W Tarnowie Orszak Trzech Króli zdawał się nie mieć końca.
Orszak Trzech Króli ma tu najdłuższą tradycję. Jego organizację rozpoczął bernardyn o. Zenon Burdak rok przed tym, jak powstała ogólnopolska fundacja. Uczył wówczas w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Stanisława Staszica w Tarnowie i do dziś to ono już wspólnie z parafią katedralną kontynuuje to dzieło. Obecnie koordynuje je od kilku lat ks. Marek Wojak. W tym roku w wydarzenie zaangażowanych było ok. 90 uczniów tej szkoły oraz nauczyciele. Przygotowania trwały kilka miesięcy. Tu Trzej Królowie, zdążając za gwiazdą do betlejemskiej szopki urządzonej przy Kościele Świętej Rodziny, spotkali pod drodze kupców, kowali, Heroda i jego urzędników oraz bezdomnych, których nie tylko wsparli, ale też pokazali drogę do Jezusa. Zorganizowane jak co roku z rozmachem wydarzenie z udziałem m.in. orkiestry Zakładów Azotowych w Tarnowie zgromadziło tłumy. Tarnowski Orszak Trzech Króli zdawał się nie mieć końca. Zobaczcie:
Orszak Trzech Króli w Tarnowie 2026Wydarzenie rozpoczęło się w tarnowskiej katedrze Mszą św. pod przewodnictwem biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża. To on przypomniał, że wszystko, co możemy zobaczyć, widzimy dzięki światłu. - Tak też jest i z Bogiem, który jest jak światłość sama w sobie i zarazem źródło światła. Bóg pozwala nam widzieć, ale sam pozostaje niewidzialny. Cokolwiek widzimy w przestrzeni duchowej, jest rozjaśnione Jego światłością, która w ciemności świeci. Pójście za Bożym światłem sprawia, że widzimy dalej i głębiej, dostrzegamy cały sens naszego życia - przekonywał.
Tłumaczył, że uroczystość Objawienia Pańskiego to misterium światła, a jego symbolem jest gwiazda, która prowadziła Mędrców. My także potrzebujemy jej światła, żeby podążać właściwą drogą i dotrzeć do celu. - Co dla nas, ludzi, jest taką gwiazdą prowadzącą przez życie? - pytał biskup, wskazując na światło słowa Bożego, Jezusa Chrystusa i właściwie uformowanego sumienia.
- Droga wiary zaczyna się wtedy, kiedy z pomocą łaski Bożej czynimy w sobie miejsce dla pytań nie do odparcia: gdzie jest dla mnie szczęście? Gdzie jest pełnia życia, do której dążę? Gdzie jest ta miłość, która nie przemija i nie kończy się nawet w obliczu śmierci? Jaki sens kryje się w moich trudach i cierpieniach? - przekonywał.
- Chcielibyśmy nieraz umieścić nasze serca w sejfie psychicznego komfortu. Gdyby tak uczynili Mędrcy, to nigdy nie odnaleźliby Mesjasza i nie otrzymaliby odpowiedzi na pytania, które całymi nocami kazały im wpatrywać się w niebo. Boga odnajduje się, szukając odpowiedzi na te najbardziej istotne dla człowieka pytania. On jest w cudzie życia, które przychodzi na świat. On jest w ciszy, która nas niepokoi przed śmiercią. On jest w pragnieniu sprawiedliwości i miłości, które nosimy w sobie. On jest świętą tajemnicą, która wychodzi naprzeciw naszej tęsknocie za nieskończonością - wskazywał biskup.
Posłuchaj fragmentu jego kazania:
Bp Andrzej Jeż: Mędrcy nie pomylili się, podążając za gwiazdą. My także potrzebujemy jej światła