Gdyby jednym miejscem opowiedzieć 100 lat historii Europy Środkowo-Wschodniej, można by wybrać Binczarową.
W tej niewielkiej wsi pod Grybowem zmieściła się cała epoka: wielokulturowe sąsiedztwo, wojna, wywózki, wysiedlenia, nowi osadnicy z zupełnie różnych stron i mozolne budowanie wspólnoty od zera. W ostatnią niedzielę parafia pw. św. Stanisława BM świętowała 75-lecie swojego istnienia i 70-lecie obecności obrazu Matki Bożej Binczarowskiej.
Dawna cerkiew
Kościół, w którym modlili się w niedzielę parafianie, to dawna łemkowska cerkiew z 1760 roku, być może nawet trzecia czy czwarta z kolei świątynia w tym miejscu. Łemkowski poeta Piotr Trochanowski przywołuje opowieść, według której mieszkający tu niegdyś Rusini, po przyjęciu chrześcijaństwa, radzili nad budową świątyni i zdecydowali się na kamienną rotundę. Pomysł na tak niezwykłą budowlę byłby dowodem na wpływy cyrylometodiańskie na tych ziemiach. Nie bez znaczenia jest fakt, że od dawna patronem cerkwi w Binczarowej był św. Dymitr z Salonik, czyli Soluń, skąd pochodzili właśnie święci misjonarze Cyryl i Metody.

Jeden z wcześniejszych proboszczów - ks. Marek Romańczyk SCJ - mówił, że oprócz cerkwi greckokatolickiej była w Binczarowej niegdyś także cerkiew prawosławna. Stała nad potokiem Binczarówka, ale po II wojnie światowej ją rozebrano i podobno wywieziono gdzieś pod Grybów.
Jesienią 1947 r., po wysiedleniu Łemków, do składnicy muzealnej w Muszynie zwieziono wyposażenie 36 okolicznych cerkwi: całe zabytkowe ikonostasy, pojedyncze ikony, ołtarze, rzeźby, starodruki, krzyże, świeczniki i inne sprzęty religijne. Z Binczarowej pochodziło 11 takich obiektów. Sam kościół, jako zabytkowy, znajduje się dziś na Szlaku Architektury Drewnianej i jest bardzo zadbaną świątynią.
Ludzie z różnych stron
Kiedyś, jak mówią mieszkańcy, tu kończyła się Łemkowszczyzna. Jesienią 1947 r. część rodzin wcześniej zdążyła wyjechać na Ukrainę - wieś zasiedlili ludzie z zupełnie innych stron. - Nasza rodzina na przykład z Rożnowa. Po ukończeniu Jeziora Rożnowskiego, zalaniu doliny żyli w tymczasowości. Potem przyjechali tu - mówi Stanisław Gruca. Rodziny, które traciły ziemię pod wodami zalewu, dostawały niewielkie odszkodowania i mogły wybierać między terenami odzyskanymi na Zachodzie a opuszczonymi łemkowskimi wioskami, dlatego - jak wspominają dziś potomkowie osadników - część rodzin rozjechała się w zupełnie różne strony. Poza tym do Binczarowej przyszli ludzie z sąsiednich Kąclowej i Ptaszkowej, ale też z odległej Dąbrowy Tarnowskiej.

Nowi mieszkańcy weszli do domu obcego ich tradycji - katolicy do dawnej cerkwi. Nie było to łatwe. Po drugie, w warstwie społecznej każdy był z innej strony, okolic, przyjechali ludzie z odmiennym obyczajem, rozumieniem relacji. - Pierwsze 20 lat to było ciągłe docieranie się, nie było jeszcze żadnej jedności - mówi Stanisława Pałancewicz, która historię parafii spisała odręcznie. - Ludzie mieli tworzyć jeden organizm, a na początku różnili się między sobą wszystkim - potwierdza jej kuzyn Stanisław Gruca.
Ksiądz, który scalił wieś
Parafię erygowano w 1951 r., decyzją bp. Jana Stepy, ale prawdziwym fundamentem wspólnoty stał się dopiero ks. Adam Gąsiorek, który przybył do Binczarowej w 1958 r. i pozostał tu ponad 20 lat. - Spędził kilka lat jako proboszcz we Francji, znał francuski, był obyty, miał bibliotekę, zainteresowania kulturalne. Nie chował tego dla siebie, ale dzielił się tym z ludźmi - przypomina Anna Radzik. Ks. Gąsiorek sprowadził do wsi pierwszy telewizor, organizował seanse dla dzieci. Bardzo wpłynął na oblicze parafii. Wysyłał zdolnych chłopców do niższego seminarium do Miejsca Piastowego, żeby zrobili maturę, ale też do Stadnik, do seminarium sercańskiego, skąd wzięło się kilkanaście powołań kapłańskich i zakonnych, michalitów i sercanów.

Obraz od dominikanów
Drugim spoiwem dla przybyszów z tylu stron okazał się obraz. Od 1947 r. plebania i kościół były powierzone opiece sióstr dominikanek. Bp Stepa przysłał je między innymi po to, by władze komunistyczne nie zdołały przejąć opuszczonej po Łemkach świątyni. S. Alana, przez 30 lat tutejsza katechetka i opiekunka chorych, przywiozła w 1956 r. od dominikanów z Krakowa kopię obrazu Matki Bożej Różańcowej. 8 sierpnia tego roku obraz zawisł nad wielkim ołtarzem. Wizerunek, obcy jeszcze mieszkańcom przybyłym z zupełnie innych stron, zawieszony w budowli, która sama była dla nich obca, dość szybko przestał być obcy. Dziś wota i zapisane w kronice łaski świadczą, że stał się po prostu - jak mówią parafianie - "naszą Matką Bożą".
90 ministrantów
Z tego trudnego początku wyrosło jednak coś więcej niż tylko spokój. - Miałem trzy lata, kiedy pierwszy raz stanąłem przy ołtarzu jako ministrant. Było nas wtedy 90 - wspomina S. Gruca. - Cała wieś żyła wokół kościoła, bo poza rolą, domem i kościołem we wsi nic więcej nie było. Gleby były piątej kategorii, słabo rodziły, dzieci przybywało dużo, biedy nie brakowało - dodaje A. Radzik. Właśnie ta wspólna bieda, dzielony los na glebie piątej klasy, obok wspólnej Matki Bożej, okazały się mocniejsze niż dawne podziały.
Binczarowa. 75-lecie parafii. Kazanie miejscowego rodaka ks. Antoniego Obrzuta, michality.Jubileusz we wspólnocie
Na niedzielną uroczystość do Binczarowej przyjechało wielu gości - kapłanów i sióstr zakonnych, którzy z tej parafii pochodzą. - Wdzięczni za przeszłość, wierni dzisiaj, z nadzieją patrzymy w przyszłość - mówił, witając zebranych, proboszcz ks. Tomasz Wierzbicki SCJ. - Towarzyszy nam w tej modlitwie już od 70 lat nasza Patronka, Matka Boża Binczarowska, której ufnie się zawierzaliśmy jako parafianie przez te wszystkie lata i nadal się Jej zawierzamy. Ona zawsze nas słucha i gotowa jest nam pomagać, kiedy tylko ufnie chronimy się pod Jej płaszcz - dodał. Wśród witanych gości byli m.in. siostry zakonne - rodaczki tej parafii oraz kapłani, którzy się tu urodzili i wychowali, a którzy przyjechali z różnych stron Polski, by wspólnie dziękować za dar powołania. Proboszcz wspomniał także zmarłych kapłanów i siostry, które przez dziesięciolecia pracowały w Binczarowej, oraz długoletnich, nieżyjących już proboszczów parafii.
Binczarowa. 75-lecie parafii. Procesja z darami.
Kościół jak elektrownia
Kazanie w czasie Mszy św. wygłosił ks. Antoni Obrzut, michalita, jeden z powołanych do służby Bożej z Binczarowej. Mówił o tym, że Chrystus założył Kościół i że to Jego, a nie ludzka była decyzja. - Ktokolwiek chce się z Nim spotkać, znajdzie Go w Kościele - przekonywał, wskazując na trzy formy obecności Chrystusa: zgromadzenie wiernych zebranych w Jego imię, Pismo Święte czytane i rozważane w duchu wiary oraz sakramenty święte, które nazwał "znakami niezawodnymi, skutecznymi", o ile człowiek spełni postawione przez Boga warunki.
Kaznodzieja posłużył się obrazowym porównaniem: Kościół to jakby ogromna elektrownia, a poszczególne sakramenty to urządzenia czerpiące z tej samej energii - żarówka, wiatrak, silnik napędzający różne mechanizmy. Powtarzał kilkakrotnie, że twierdzenie: "Wierzę w Boga, ale z Kościołem nie chcę mieć nic do czynienia" jest - jego zdaniem - wielkim nieporozumieniem i wyznaniem niepełnego poznania. - Nie znają ani Chrystusa, ani Kościoła, bo Kościół to Chrystus, a Chrystus to Kościół - mówił.
W dalszej części homilii kaznodzieja nawiązał bezpośrednio do historii samej wspólnoty. - Przejęliśmy kościół po naszych poprzednikach, którzy przed nami tu mieszkali. Dostaliśmy domy, pole, wszystko - mówił, nawiązując do losu wsi po wysiedleniu Łemków. Zauważył, że jednak po wielu latach wszystko w Binczarowej jest nowe. Nowe domy, nowe zabudowania, drogi. - Binczarowa zasługuje, żeby wybudować piękny, nowy kościół, nasz kościół - mówił ks. Obrzut. Homilię zakończył zawierzeniem wspólnoty Matce Bożej Binczarowskiej, prosząc, by wypraszała parafii łaskę wytrwania w wierze na kolejne dziesięciolecia.
Binczarowa. 75-lecie parafii. Słowo proboszcza ks. Tomasza Wierzbickiego SCJ.
Dary jubileuszowe
Podczas Mszy św. jubileuszowej odbyła się też uroczysta procesja z darami, w której symbolicznie streściła się cała historia wspólnoty. Sołtysi nieśli upieczony we wsi chleb - podziękowanie za pracę samorządowców, obecnych i tych z całej historii miejscowości, za wszelkie wysiłki na rzecz poprawy bytu mieszkańców. Stowarzyszenie Kobiet Binczarowskich przyniosło owoce, oddając w tym darze swoje talenty służące na co dzień mieszkańcom, a także dziękując za wszystkie organizacje i stowarzyszenia, które w historii wsi przyczyniały się do wspólnego dobra. Kadzielnicę, używaną w czasie liturgii, przynieśli ci, którzy wychowali się pod okiem Matki Bożej Binczarowskiej i odważnie odpowiedzieli na dar powołania kapłańskiego czy zakonnego - to podziękowanie za księży sercanów oraz siostry dominikanki, które posługiwały w Binczarowej w trudnych czasach powojennych. Jubilaci obchodzący w tym roku 70. urodziny przynieśli pamiątkowy różaniec - ten sam, który 70 lat temu przywędrował do wsi razem z obrazem Matki Bożej Różańcowej z Krakowa. Młodzież przyniosła wreszcie kroniki parafialne - zapis życia mieszkańców wsi związanych z parafią, ale też świadectwo wierności Ewangelii tych pokoleń, które dały młodszym wzór życia wiarą. Liturgiczna Służba Ołtarza przyniosła na końcu chleb i wino, które za chwilę miały stać się Ciałem i Krwią Chrystusa.
Różnorodność jako atut
Dziś różnorodność korzeni, która przez dekady bywała źródłem tarć, stała się dla Binczarowej swoistym atutem. Podczas wydarzeń folklorystycznych mieszany rodowód mieszkańców, prezentowane zwyczaje przyniesione z Kąclowej, Ptaszkowej czy znad Rożnowa, są bardzo doceniane jako element tożsamości, włączenia różnych elementów do lokalnego folkloru, zgrabnego zaadaptowania różnych elementów, które dziś tworzą spójną panoramę kulturowego dziedzictwa.
Historia Europy Środkowo-Wschodniej, ściśnięta w jednej niewielkiej dolinie pod Grybowem, wciąż jednak szuka swojego zakończenia. Pokolenie, które kiedyś docierało się różnicami, zbudowało przez 75 lat prawdziwą, żywą, wspierającą się wspólnotę.