Razem idziemy do Boga

Beata i Jan Świątkowie od 18 lat należą do Domowego Kościoła. Są małżeństwem od 37 lat. Opowiadają o tym, dlaczego zdecydowali się wejść we wspólnotę, co im dała i dlaczego – ich zdaniem – warto dziś dawać ludziom szansę, by ją poznali.

Beata i Jan poznali się jako młodzi ludzie zaangażowani w duszpasterstwo młodzieży – Beata w swojej parafii, Jan w Ruchu Światło-Życie. Gdy wzięli ślub, na wspólnotowe zaangażowanie nie był to najlepszy czas. Nowa codzienność, obowiązki. – Pojawiła się na świecie trójka dzieci. Więc ta perspektywa jakość się rozsypywała – wspomina Beata. Dopiero gdy najstarsza córka szykowała się do pierwszej Komunii, małżonkowie poczuli, że chcą się w coś głębiej zaangażować. Nie bardzo jednak wiedzieli, w co.

– Wiedzieliśmy, że czegoś nam brakuje – mówi Beata. W 2008 roku w ich parafii odbyły się rekolekcje ewangelizacyjne. Postanowili spróbować, choć bez wielkich oczekiwań. – Nie byliśmy na początku przekonani, bo nie wiedzieliśmy, „z czym to się je” – przyznaje. Jan śmieje się dziś, że może to i dobrze, że wtedy niewiele wiedzieli. – Gdyby ktoś od razu powiedział: „obowiązki takie, wymagania takie”, to człowiek pewnie by się przestraszył. A tak: chcieliśmy pójść, spróbować, zobaczyć. I jak w to weszliśmy, stwierdziliśmy, że to jest dla nas – mówi.

To, co najbardziej przekonało Świątków do Domowego Kościoła, to nowy sposób patrzenia na małżeństwo – nie jako na dwie osoby idące osobnymi drogami duchowymi, ale jako na wspólną drogę do Boga. – To jest coś, co dla małżeństwa jest po prostu wspaniałe. Bo my, jako małżeństwo, możemy razem wzrastać, iść do Pana Boga. Nie tak, że ja mówię, że idę do przodu, pędzę duchowo, a mąż zostaje z tyłu, albo odwrotnie. Idziemy, ale razem, idziemy, ale w jednym tempie – tłumaczy Beata.

Przełomem był piętnastodniowy wyjazd na Oazę Rodzin. – To, co przez rok zbieraliśmy tutaj jako wiedzę, nowe doświadczenia, wtedy się w nas naprawdę ugruntowało. Zrozumieliśmy, że to jest właśnie to, czego szukaliśmy – mówi Beata. I dodaje bez wahania, że po latach oceniają to tak samo.

- Jesteśmy w miarę zgodni. 37 lat małżeństwa. To jest to, czego razem chcemy. Ale w każdym małżeństwie jest tak, że nie zawsze jest idealnie. Są rzeczy trudne, tylko w Domowym Kościele, my uczymy się je rozwiązywać, a nie tak, że jak jest źle, to każde idzie w swoją stronę – mówią.

Jan zwraca uwagę na coś, co jego zdaniem jest bolączką dzisiejszych związków: początkowe zauroczenie, kiedy „każdy się z każdym zgadza”, z czasem ustępuje miejsca różnicom, których ludzie – nie mając narzędzi, by je przepracować – po prostu nie próbują już rozwiązywać. – Ruch Światło-Życie i Domowy Kościół pomagają nam przezwyciężać trudności – mówi. Comiesięczne spotkania w kręgu, podzielone na etapy formacja, są okazją, by dzielić się życiem i wzajemnie się umacniać. – Często jest tak, że jakieś małżeństwo ma problem. Staramy się nie tyle dawać mądre rady, co po prostu trwać przy drugim małżeństwie. Nieraz nie trzeba wiele mówić – dodaje Jan.

Beata podkreśla, że tego, co daje Domowy Kościół, trudno znaleźć gdzie indziej. – Ludzie płacą miliony psychologom, żeby się wygadać. A ta wspólnota, ten krąg, tworzy takie zaufanie przez same spotkania. Można pójść, porozmawiać – mówi.

W kręgu Świątków normalna jest praktyka wzajemnej modlitwy w potrzebie. – Ktoś dzwoni: „słuchajcie, jest problem, mama chora” czy coś innego i już leci SMS, i podejmujemy za sbie modlitwę, w swoich intencjach, już jest wsparcie – opowiada Beata. Jan podkreśla, że w kręgu nikt nikogo nie ocenia. – Nikt krzywo nie patrzy. Nie ma ciosania kołków na głowie: „a co ty mówisz, człowieku”. Jest akceptacja – można się podzielić i iść dalej.

Pytani o to, jak dziś promować taką formę duszpasterstwa rodzin, oboje są zgodni: wielkie ogłoszenia i billboardy już nie działają, a hasła o wymaganiach – modlitwa, dialog, zaangażowanie – mogą wręcz odstraszyć, zanim ktoś w ogóle spróbuje. – Ludzie sami poznają tą wspólnotę wchodząc w kontakt z małżeństwami z Domowego Kościoła – mówi Beata. – I to jest chyba najlepsza droga na dzisiejsze czasy: droga „pantoflowa”, jeden przez drugiego.

Dla Beaty istotne jest, by małżonkowie mieli świadomość, że sakrament małżeństwa nie kończy się w dniu ślubu. – Ludzie mają czasem tak, że idą do ślubu, ślubują sobie, przed Bogiem, w towarzystwie kapłana, ale wychodzą z kościoła i życie prowadzą jakby byli w tym tylko we dwoje. Jakby nie było świadomości, że Pan Jezus jest z nimi cały czas, nie tylko w dniu ślubu. Trzeba tak układać swoje życie, żeby On w nim był – przekonuje. Beata dostrzega w tym szerszy problem. - Wiara gdzieś się zrobiła powierzchowna.

Świątkowie przez dwa lata byli parą pilotującą krąg młodych małżeństw w swojej parafii – ze stażem małżeńskim do pięciu lat. Zaczynało siedem par, formację kontynuuje pięć. – To było dla nas naprawdę budujące – mówi Jan. Beata dodaje, że doświadczenie to zweryfikowało ich własne przekonania. – Wydawało nam się, że już wszystko przeżyliśmy, wszystko wiemy. A jednak ta inna otwartość, inne spojrzenie młodych, to było coś wspaniałego. To nie jest tak, że my, starsi, tylko dajemy, a młodzi tylko od nas czerpią. My też czerpiemy od nich – mówi Beata. Jan nazywa to świadomością wzajemnego daru – podobnie jak w samym małżeństwie, gdzie mąż i żona muszą się nieustannie poznawać, zamiast iść każde w swoją stronę.

Pada też pytanie, dlaczego Domowy Kościół – mimo że istnieje od 1979 roku, gdy zapoczątkował go ks. Franciszek Blachnicki – wciąż pozostaje wspólnotą stosunkowo nieliczną. Jan zwraca uwagę na warunek wstępny: musi być zgoda obojga małżonków. – Nie da się zacząć, że żona pójdzie i będzie chodzić, a mąż nie, albo odwrotnie – mówi.

Jan podkreśla, że nie zna dziś innej wspólnoty, która pozwalałaby rozwijać się małżonkom razem, w typowej formacji małżeńskiej – nie tylko obok siebie. Beata dodaje, że owoce tej formacji obejmują nie tylko samych małżonków, ale i dzieci. Państwo Świątkowie mają trzech synów, dziś już z własnymi rodzinami. – To środowisko, w którym dzieci się wychowują, ma znaczenie. Dzieci obserwują, dokładnie widzą, jeżdżą na oazy, na Dni Wspólnoty, które odbywają się cztery razy w roku, przychodzą razem z rodzicami. To wszystko daje im doświadczenie tego, jak mogą być poukładane rodziny – mówi Jan. Takie doświadczenie jest bezcenne.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.