Paweł Kuchnicki nie jest człowiekiem, który rzuca słowa na wiatr. Organmistrz i organista, jeden z najlepszych w Polsce intonatorów i stroicieli organów, który przez długi czas pracował nad każdą z ponad 3 tysięcy piszczałek, wyjaśnia klarownie, że organy romantyczne w stylu francuskim o tej klasie mamy w Polsce właściwie tylko 3. Co to znaczy „styl francuski”? To kwestia barwy brzmienia, nie tylko konstrukcji. Organy romantyzmu francuskiego mają więcej głosów trąbkowych – tam, gdzie instrument niemiecki miałby ich 6, tutaj jest ich 10. Efekt? Brzmienie bogatsze, pełniejsze, bardziej nasycone. – Chodzi o to, żebyśmy dźwięk odbierali nie tylko uszami, ale czuli go też w trzewiach – wyjaśnia. Instrument ma 44 głosy i 3 manuały. Wczoraj, podczas pierwszego koncertu po poświęceniu, zabrzmiał m.in. repertuar z trąbką hiszpańską, charakterystycznymi piszczałkami położonymi prostopadle do reszty. Dzieło organów dojrzewało latami. Ks. Waldemar Ciosek, proboszcz, objechał kilka kościołów w regionie, słuchając instrumentów sprowadzonych z Zachodu. – Uznaliśmy, że najlepiej będzie dopasować instrument do warunków na miejscu, czyli zbudować nowe organy, a nie adaptować kupione z innego kościoła – tłumaczy ks. Waldemar. Wybór padł na firmę Zych z Wołomina. I na romantyzm francuski. – Świadomie, by nasz instrument uzupełniał stylistycznie inne organy w diecezji – dodaje ks. Ciosek. Organy powstawały przez dwa lata. Był czas, żeby zebrać fundusze. A te, które proboszcz ceni najbardziej, i mówi o tym ze wzruszeniem, nie przyszły od sponsorów. Ponad 3 miliony złotych zebrali sami parafianie. Cegiełki, wpłaty, dary małe i średnie, systematyczne, zbierane bez nacisku. – Ofiary spływały regularnie. To była piękna odpowiedź parafii na to wyzwanie, dzieło uwielbienia Boga przez muzykę – mówi proboszcz.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








