5 lipca na Lipowe Wzgórze, żeby pokłonić się Matce Bożej Tuchowskiej przyszła piesza pielgrzymka gwiaździsta z diecezji.
Barbara Wątor z Jurkowa koło Dobrej skończyła w kwietniu 70 lat. W listopadzie będzie świętować z mężem Franciszkiem 50 lat małżeństwa. Mają czworo dzieci i dziesięcioro wnuków. – Jest za co dziękować – mówi. Tydzień temu jeszcze nie wiedziała, czy pójdzie. We czwartek wieczorem powiedziała mężowi, że ma taką myśl, taką chęć. – Ile dam radę, to dam radę, a resztę to wiem, że mi pomogą – mówiła. Poszła. Przez 3 dni pokonała prawie 65 kilometrów, w deszczu, z odciskami. Na placu przed bazyliką położyła się krzyżem. – Nie wierzyłam, że dzisiaj dojdę. Dlatego jestem pełna wiary, ufności i wdzięczności Matce Bożej – mówi. – Przerosłam sama siebie – dodaje.
5 lipca do sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej dotarły pielgrzymki z całej diecezji tarnowskiej – sądecka, brzeska, bocheńska, limanowska i mielecka. Inicjatorem jest o. Szczepan Hebda CSsR z tuchowskiego sanktuarium, który cztery lata temu wyruszył z Nowego Sącza z pierwszą grupą. – W tym roku 680 pielgrzymów się zapisało, a potem dołączali jeszcze kolejni, z Ciężkowic, Gromnika, dojeżdżali z sądecczyzny – mówi redemptorysta. Grupy szły w dwóch intencjach: o powołania do kapłaństwa i życia zakonnego oraz za młodzież.
Tuchów. Odpust. 5 lipca 2026 r. Kazanie bp. Andrzeja Jeża.Dlaczego pieszo, dlaczego z trudem, dlaczego nie wystarczy Różaniec w domu? Jakub Poręba z Paszyna, który szedł do Tuchowa z żoną Agnieszką i dziewięcioletnim synem Marcelem, odpowiada krótko. – Jak się o coś prosi, to dobrze jest podarować coś z siebie, trochę wysiłku, zmęczenia, złożyć jaką ofiarę ze swojej wygody, lenistwa, etc. – mówi. Bp Andrzej Jeż w kazaniu w czasie Mszy św. rozwinął tę myśl, przywołując słowa Jezusa z Ewangelii: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście". – My, choć w czasie pielgrzymki fizycznie jesteśmy często bardzo zmęczeni, to jednak duchowo, psychicznie odpoczywamy – mówił. I dodał, że jest też dobry rodzaj utrudzenia wtedy, gdy człowiek ma przeświadczenie, że to, nad czym się trudzi, ma sens.

Obie intencje pielgrzymki nie są przypadkowe. Ponad 120 lat temu bp Leon Wałęga prosił właśnie tutaj, w Tuchowie, Matkę Bożą o powołania dla diecezji tarnowskiej. Prosił i otrzymał. Dziś pielgrzymi wracają z tą samą prośbą, bo problem jest. – Ziarna powołania padają często na beton lub między ciernie i nie znajdują odpowiedniej gleby, aby zakiełkować – stwierdził bp Jeż. Jak mówił, gdy sam wstępował do seminarium, ze strony rodziny i rówieśników był powszechny entuzjazm. – Dzisiaj tego brakuje, ze strony kolegów, koleżanek było mocne wsparcie, dzisiaj to jest częściej ośmieszanie – przyznał. – Łatwo więc mojemu pokoleniu było podjąć ten dar powołania. Dzisiaj jest to bardzo trudne dla młodych ludzi, którzy muszą iść jakby pod prąd wszystkim – dodał. Przywołał też słowa papieża Leona XIV, który w tegorocznym orędziu na Światowy Dzień Modlitwy o Powołania apelował do rodzin, wspólnot i wychowawców o tworzenie klimatu sprzyjającego rozpoznawaniu powołania.
Kinga Wrona i Justyna Obrzut z parafii Krużlowa nie mają złudzeń co do swojego pokolenia. – Wielu idzie w życiu po prostu wygodną drogą, żeby było łatwo, nie patrząc na to, że wartościowe jest to, co kosztuje – mówi Kinga Wrona. – Jest w tym też lenistwo, także duchowe – przyznaje Justyna Obrzut. Obie mówią, że dziś młodym jest się trudno zdecydować na cokolwiek. Najlepiej wielu młodym wychodzi tymczasowość, zwlekanie z wszelkimi decyzjami, niechęć, do ich podejmowania. Ale obie wiedzą też, co pomaga. – Pielgrzymka pomaga się otworzyć, otworzyć na drugiego człowieka, na relacje, które nawiązujemy, na Pana Boga, na wspólną radość, modlitwę, rozmowy. Kiedy są relacje, to niepotrzebny jest smartfon, bo wystarcza normalne, realne życie. Takie jest na pielgrzymce – mówią 15- i 17-latka. Pielgrzymka nie jest więc ucieczką od świata młodych, ale sposobem dotarcia do nich przez to, czego naprawdę szukają.

O. Szczepan Hebda widzie, że mimo to młodych na pielgrzymce jest naprawdę bardzo dużo, w sądeckiej grupie nawet 80 proc. uczestników. Patrzy na to z pewnym niedowierzaniem. – Dziś młodzi mają alternatywę, tysiąc sposobów spędzania czasu, tych paru dni, a jednak wybierają pielgrzymkę – konstatuje z zadowoleniem. Ale jest też druga strona tej obserwacji. – Bo wielu młodych jest poranionych, skrzywdzonych. Są trochę oślepieni przez błyskotki współczesności, opinie innych, modne prądy – mówi redemptorysta. Tuchów jest miejscem duchowych przejrzeń. Matka Boża Tuchowska znana jest jako ta, która przywraca wzrok. Szczególnie ten fizyczny. Ale tu kilka dni temu bez wyraźnego powodu wszedł do bazyliki pewien mężczyzna. 30 lat nie był w kościele, jak opowiadał, i nie wiedział co go przyciągnęło do bazyliki, jak mówił jednemu z ojców. – Tu się dokonują przejrzenia duchowe. Tak jakby człowiek dostawał nowe oczy – mówi o. Szczepan.

Renata Grybel z parafii Mystków pamięta letnie dni na roli, gdy przychodził odpust w Tuchowie i praca się zatrzymywała. Rodzice odkładali roboty i brali dzieci. – W tamtych czasach nie było atrakcji, wyjazd na odpust do Tuchowa to było wielkie wydarzenie – tłumaczy Zofia Jawor także z parafii Mystków. Kawałek drogi przez góry do Mszalnicy, potem pociąg, potem odpust, a po nim słodycz albo pierścionek odpustowy z kramiku. – To było wielkie święto – mówi. Potem odpust Przemienienia Pańskiego w Nowym Sączu, potem pielgrzymka jasnogórska. Całe lato wokół Matki Bożej. Dziś, przyznają obie panie, trudniej. – Wszyscy wszystko mają pod ręką – mówi Zofia Jawor. Ale nie załamują rąk, bo widziały, kto szedł obok nich. – W tej sądeckiej grupie 80 proc. to była młodzież – mówi Zofia. – Serce rośnie jak się widzi te młode osoby, uśmiechnięte, rozmodlone – przyznaje Renata Grybel.
Marcel Poręba z Paszyna ma dziewięć lat i szedł do Tuchowa czwarty rok z rzędu z rodzicami Agnieszką i Jakubem. Wszyscy w strojach góralskich, z obrazem Matki Bożej Tuchowskiej w rękach. Na Jasną Górę chodził już sześć razy, od trzeciego roku życia. Zapytany, czy się nie zmęczy, odpowiada bez wahania, że trochę tak. – Idziemy i chodzimy, bo kochamy Matkę Boską – mówi mama Agnieszka. – Chodzimy tu do Tuchowa i do Częstochowy, by dziękować Bogu za wszystko – dodaje Jakub.
Barbara Wątor, która w środę rano jeszcze nie wiedziała czy pójdzie, a w piątek po południu leżała krzyżem przed bazyliką, ujmuje to po swojemu. – Ta chwila jest warta tego trudu – mówi.