Jak odnaleziono ślady pierwszego pasterza diecezji tarnowskiej

W tym roku minęło 225 lat od śmierci Floriana Amanda Janowskiego, pierwszego kanonicznego biskupa tarnowskiego. We wrześniu zaś minie 240 lat od objęcia diecezji przez tego biskupa, po którym prawie nic nie zostało.

Florian Janowski urodził się 28 kwietnia 1725 roku w szlacheckiej rodzinie herbu Pilawa, we wsi Masłomiąca koło Więcławic, jako syn Kazimierza i Zuzanny z Kościeniów. Pierwszą naukę pobierał w domu i w szkole parafialnej, potem studiował na Uniwersytecie Krakowskim - interesowała go filozofia, z której w 1744 roku uzyskał bakalaureat. Rok później wstąpił do benedyktynów w Tyńcu, gdzie przyjął imię zakonne Amand, a w 1749 roku, po studiach teologicznych, otrzymał święcenia kapłańskie.

W klasztorze zrobił niemal całą dostępną zakonną karierę: był profesorem filozofii, potem dogmatyki, skarbnikiem klasztoru, sekretarzem domu tynieckiego, dwukrotnie proboszczem parafii pw. św. Jakuba w Tuchowie, którą zawiadywali benedyktyni, także w burzliwym okresie konfederacji barskiej, kiedy konfederaci zamienili klasztor w Tyńcu na twierdzę, a zakonnicy musieli szukać schronienia w Krakowie czy Staniątkach. Janowski nie szczędził wtedy pieniędzy, ani własnych, ani konwentu, na odbudowę zniszczonego klasztoru i kościoła.

Jako opat, którym został w 1762 roku, przeprowadził reformę studium teologicznego, jako pierwszy wprowadził do programu teologię apologetyczną i większy nacisk na prawo kanoniczne. Miał też dobrą opinię w Wiedniu, dlatego to jemu powierzono rolę pełnomocnika Gubernium lwowskiego w rozmowach z biskupem krakowskim o utworzeniu nowej diecezji tarnowskiej. Kiedy zmarł biskup-nominat Jan Duvall, wybrany na to stanowisko przed nim, cesarz Józef II mianował biskupem tarnowskim właśnie Janowskiego. Zachował on przy tym godność opata tynieckiego. Sakrę przyjął 13 sierpnia 1786 roku we Lwowie z rąk arcybiskupa Ferdynanda Kickiego. Ingres do katedry tarnowskiej odbył 24 września tego samego roku.

Piętnaście lat pod józefińskim terrorem

Rządy Janowskiego przypadły na trudny okres reform józefińskich. Organizował diecezję niemal od zera: kapitułę katedralną, konsystorz, granice z sąsiednimi biskupstwami, wizytacje parafii, ale jednocześnie przez te piętnaście lat, wobec obowiązku korzystania z seminariów generalnych, nie zdołał utworzyć własnego seminarium duchownego. Kleryków musiał wysyłać na studia do odległego Lwowa. Jako zakonnik z bólem patrzył na kasaty kolegiat w Bobowej, Nowym Sączu i Wojniczu oraz na likwidację klasztorów męskich i żeńskich w diecezji. Władze zaborcze tłumiły przy tym kult obrazów, figur i polskich świętych, zastępując je austriackimi patronami, i odzierały kościoły z kosztowności. Jako biskup nie miał na to wpływu.

Czując zbliżającą się śmierć, sporządził obszerny testament: kapitule katedralnej zapisał 1270 dukatów i stypendium dla ucznia gimnazjalnego, katedrze przekazał liturgiczne naczynia i paramenty, pamiętał o macierzystym opactwie w Tyńcu i o kościele w Brzostku, na który zapisał 22 tysiące florenów, a także o tarnowskim szpitalu, miejskich szkołach i osobach poszkodowanych przez działania wojenne.

Jak odnaleziono ślady pierwszego pasterza diecezji tarnowskiej

Pomnik zbudowany za życia

Jest w tej biografii jeden szczegół, który nie daje spokoju ks. dr. Sebastianowi Musiałowi, wicedyrektorowi Muzeum Diecezjalnego w Tarnowie. - Janowski jeszcze za życia zbudował sobie pomnik nagrobny ze sceną opłakiwania, zdjęcia z krzyża. Ciekawe, że ta rzeźba ma z tyłu płaską ścianę, jakby miała stanąć przy murze, gdzieś we wnętrzu, może w katedrze. A jednak, kiedy umiera 4 stycznia 1801 roku nie ma przygotowanej krypty. Pogrzeb odbył się bardzo szybko, w ciągu trzech dni. Nie wiadomo, czy po prostu zabrakło czasu, czy władze austriackie nie zgodziły się na pochówek w katedrze - mówi ks. Musiał. Ostatecznie biskup spoczął nie w katedrze, lecz na Starym Cmentarzu w Tarnowie, gdzie do dziś stoi jego wybudowany za życia nagrobek.

Zagadka pustej trumny

Materialnych pamiątek po pierwszym biskupie tarnowskim właściwie nie ma. Nie zachował się żaden przedmiot osobisty, żaden portret. Jest za to ciekawa historia. W 2010 roku podczas renowacji grobowca na Starym Cmentarzu doszło do tzw. komasacji szczątków spoczywających w krypcie. Stare, zniszczone trumny zostały zastąpione nowymi. Uratował je przedsiębiorca pogrzebowy Steinhoff. - Wziął te stare trumny, wyczyścił je, zabezpieczył i schował w piwnicy przy szpitalu - opowiada ks. Musiał. Kilkanaście lat później, wchodząc do krypty grobowca na cmentarzu ksiądz Musiał zestawił stan faktyczny z zachowanym protokołem z 2010 roku. Protokół mówił jasno: dwie małe trumny ze szczątkami 2 biskupów i dwie duże, komasacyjne, z przełożonymi szczątkami kanoników. Na miejscu była tylko jedna mała trumna. - I jakieś resztki przykryte materiałem. Pod spodem znalazłem fragmenty ornatu tkanego metalową nicią. Skoro Janowski umarł w 1801 roku, to pochowano go jeszcze według osiemnastowiecznego zwyczaju, nikt nie zmieniał zasad pogrzebowych z dnia na dzień. Więc kiedy podniosłem tę tkaninę, krzyknąłem: jest biskup! Znalazł się - wspomina ks. Musiał.

Jak odnaleziono ślady pierwszego pasterza diecezji tarnowskiej

Wieko zamiast biskupa

Jedyną namacalną, dającą się dziś pokazać pamiątką po Janowskim jest zachowane wieko jego trumny, obecnie w trakcie konserwacji, wraz z trumną biskupa Łobosa, uratowaną w podobnych okolicznościach. - Trzeba jeszcze dorobić spód. To kolejny etap renowacji - mówi ks. Musiał. - Po Janowskim, po Pukalskim właściwie nic materialnego nie zostało. Najwięcej mamy po Wojtarowiczu, jego mitrę w muzeum - wyjaśnia ks. Musiał.

Jak odnaleziono ślady pierwszego pasterza diecezji tarnowskiej

Dziś chciałby, by w krypcie biskupiej na Starym Cmentarzu pokazać, na ile to możliwe, historię kolejnych pasterzy diecezji tarnowskiej, poczynając od tego, który zbudował sobie pomnik, zanim jeszcze wiedział, gdzie ostatecznie spocznie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.