Tymi słowami kończy się Szopka Aleksandryjska, której tekst powstał w Lusławicach w czasie II wojny światowej. Odżyła na nowo.
Współczesna premiera Szopki Aleksandryjskiej odbyła się 30 stycznia w lusławickim lamusie, nieopodal miejsca, gdzie powstał pierwotny scenariusz. Jego autorem jest prof. Witold Rybczyński, który w czasie wojny mieszkał w dworze w Lusławicach. Oryginał przez lata spoczywał na dnie bibliotecznej szafy należącej do Aleksandry Ottman, dla której z okazji imienin teatrzyk ten powstał 83 lata temu, dokładnie 27 lutego 1943 roku. Stąd właśnie określenie „Aleksandryjska”. Aleksandra Ottman była wówczas właścicielką apteki w Zakliczynie, w której nie tylko realizowano recepty. Głęboko zaangażowana w działalność konspiracyjną w Armii Krajowej, była też uczestniczką akcji samopomocowych, wysyłała paczki więźniom obozowym, osobą zasłużoną dla miejscowej społeczności. I do dziś tu przez wielu pamiętaną.
Choć Szopka Aleksandryjska powstała 83 lata temu, potrafiła rozbawić także współczesnych widzów. Rozwikłanie jej kontekstów to cudowna lekcja lokalnej historii, ale nauka z niej płynie szersza.
Beata Malec-Suwara /Foto Gość
We współczesnym spektaklu wykorzystano powiększone marionetki, jakie wówczas wyszły spod pędzla Witolda Frydrycha, a je same można było obejrzeć w gablotach. Teatrzyk poprzedziła projekcja filmu, będącego zapisem rozmowy ojca i syna - Pawła i Antoniego Szymanowiczów. Aleksandra Ottman to ich ciotka, nazywana przez nich ciocią Luką. To oni przybliżyli widzom historyczne okoliczności powstania Szopki, wyjaśnili genezę samego przedstawienia oraz znaczenie i kontekst wielu jego fragmentów. Jak choćby finałową scenę, w której to zespół aktorów wraz z publicznością śpiewa na melodię „W dzień Bożego narodzenia” tekst, gdzie ostatnia zwrotka odnosi się do świata, który w szopkę się zmienia. „Co dziś dzieje się, niestety, /To jest teatr marionetek. /Aż ochota rękę zbiera /Wyrżnąć w gębę reżysera. Re-ży-se-ra” - śpiewają wszyscy, oczywiście mając na myśli reżysera owej wojennej rzeczywistości, nie przestawienia. A i dziś ręka świerzbi podobnie. Posłuchajcie tej sceny:
Szopka Aleksandryjska - finałowa scenaCały spektakl był nie tylko okazją do ożywienia wspomnień o ludziach zakliczyńskiej rzeczywistości czasów II wojny światowej, kiedy to schronienie znalazło tu wielu uchodźców i przesiedleńców, ale także zjednoczył chętnie przybyłych na to wydarzenie współczesnych mieszkańców Zakliczyna i Lusławic. Darmowe wejściówki zniknęły z elektronicznego systemu rezerwacji w niespełna godzinę. Publiczność dopisała i nagrodziła spektakl owacjami na stojąco.
Twórcy współczesnej premiery i aktorzy, którzy użyczyli głosu marionetkom. W pierwszym rzędzie z prawej Paweł Szymanowicz.
Beata Malec-Suwara /Foto Gość
Współczesna realizacja spektaklu nie powstałaby, gdyby nie Paweł Szymanowicz, archiwista, spadkobierca Aleksandry Ottman, który także poprowadził zespół aktorów użyczających głosu marionetkom oraz czuwał nad spójnością całego przedsięwzięcia. Finansowo, organizacyjnie i logistycznie wsparło je Towarzystwo Miłośników Ziemi Zakliczyńskiej, które także podjęło decyzję o ponownym wystawieniu Szopki Aleksandryjskiej po 83 latach.