Po jednej z Mszy św. kolejka do relikwii sięgała pod chór. Na kolejnej, gdyby nie ustawiła się podwójnie, sięgałaby nawet pod ogrodzenie. Tak latoszyńska parafia przeżyła spotkanie z pustelnikiem z Libanu.
Kazania całą niedzielę głosił ks. Andrzej Sochal, autor m.in. publikacji o cudach św. Szarbela, a świadectwo składał Kazimierz Gajowy, arabista, działacz humanitarny i pisarz, mieszkający na co dzień 18 km od Sanktuarium św. Szarbela w Libanie. Po Mszach św. wierni mogli ucałować relikwie i kupić publikacje poświęcone świętemu.
Ks. Sochal kreślił portret Szarbela oszczędnie. Urodzony w 1828 r. przez ostatnie 23 lata spędzone w Pustelni Świętych Piotra i Pawła Szarbel sprawował Eucharystię o 12.00, po czym trwał na dziękczynieniu dwie godziny. Jadł jeden posiłek dziennie. Ok. 1.00 w nocy wstawał, by czytać Pismo Święte. Szarbel odszedł 16 grudnia 1898 roku. Znaleziono go nieprzytomnego z kielichem przy ustach po spożyciu Krwi Pańskiej. Przez 67 kolejnych lat ciało nie uległo rozkładowi. Nad miejscem pochówku przez kilkadziesiąt dni biła łuna, która ściągała chrześcijan, muzułmanów i druzów. Z mnicha, którego znało może kilka wiosek, stał się - jak mówił kaznodzieja - mnichem światowym.
Dębica-Latoszyn. Niedziela ze św. Szarbelem. Kazanie ks. Andrzeja Sochala.
Dlaczego XIX-wieczny pustelnik staje się świętym XXI wieku? Ks. Sochal przywołał słowa papieża Leona XIV, który podczas pierwszej zagranicznej pielgrzymki modlił się właśnie u grobu Szarbela. - Duch Święty ukształtował go tak, aby tych, którzy żyją bez Boga, nauczył modlitwy. Tych, którzy żyją w hałasie, nauczył ciszy. Tych, którzy żyją dla pozorów tego świata, nauczył skromności. I tych, którzy żyją dla bogactwa, nauczył ubóstwa - cytował papieża kaznodzieja. Są to rzeczy, które są przeciwne dzisiejszemu światu. Ale być może właśnie dlatego człowiek ich potrzebuje. W ostatniej dekadzie odsetek chrztów w stosunku do liczby urodzin w Polsce spadł o 30 proc. W 2018 r. zawarto 130 tys. małżeństw sakramentalnych. Sześć lat później - niecałe 68 tys.
Kazimierz Gajowy tydzień przed Niedzielą ze Świętym Szarbelem przyleciał z Libanu. Następnego dnia wieczorem wracał. Arabista z wykształcenia, autor książki "Liban. Więcej niż przewodnik", od lat prowadzi Fundację "Fenicja" i uczestniczy w konwojach humanitarnych docierających do odciętych wiosek na południu kraju. Opowiadał o drodze przez zgliszcza i zniszczone drogi, pod ostrzałem. O konwoju, w którym czołg opuścił lufę na szybę samochodu, w którym jechał nuncjusz apostolski. Wspominał też, że Liban to nie tylko wojna. Że to kraj, który Pismo Święte przywołuje 120 razy. Że alfabet, którym piszemy, stamtąd pochodzi. Że Słowacki pisał tam "Anhellego", a jezuita Maksymilian Ryłło założył jeden z najlepszych ówczesnych uniwersytetów na Bliskim Wschodzie. A na koniec o tym, jak górale libańscy mówią o Szarbelu - że to święty, który ma spuszczone oczy, więc trzeba go poszturchać, żeby za nami się modlił, za nami się wstawiał - mówił K. Gajowy. I złożył obietnicę, że jak tylko się tam po powrocie pojawi, to przypomni Szarbelowi, że w Latoszynie ludzie modlili się i prosili. Na pytanie, skąd bierze się rosnący kult Szarbela, odpowiedział, że to prostu skuteczny święty.
Proboszcz parafii ks. Piotr Grzanka swój osobisty kult, nabożeństwo do św. Szarbela ma od lat. Był w Libanie, przeżył, widział, przywiózł relikwie z cząstką kości z żebra. - Z nabożeństwami do św. Szarbela czekaliśmy na odpowiednią okazję. Ta się nadarzyła. Wielu ludzi ma prywatny kult. Szarbel jest dziś popularnym świętym. Będziemy go chcieli regularnie czcić także jako wspólnota parafialna - zapowiada ks. Grzanka.