Biskup tarnowski Andrzej Jeż w kościele pw. Ducha Świętego w Mielcu przewodniczył uroczystemu obrzędowi wybudzenia nowych organów piszczałkowych.
To jedno z najważniejszych wydarzeń w roku 45-lecia parafii – instrument w całości sfinansowali parafianie, którzy systematycznie składali na ten cel ofiary. 44-głosowe organy zbudowała firma Zych z Wołomina, jeden z najbardziej cenionych polskich zakładów organmistrzowskich, specjalizujący się w instrumentach o trakturze mechanicznej. Budowa, cały proces trwał dwa lata. – Dwa lata to jak na Polskę naprawdę duże tempo – ocenia Paweł Kuchnicki, organmistrz i organista, który zajmował się intonowaniem instrumentu w Mielcu.

Zanim ruszyła budowa, trzeba było zdecydować, jakie będą to organy i jak będą wyglądały. – Mieliśmy do wyboru kilkanaście, nawet więcej, różnych projektów prospektu. Niektóre dość nowoczesne, wręcz futurystyczne, i akurat te bardziej wstępnie się podobały, tylko niekoniecznie lepiej tu pasowały - mówi proboszcz parafii ks. prałat Waldemar Ciosek. Ostatecznie zwyciężyło rozwiązanie tradycyjne. – One naprawdę dobrze się tu wkomponowały. Nie ma między prospektem a wnętrzem kościoła żadnego dysonansu – przekonuje ksiądz proboszcz. Dlatego wkomponowane zostały we wnękę na chórze w parafialnym kościele.

To, co odróżnia mielecki instrument od większości polskich organów, to jego stylistyka. Dyspozycja głosowa inspirowana jest francuskim budownictwem organowym przełomu XVIII i XIX wieku – nurtem, który w Polsce jest rzadkością. – W Polsce mamy w tej chwili raptem trzy instrumenty, przy których organista z Francji poczułby się jak u siebie w domu – mówi Kuchnicki. – Jeden stoi w Nowym Sączu, w kościele pw. św. Jana Pawła II, drugi na krakowskim Prokocimiu, a od teraz trzeci, czyli właśnie ten w Mielcu – dodaje. Różnica między tradycją niemiecką a francuską – to jak tłumaczy organmistrz – nie kwestia stroju instrumentu, lecz barwy jego brzmienia. – To trochę jak z tłuczonymi ziemniakami: można je podać z sosem, można z koperkiem, a można w ogóle bez soli. Każdy ma swój smak, ale to wciąż są ziemniaki – mówi Kuchnicki. Charakterystyczne dla francuskiego brzmienia jest większa niż w stroju niemieckim liczba głosów trąbkowych. Podczas gdy instrument niemiecki miałby ich na przykład 6, tutaj jest ich aż 10. Efekt? - Brzmienie bogatsze, pełniejsze, bardziej nasycone. Chodzi o to, żebyśmy dźwięk odbierali nie tylko uszami, ale czuli go też w trzewiach - mówi Kuchnicki.
Mielec, par. pw. Ducha Świętego. Na organach gra i opowiada o nich Paweł Kuchnicki.Podczas pierwszego, próbnego ożywienia instrumentu, kilka tygodni przed oficjalną uroczystością, organista celowo grał ostrożnie. Jak zauważa Kuchnicki, dopiero pełne możliwości brzmieniowe pokazują prawdziwy charakter organów. – Te potrafią pokazać i subtelność, i moc. Rozpiętość dynamiki jest naprawdę spora, od najcichszego pianissimo po fortissimo, które część osób słuchających wręcz zaskakuje – mówi.
Mielec. Par. pw. Ducha Świętego. O organach mówi ks. prał. Waldemar Ciosek, proboszcz parafii.Tę siłę brzmienia tłumaczy także akustyką świątyni, idealnie wręcz skoordynowaną z brzmieniem organów. Świątynia w Mielcu jest nowoczesna, ma zasadniczo betonowe ściany, wiele wnęk, załamań linii ścian, co wpływa na akustykę. To było jasne wiele lat temu. – Dlatego wiele lat temu podczas remontu kościoła nałożono na ściany siedem warstw akustycznego tynku sprowadzonego z Niemiec. Pogłos spadł z 11 do 5,5 sekundy – mówi ks. Ciosek. – Dla tego instrumentu to idealna wartość – zapewnia Kuchnicki.
Pod względem technicznym instrument łączy dwie epoki. – To organy częściowo mechaniczne, częściowo elektryczne – wyjaśnia Kuchnicki. Trzy manuały połączone są elektromagnesami, co pozwala łączyć rejestry i zapisywać własne ustawienia brzmieniowe w sposób niemożliwy przy klasycznej, czysto mechanicznej trakturze. Mimo tej technicznej złożoności, jak żartuje organmistrz, sam instrument pozostaje czytelny nawet dla laika. – Organy to w gruncie rzeczy prosty instrument. Klawiatura jest czarno-biała, wszystko widać jak na dłoni – uśmiecha się Paweł Kuchnicki. Tak, jeśli spojrzeć na manuały. Kiedy zajrzy się do wnętrza widać skalę skomplikowania przedsięwzięcia. W środku w trzech blokach 3000 piszczałek. Najmniejsza o długości 1 centymetra. Największa ma aż 5 metrów.
Mielec. Par. pw. Ducha Świętego. Próba możliwości. Gra Paweł Kuchnicki.Dzieło dojrzewało latami. Ks. Waldemar Ciosek, proboszcz, objechał kilka kościołów w regionie, słuchając instrumentów sprowadzonych z Zachodu. – Była taka koncepcja, by kupić używany instrument i jakoś wkomponować go do naszej świątyni. Uznaliśmy, jednak najlepiej będzie zbudować nowe organy, a nie adaptować zakupione z innego kościoła – tłumaczy ks. Waldemar Ciosek.
Budowa organów, finansowana była wyłącznie z ofiar parafian. Proboszcz ceni to najbardziej i mówi o tym ze wzruszeniem. Ponad 3 miliony złotych zebrali sami parafianie. Cegiełki, regularne wpłaty, dary małe i średnie, systematyczne, zbierane bez nacisku. - Ofiary spływały regularnie. To była piękna odpowiedź parafii na to wyzwanie, dzieło uwielbienia Boga przez muzykę – mówi proboszcz.
– Po co są te organy? Żeby nas budzić, obudzić w nas to co najwspanialsze, najszlachetniejsze, co Boże. Abyśmy nie żyli w naszym życiu tylko w jakimś materialistycznym letargu, spłaszczeni, bez wyrazu, bez Bożego obrazu w sobie. Trzeba więc, aby były także te wielkie, materialne dzieła, tak jak nasze organy i ten wspaniały Kościół, który perfekcyjnie komponuje się we wszystkich elementach wyposażenia, co się rzadko zdarza we współczesnych, nowoczesnych kościołach – mówił w kazaniu w czasie Mszy św. z wybudzeniem organów biskup tarnowski Andrzej Jeż.
Muzyka organowa znajduje zatem swój najpełniejszy raz właśnie w liturgii. Organy intonują śpiew, towarzyszą mu, podejmują dialog z chórem, mogą też wypełniać miejsca w akcji liturgicznej. – Można powiedzieć, że organy to jest taki dowódca, który prowadzi nas do boju, który nas zachęca, który rozwija w nas dobre, pozytywne emocje, energię, chęć przemiany naszego życia, a przede wszystkim prowadzi nas tą siłą ku Bogu i pozwala nam w sobie odkrywać to, co najwspanialsze, Boże – podkreślał biskup Andrzej.
– Poświęcenie organów dokonuje się z okazji także 45 lat istnienia naszej parafii. I moglibyśmy powiedzieć, że istnieje podobieństwo do tej budowy organów naszego osiedla, naszej parafii. (…) Możemy powiedzieć, że nasza parafia też jest taką społecznością, instrumentem, gdzie wszyscy ze sobą jesteśmy połączeni. Gdzie jeden generuje siłę, moc drugiego. To jest bardzo ważne i bardzo cenne, i cieszę się, że powstał ten kościół w naszym osiedlu. Bo gdyby go nie było i nie byłoby tej wspólnoty parafialnej, bylibyśmy bardzo zubożeni – mówił biskup tarnowski.
Nowe organy będą towarzyszyć nie tylko liturgii, ale – jak zapowiada ks. Waldemar Ciosek – mają też posłużyć jako instrument koncertowy. – Jestem przekonany, że ten instrument będzie służył naszemu pokoleniu i następnym – mówił proboszcz przed uroczystością.