Nowy numer 31/2022 Archiwum

Tak otwierają się drzwi Bożej Opatrzności

Na terenie szczawnickiej parafii schronienie znalazło ok. 500 uchodźców z Ukrainy, głównie w miejscowych pensjonatach. Ludzi niosących pomoc jest jednak więcej. Także dzięki fali solidarności z Hiszpanii, bo serce zawsze jest pierwsze, wyprzedza system, unijne kalkulatory i dotacje.

Do Szczawnicy dotarły dwa konwoje humanitarne z Hiszpanii z pomocą dla Ukrainy. Pierwszy z Alicante, drugi z Sewilli. Oba zorganizowane pod wpływem chęci pomocy, współczucia, życzliwości i solidarności. Z potrzeby serca, które rodzi zaskakujące, niemal brawurowe działania. Z Hiszpanii do Szczawnicy przyjechało w sumie blisko 20 samochodów z darami.

W paczkach znalazła się zwykła żywność, ale też specjalistyczne produkty żywnościowe dla chorych, kosmetyki, koce, leki, materiały opatrunkowe, narzędzia chirurgiczne. Część tej pomocy trafiła do ukraińskich rodzin, które znalazły schronienie w tym mieście, a część – zwłaszcza pomoc medyczna – została przetransportowana do Chmielnika, uzdrowiska w Ukrainie, od kilkunastu lat będącego miastem partnerskim Szczawnicy.

Operacja Wojtyła z Alicante

O tym, jak rodzą się tego rodzaju akcje, Polacy wiedzą dziś dobrze, ale podobnie wygląda to wszędzie. Pomoc humanitarną dla Ukrainy postanowiło zorganizować dwóch studentów prawa i administracji na Uniwersytecie Katolickim Kardynała Herrery w Alicante. Swój plan nagłośnili w wywiadach radiowych. W ciągu kilku dni zebrała się grupa ludzi chętnych do pomocy. Znaleźli się wśród nich znajomi i przyjaciele studentów, także ojciec jednego z nich, a także obcy sobie ludzie, w tym jeden Francuz i jeden Panamczyk. Jako wolontariusz zgłosił się przyjaciel Javiera Ortegi Smitha, wiceprzewodniczącego hiszpańskiej partii Vox, walczącej w Hiszpanii o chrześcijańskie wartości. Z pomocą pospieszyli prawnicy, przedsiębiorcy, żołnierze, studenci, taksówkarz i strażak. Łącznie 16 osób. Głównie na swój koszt, przy wsparciu znajomych i hiszpańskiej Caritas, zorganizowali transport. Zebrali dary. Ich konwój składał się z 10 samochodów opatrzonych napisem: Ayuda humanitaria. Operatión Wojtyla (Pomoc humanitarna. Operacja Wojtyła). Po bokach napisu umieścili flagi hiszpańską i ukraińską. Pomocy logistycznej szukali w Polsce. Boża Opatrzność zaprowadziła ich właśnie tutaj, do Szczawnicy – dzięki szczawnickiemu proboszczowi ks. Tomaszowi Kudroniowi, jego dawnym przyjaźniom i znajomości języka hiszpańskiego. – Mój kolega ze studiów ks. Mirosław Karol, od lat pracujący w Hiszpanii (jako neoprezbiter przez rok w Szczawnicy), zadzwonił do mnie, prosząc o pomoc w organizacji wydarzenia, a ja akurat miałem do zaoferowania konkretne rozwiązania, gdyż przygotowywałem przyjazd innego konwoju – z Sewilli – opowiada ks. Tomasz Kudroń. Ochotników czekała długa, licząca prawie 3 tys. km podróż. Nie da się jechać non stop. – Ale tu – cieszy się ksiądz proboszcz – dała znać o sobie Boża Opatrzność. Pracujący w Tyrolu tarnowski kapłan ks. Wojciech Gałda pomógł zdrożonym wędrowcom, którzy przebyli już więcej niż pół trasy, znaleźć nocleg. W Szczawnicy przy rozładunku i segregacji towaru trudzili się druhowie z miejscowej OSP, ale także Szlachtowej i Jaworek, oraz przedstawiciele Urzędu Miasta. Pracy nie zabrakło członkom szczawnickiego zespołu Caritas ani innym wolontariuszom. To oni przygotowali gościom z Hiszpanii lokum w domu rekolekcyjnym Stara Plebania, sortowali dary, robili zakupy, przygotowywali i podawali większość posiłków, zajęli się sprzątaniem. Zaangażowaniem wykazała się cukiernia Piotrowski z Krościenka – zorganizowała śniadania i udostępniła lokal wcześnie rano. Wolontariusze z Hiszpanii na jednej z niedzielnych Mszy św. włączyli się w liturgię. – To wspaniali ludzie – mówi o nich z uznaniem szczawnicki duszpasterz, mówiący biegle po hiszpańsku. – Odważni, oddani, otwarci, chętni do pomocy. Swoją akcję humanitarną dedykowali Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II. Darzą go wielkim uznaniem. Wojtyła to dla nich człowiek symbol. Pontifex maximus – budowniczy mostów pomiędzy Wschodem i Zachodem, Bogiem i ludźmi, Hiszpanią i Polską. To także architekt demontażu żelaznej kurtyny oraz synonim dialogu, pojednania, poszukiwania dróg miłości i pokoju – relacjonuje kapłan motywy hiszpańskich wolontariuszy, dla których ze Szczawnicy zorganizowano także wyjazd do Wadowic, by pokazać miejsce, w którym wszystko się zaczęło. Hiszpanie od początku mieli plany, aby nie wracać „na pusto”. Zaproponowali uchodźcom z Ukrainy, że niektórych mogą zabrać z sobą. Dzięki życzliwości i oddaniu pani Ani, uchodźczyni z Kijowa, udało się zorganizować po dwa spotkania z osobami, które zadeklarowały chęć wyjazdu. W czasie spotkań tłumaczyła i informowała, co przygotowano dla nich w Hiszpanii – że zostaną na początek przygarnięci w rodzinach (przyjaciele, znajomi, pośrednictwo Caritas diecezjalnej). Caritas zorganizuje im pomoc w nauce języka, znalezieniu pracy i godnej edukacji. Obaw było sporo. Jechać w nieznane... Ostatecznie zgłosiło się 26 osób ze Szczawnicy, dwie z Dębicy i cztery z Krakowa. Nie tak łatwo było wyjechać. Nad wszystkim czuwała policja. Musiała sprawdzić, czy rzeczywiście wyjeżdżającym z Polski nie zagraża jakieś niebezpieczeństwo. Formalności zostały dopełnione, testy zaliczone, konwój mógł więc ruszyć. Dojechali szczęśliwie do swoich nowych rodzin.

Z Sewilli. Za walutę watykańską

Ledwo ze Szczawnicy wyjechali wolontariusze z Alicante, kilka godzin później podmienili ich ochotnicy z Sewilli. Tym razem ośmioma dużymi samochodami przyjechało szesnaście osób z pomocą humanitarną dla ukraińskich uchodźców. Misję zorganizowali działacze Excmo. Ateneo de Sevilla – słynnego stowarzyszenia kulturalnego założonego w 1887 roku. Wsparli ich członkowie stowarzyszenia o nazwie Raid Solidario. Obie te grupy od lat łączy wspólna pasja: organizowanie w Sewilli Orszaku Trzech Króli. Jak to się stało, że i oni trafili do Szczawnicy? I tym razem narzędziem Bożej Opatrzności stał się szczawnicki proboszcz, który jako młody kapłan przez 5 lat studiował w Hiszpanii. W czasie swojego pobytu w Pampelunie poznał skrzypka Stefana Zygadłę – obecnie na stałe mieszkającego w Sewilli. To on skontaktował ks. Tomasza z koordynatorem konwoju humanitarnego Juanjo Tabernero. Tak do Szczawnicy z pomocą Ukrainie trafiło kilkaset kilogramów towarów, zebranych głównie za pośrednictwem Excmo. Ateneo de Sevilla, Ukraińskiego Kościoła Ortodoksyjnego św. Klary oraz pochodzących od różnych innych ofiarodawców w Sewilli. Pakunki zawierały materiały chirurgiczne, sanitarne, higieniczne, leki, żywność długoterminową, koce i odzież termiczną. Uczestnicy i tego konwoju w drodze powrotnej chcieli relokować do Hiszpanii grupę uchodźców – 30 osób. Postanowiono, że tym zajmą się jezuici z Krakowa. Dzięki pomocy szczawnickich wolontariuszy, głównie z parafialnego oddziału Caritas, udało się przygotować na nowo dom parafialny i zatroszczyć się o ciepłe jedzenie dla Hiszpanów, a dzięki strażakom rozładować konwój. Wolontariusze z Hiszpanii mieli okazję także osobiście spotkać się z uchodźcami z Ukrainy mieszkającymi w Szczawnicy i posłuchać ich historii, m.in. matki z dwójką dzieci, której zbombardowano dom. Przeżycia związane z trudami podróży, spotkaniami, ostrym dla mieszkańców Sewilli zimnem tamtej nocy wyciszyły się przy stole zastawionym domowym – jak to podkreślali goście – jedzeniem, dobrze nastrajała perspektywa rychłego wypoczynku. Powrót do Hiszpanii musiał się jednak opóźnić. Okazało się, że jezuici z Krakowa nie znaleźli uchodźców chętnych na wyjazd do Hiszpanii. Zrodził się pomysł, by szukać ich w Warszawie. Podróż nie potoczyła się jednak gładko. Awarii uległ jeden z samochodów. Sześć aut kontynuowało jazdę, dwa czekały na stacji benzynowej za rzeką w Zabrzeży. – Zadzwoniłem do ks. Czesława Noworolnika do Łącka – opowiada ks. Kudroń – i dzięki jego pomocy udało się zorganizować lawetę i odtransportować niesprawny samochód do mechanika. Wielkie było zdziwienie Hiszpanów, gdy właściciel lawety nie chciał wziąć żadnych pieniędzy za swoją usługę. – Gratis. Tym, którzy pomagają, ja też chcę pomóc – upierał się. Nie mniejszym zdumieniem napełniło gości z Hiszpanii zachowanie mechanika, który naprawiał ich auto. Nie dość, że raptem w półtorej godziny uporał się z wymianą pompy i rozrządu, nie dość, że kupił części na własny koszt, to i on pracę wykonał gratis. Nalegania właściciela auta kwitował żartobliwie: – Przyjmuję tylko walutę watykańską. Zdezorientowanym pośpiesznie tłumaczył: – Czyli „Bóg zapłać”. Szczawnicki proboszcz i grupka Hiszpanów wykorzystali czas pobytu w Łącku na odwiedziny w miejscowej świetlicy parafialnej, gdzie uchodźcy z Ukrainy mają dom dziennego pobytu. Akurat przyjechała tam przedstawicielka fundacji Sądeckie Serducho i przywiozła ukraińskim dzieciom różne drobiazgi szkolne i spożywcze. Wskutek działania Bożej Opatrzności to spotkanie zaowocowało transportem darów do szczawnickiej remizy oraz kontaktem naszego księdza proboszcza z przedstawicielami firmy Dr. Oetker. Był jeszcze regionalny obiad „U Klagów” i już naprawionym autem pełni wrażeń wędrowcy mogli podążyć do Warszawy i dołączyć do reszty grupy. Tam czekała ich niespodzianka – z deklarowanych 30 uchodźców została jedna osoba. Ojcowie jezuici byli bezradni – każda wiadomość z frontu, każdy telefon do męża zmieniał sytuację. Hiszpanie musieli zostać jeden dzień dłużej. Na szczęście mieli w ekipie Anię – z matki Ukrainki i ojca Kubańczyka – która mówiła też świetnie po angielsku. Znajomość trzech języków sprawiła, że przy pomocy polskich służb udało się im znaleźć na warszawskim dworcu kolejowym 24 osoby chętne do relokacji. Doświadczona szesnastka mogła wracać do Sevilli z 14 rodzinami.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama