Uroczystą, pontyfikalną Eucharystię sprawował 27 czerwca bp Stanisław Salaterski. – Odbędzie się błogosławieństwo 70 nowych, nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej z 40 parafii naszej diecezji. Cieszy fakt, że nasza wspólnota ciągle wzrasta i ciągle się odmładza. Jest to 21. błogosławieństwo w 35-letniej historii naszego duszpasterstwa – powiedział ks. Jakub Jasiak, Diecezjalny Duszpasterz i Odpowiedzialny za formację Nadzwyczajnych Szafarzy Komunii Świętej.
Kurs odbywa się co roku już od czterech lat. Pierwotnie był realizowany, organizowany co 2 lata, jednak rosnące potrzeby i naturalna wymiana pokoleń (bo pierwszy kurs odbył się w 1991 roku) sprawiły, że biskup zdecydował o corocznym otwieraniu zapisów. Pierwsi szafarze w diecezji zostali pobłogosławieni 35 lat temu, dziś ich następcy wywodzą się z kolejnych pokoleń parafian.

Posługa szafarzy nie jest wynalazkiem współczesności, sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa. Jak co roku przypomina o tym kursantom ks. prof. Antoni Żurek z Wydziału Teologicznego: w pierwotnym Kościele to właśnie świeccy zanosili Eucharystię chorym, którzy nie mogli uczestniczyć we wspólnej liturgii. Dopiero Sobór Trydencki tę praktykę ograniczył. Powróciła ona decyzją Pawła VI w 1972 roku. Ks. Jakub Jasiak podkreślał ten kontekst historyczny w rozmowie przy okazji uroczystości.
Tarnów. WSD. Błogosławieństwo Nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej. Słowo ks. Jakuba Jasiaka.Gość Tarnowski
Centralnym motywem homilii bp. Stanisława Salaterskiego był paradoks pokory. To właśnie wyznanie „Panie, nie jestem godzien" otwiera bramy Bożego miłosierdzia, zarówno po stronie szafarza, jak i chorego. Biskup przywołał postać setnika z Ewangelii, który nie oczekiwał, że Jezus przyjdzie do jego domu, lecz wierzył w moc Jego słowa. Właśnie tak – powiedział biskup – wygląda każde spotkanie szafarza z chorym. – Od lat Kościół niesie pomoc i uzdrowienie chorym poprzez posługę nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej, którzy przynosząc Pana Jezusa, przynoszą daleko więcej, niż wielu się wydaje. Przynoszą bowiem Bożą łaskę, Bożą moc, nadzieję, bliskość, zgodę na doświadczenie i jakiś środek uświęcający nieraz trudną doczesność długotrwale cierpiącego człowieka – mówił bp Stanisław Salaterski.
Biskup posłużył się też obrazem świętego Krzysztofa, który niosąc przez rzekę małe dziecko, nie wiedział, że trzyma na ramionach Pana Wszechświata. – Jak św. Krzysztof w legendzie, niosąc dziecko, nie wiedział, że niesie Pana Wszechświata, tak my, niosąc w bursie drobinę chleba, niesiemy Boga miłosierdzia. I ta wiara trzeba, aby była w nas i wpływała na nasz sposób zachowania w czasie posługi – powiedział bp Salaterski.
Tarnów. Błogosławieństwo nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej. Kazanie bp. Salaterskiego.Gość Tarnowski
Biskup przypomniał też o wymiarze dyspozycyjności, gotowości do rezygnacji z wolnego czasu w niedziele i święta, by wejść w skromne warunki ludzkiego cierpienia. Jednocześnie zapewnił nowych szafarzy, że ta ofiara nie pozostanie bez odpowiedzi. – Ta dyspozycyjność ofiarowana z pokorą i zaufaniem Panu Bogu wróci tym, że na wszystko czasu wystarczy i na radość, i na odpoczynek, i na pogodzenie wszystkich rodzinnych spraw – zapewniał bp Salaterski.
Jednak naczelną zasadą jest pierwszeństwo rodziny. Dlatego nie można zostać szafarzem bez zgody żony, rodziny. Nie miało by to sensu. Małżeństwo, rodzina jest pierwszym powołaniem. – To znaczy, że jeśli chodzi o rozdawanie, zanoszenie Komunii Świętej, to nie może ono zagrażać temu czasowi, który spędza z rodziną. Żeby nie było tak, że żona i dzieci się czują opuszczone, bo tato posługuje w Kościele. Tak nie może być. Cały czas to powtarzamy – podkreślił ks. Jasiak.
Stąd większa liczba nadzwyczajnych szafarzy w parafii nie jest przesadą, lecz celowym rozwiązaniem. Dzięki rotacji niedzielami, wymianie dyżurami, podzieleniu się wyjściami z Panem Jezusem do chorych każdy z mężczyzn może mimo wszystko wyjechać z rodziną, odpocząć, mieć czas dla dzieci. – Czasem ludzie pytają po co na przykład 7 czy 8 szafarzy w niektórych parafiach? No właśnie po to – tłumaczy ks. Jakub Jasiak.

Perspektywę parafialną przybliżył ks. Bogdan Stelmach z Pasierbca, który po dzisiejszej uroczystości będzie miał w swojej parafii łącznie pięciu aktywnych szafarzy. – Potrzebni są. Bardzo. Do chorych oczywiście w niedzielę, ale też, u nas w niedziele wakacyjne, jesteśmy sanktuarium, przyjeżdża wielu ludzi spoza parafii, wielu przystępuje do Komunii świętej, więc szafarze pomagają w komunikowaniu, jeśli jest taka potrzeba Ja sobie nie wyobrażam, żeby nie było szafarzy w Polsce – powiedział ks. Stelmach, kustosz sanktuarium w Pasierbcu.
Przed przystąpieniem do kursu każdy kandydat musiał uzyskać zgodę żony i rodziny. To nie jest formalność, to fundament systemu formacyjnego. Jeden z nowo pobłogosławionych szafarzy opowiedział o tym, jak wyglądało to w jego przypadku. – Była rozmowa i z proboszczem, i przede wszystkim z rodziną, z żoną. Najważniejsza jest rodzina. Jeśli rodzina na to nie wyrazi zgody, jeżeli będą jakieś obiekcje, to trzeba wybrać rodzinę. Rodzina to jest moje pierwsze powołanie – mówi Rafał Dąga z Bobowej. Doświadczenie zgodnej decyzji małżeńskiej opisała pani Teresa Skowrońska, żona Sebastiana, jednego z nowych szafarzy. Przyznała, że nie wyobrażała sobie, by mogło być inaczej. – Nie mieliśmy obiekcji. Myślę, że to jest obowiązek, ale też zaszczyt, jakiś rodzaj wyróżnienia – mówi Teresa.
Piotr Janiga z Mędrzechowa to jeden z trzech nowych szafarzy, którzy dołączą do jedynego na razie szafarza w tej parafii. – Jest jeden szafarz i potrzebuje wsparcia w tej posłudze – mówi ks. Siemek. Na kurs Piotr Janiga trafił za sprawą proboszcza, ale ostatecznie przekonała go żona. Opowiedział szczerze o tym, co nim kieruje. – Po otrzymaniu propozycji pomyślałem, że mogę podjąć tę posługę. Skoro jest potrzeba. Żona mnie nawet dopingowała. To bardziej jej zasługa niż księdza proboszcza, bo jak każdy człowiek miałem lekkie wątpliwości, a żona pomagała przełamać, i poszło w dobrym kierunku – opowiadał Piotr Janiga. Wątpliwości, o których mówi, dotyczą czegoś głębszego niż tylko logistyki niedziel. Chodzi o pytanie, które wielu szafarzy zadaje sobie po cichu „czy jestem wystarczająco dobry, godny, żeby dotykać Sacrum?”. – Człowiek, jeśli dojrzale na te rzeczy patrzy, to leczy się z przekonania, że święte rzeczy tylko dla świętych ludzi. Problem jest taki, że nie ma świętych ludzi. Nikt z nas na tym świecie nie jest święty – mówi Janiga.
Rafał Dąga przyznaje, że działa tu coś innego, że jako szafarz, ma większą ambicję, by zadbać o własną świętość. – To jest pomoc, by Jezus przychodził do tych, którzy na Niego czekają, ale też droga do własnego uświęcenia, pogłębienia wiary – opowiada Rafał Dąga. Jak to działa? – To kwestia formacji sumienia. Może kiedyś płynniej przechodziłem nad własnymi niedoskonałościami. Dziś bardziej je analizuję, staram się, żeby w sumieniu nie mieć żadnych wątpliwości, troszczyć się o czyste serce – mówi Piotr.
Ks. Jasiak podkreślił, że formacja szafarska nie kończy się na samym mężczyźnie. Po każdym kursie uczestnicy wracali do domu i opowiadali rodzinom o tym, czego się dowiedzieli, co przeżyli. W ten sposób wiara wchodziła w przestrzeń całego domu. – Mówimy, że jak szafarz jest w rodzinie, to cała rodzina jest szafarzem – powiedział ks. Jakub Jasiak.
Uroczystość odbyła się w święto Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Bp Salaterski zakończył homilię słowami, które można potraktować jako wskazówkę na całe życie posługi. – Staramy się po ludzku dać z siebie to, co w nas najlepsze, aby przyprowadzić do Pana Jezusa, by On mógł dokonać uzdrowienia na ciele i na duszy człowieka, do którego jesteśmy posłani – powiedział bp Stanisław Salaterski.









