która prowadzi do zbawienia – Amen. – Niech was poucza słowami Pisma świętego i pomaga wytrwać w pełnieniu dobrych uczynków – Amen; –Niech wam ukaże drogę pokoju i miłości i kieruje wasze kroki ku sobie – Amen”.

Trzecim sposobem udzielania błogosławieństwa mszalnego jest tzw. modlitwa nad ludem, którą kapłan odmawia także z wyciągniętymi rękami. Przez wieki była ona odmawiana tylko w okresie Wielkiego Postu, a obecnie może być stosowana przez cały rok. Mszał polski zawiera także 26 takich modlitw, np.: „Panie, nasz Boże, wejrzyj łaskawie na wierny lud, który wyprasza Twoje miłosierdzie i spraw, aby dzielił z innymi dary Twojej miłości. Przez Chrystusa Pana naszego” (9).

Zarówno pierwszą, jak i drugą formę błogosławieństwa poprzedza wezwanie diakona lub kapłana: „Pochylcie głowy na błogosławieństwo”. Po modlitwie następuje błogosławieństwo według pierwszej formy. W tych formach błogosławieństw mszalnych zawarta jest bogata treść, która niejako „wnosi” uczestników Eucharystii w ich dalsze życie. Liturgia Mszy św. „zaprasza” celebransów, aby wykorzystywali bogactwo błogosławieństw.

Trzy Osoby Boskie – Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty – wymawiane są na początku Mszy św., gdy czynimy znak krzyża świętego. W imię Boga w Trójcy Jedynego przyjmujemy także błogosławieństwo na jej zakończenie. Błogosławieństwo mszalne wpisuje się niejako w kontynuację dzieła stworzenia przez Boga Stwórcę: „Widział Bóg, że wszystko było bardzo dobre” (Rdz 1,31), i w dzieło zbawienia: To Jezus Chrystus, Syn Boży, wysłużył nam łaski, które także w czasie błogosławieństwa mszalnego spływają na nas. A Kościół prowadzony przez Ducha Świętego otrzymał mandat udzielania błogosławieństwa: „… błogosławcie. Do tego bowiem jesteście powołani, abyście odziedziczyli błogosławieństwo” (1 P 3,9).

Błogosławieństwo udzielane na zakończenie liturgii Mszy św. jest prośbą Kościoła kierowaną do Boga w Trójcy Jedynego o Jego moc w przezwyciężaniu trudów dnia codziennego, do którego wracamy; jest także zapewnieniem, że Bóg nie zostawia nas samych, ale w osobie swojego Syna idzie razem z nami w kolejny etap naszego życia. Prawdę tę wyraża św. Paweł na początku Listu do Efezjan: „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem na wyżynach niebieskich – w Chrystusie… Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa” (1,3).

W tych słowach św. Paweł streszcza prawdę, jakiej doświadczyli apostołowie, pierwsi chrześcijanie i on sam, że Jezus Chrystus, druga Osoba Boża, jest pełnią błogosławieństwa Ojca; Bóg Ojciec nam błogosławi w Jezusie Chrystusie i to Jego błogosławieństwo nigdy nie ustaje; ono zawsze trwa! Dlatego też apostołowie po wniebowstąpieniu Jezusa i otrzymaniu od Niego błogosławieństwa z radością wracali do Jerozolimy (por. Łk 24,52), w przekonaniu, że Jezus, tak jak zapowiedział, nie zostawi ich samymi, lecz ześle im Ducha Świętego, który będzie ich prowadził i obdarzał mocą w powierzonej im przez Jezusa misji na tej ziemi.

Catalina Rivas, boliwijska mistyczka w wizji celebry Mszy św. usłyszała od Maryi takie słowa: „Bądź uważna, skoncentruj się […]. Pamiętaj, że to błogosławieństwo może być ostatnim, jakie otrzymujesz w swoim życiu z rąk kapłana. Nie wiesz, czy – wychodząc stąd – umrzesz czy nie. Nie wiesz, czy będziesz jeszcze mieć okazję przyjąć błogosławieństwo od innego kapłana. Te konsekrowane ręce udzielają ci teraz błogosławieństwa w imię Najświętszej Trójcy, dlatego czyń znak Krzyża z takim szacunkiem, jakby to było ostatni raz w twoim życiu” (Rivas C., Przeżycia mistyczne. Tajemnica Mszy świętej. Opatrzność Boża, Kraków 2011, s. 36-37).

Jak więc przeżywamy chwilę udzielania błogosławieństwa, uczestnicząc we Mszy św.? Czy przyjmujemy go świadomie i z otwartym sercem? Czy wychodzimy z kościoła z przekonaniem, że niesiemy w sobie Boże błogosławieństwo, które nam zawsze towarzyszy, w każdej sytuacji, i którego mocą możemy wszystko: nieść życiowy krzyż, przebaczyć tym, którzy nas zranili, sprostać wyzwaniom dnia, dzielić się siłą i radością wiary? To mszalne błogosławieństwo rozciąga się na każdą chwilę dnia. Bogu niech będą dzięki! Chwalmy Pana!

Modlitwa siostry Faustyny (po Komunii Świętej):

„Czuję […] po Komunii świętej obecność Bożą w szczególny sposób […]. Czuję, że jest Bóg w sercu moim. I to, że czuję tego Boga w mojej duszy, nie przeszkadza mi nic do spełniania obowiązków; nawet wtenczas, kiedy załatwiam najważniejsze sprawy, wymagające uwagi, nie tracę obecności Boga w duszy i jestem z Nim ściśle złączona. Z Nim idę do pracy […], z Nim cierpię, [z Nim odpoczywam], z Nim się cieszę, żyję w Nim, a On we mnie. Nigdy nie jestem sama, bo On jest mi stałym towarzyszem, On mi jest przytomnym w każdym momencie. Zażyłość nasza jest ścisła przez połączenie krwi i życia” (Dz. 318).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama