W południowej części Ołpin, 2 km od centrum wsi, z dala od zabudowań, w przysiółku Podlesie, jest miejsce, które kryje jedną z najbardziej dramatycznych, a zarazem najsłabiej znanych kart historii tej podkarpackiej wsi.
Jest to zbiorowa mogiła ponad 700 ofiar epidemii cholery i wielkiego głodu galicyjskiego z XIX wieku. 1 sierpnia to miejsce, wcześniej uporządkowane, oznaczone wielkim krzyżem oraz obeliskiem z pamiątkową tablicą, zostało uroczyście poświęcone.
Cmentarz choleryczny powstał w Ołpinach w 1831 roku, gdy do Galicji dotarła epidemia cholery – przywleczona, jak wynika z ustaleń historyków, przez uchodźców z zaboru rosyjskiego po wojnie polsko-rosyjskiej 1830–1831. Władze austriackie wydały wówczas rozporządzenie nakazujące wsiom zakładanie odrębnych miejsc pochówku w oddaleniu od zabudowań, dróg i cieków wodnych – żeby nie zanieczyszczać wody i ograniczyć rozprzestrzenianie się zarazy. Ciała grzebano w zbiorowych mogiłach, a granice cmentarza wysoko obwałowywano ziemią.
Historię cmentarza ołpińskiego opracował historyk Arkadiusz Bąk. W samych Ołpinach w 1831 roku na 175 zgonów (przy 77 urodzeniach) aż 85 osób zmarło na cholerę. Szczyt epidemii przypadł na 14 sierpnia, kiedy jednego dnia zmarło dziesięciu parafian. W księgach metrykalnych zachował się zapis o tragedii rodziny Jana i Anny Kuś – 20 września 1831 roku na cholerę zmarła trójka ich małych synów: dwuletni Jakub, czteroletni Paweł i sześcioletni Andrzej.
Cmentarz w Podlesiu nie był jednorazowym epizodem. Wykorzystywano go ponownie w kolejnych falach zarazy, przede wszystkim podczas wielkiego głodu galicyjskiego i towarzyszących mu epidemii tyfusu w latach 1847–1849, a potem jeszcze w czasie nawrotu cholery w 1855 roku.
Wieś, która nagle ubywała
Skalę tamtej katastrofy trudno dziś sobie wyobrazić. Jak opowiada Arkadiusz Bąk, który bada historię miejscowości, dane pochodzą z ksiąg zgonów, w których zapisywano przyczynę śmierci: „w wyniku pomoru, cholery czy dżumy”.
– Według informacji, które są w różnych publikacjach o naszej miejscowości, wynika, że tutaj jest ponad 700 osób pochowanych. Tylko z fali pomoru z lat 1847 do 1849. Do tego należałoby dodać dziesiątki dalszych ofiar innych fal zarazy – mówi Arkadiusz Bąk.
W kronice parafialnej Ołpin zachował się wstrząsający zapis ówczesnego proboszcza, który przyczyny klęski widział w karze Bożej: „Jako karę za popełnienie tak licznych i okropnych zbrodni zesłał Bóg głód i pomór na lud prosty. Od roku 1846 do roku 1849 zmarło w Ołpinach 708, w Olszynach 451”.
Najtragiczniejszy był rok 1847 – zmarło wtedy 437 osób, a urodziło się zaledwie 73. Skala zgonów była tak duża, że w pewnym momencie proboszcz w ogóle przestał wpisywać przyczynę śmierci do ksiąg.
– Z opracowań wynika, że w jednym roku urodziło się 60–70 osób, a 180 osób pochowano. Czyli wieś nagle ubywała dramatycznie – podkreśla Arkadiusz Bąk.
Przyczyną klęski z lat 1847–1849 był nie tylko nawrót cholery, ale przede wszystkim wielki głód galicyjski. Złożyły się na niego wyjątkowo mokre lata 1844–1845 – w 1845 roku deszcz padał przez ponad 200 dni – które zniszczyły zboże, a do tego zaraza ziemniaczana pozbawiła chłopów podstawowego pożywienia.
Choć liczby są ogromne, miejsce ich pochówku przez dziesięciolecia pozostawało zapomniane. Impuls do zmiany dała sama społeczność. – To była inicjatywa mieszkańców. Mieszkańcy wyszli z inicjatywą, żeby to po prostu uporządkować, bo to był obwałowany ziemnymi wałami zarośnięty zagajnik. Informowali nas, prosili o to. Minęło kilka lat, ale udało się to zrobić - wspomina Sylwester Bąk, radny gminy Szerzyny.
Ołpiny. Cmentarz Choleryczny. Psalm responsoryjny śpiewa Sylwester BąkDla wielu mieszkańców to nie tylko historia w ogóle, ale też poszukiwanie własnych korzeni. – Często wracamy w przeszłość, szukając swoich bliskich. Z rozmów wynikało, że ktoś nie wie, gdzie jest pochowana prababcia czy ktoś bliski. Były jakieś przekazy rodzinne. I być może właśnie tutaj te osoby są, bo my już nie znamy dokładnie historii rodzin sprzed tylu lat – mówi Arkadiusz Bąk.
Prace porządkowe polegały na wykarczowaniu terenu. Pierwotnie planowano postawić tam niewielki krzyż lub tablicę, jednak plany się rozrosły dzięki zaangażowaniu mieszkańców.
– Teren został wyczyszczony, wykarczowany. Potem powstała inicjatywa krzyża. Miał być mały krzyż albo tablica, ale przy okazji znaleźliśmy taki kamień u pana Pawła Mikruta. On zadeklarował, że przekaże ten kamień. A inicjatywa krzyża to pan Zbigniew Ryba, stolarz ołpiński – rozmawialiśmy, zaoferował drewno i wykonanie – relacjonuje Tadeusz Pyzik, sołtys Ołpin. Poświęcenia odnowionego miejsca dokonał ksiądz Janeczek. W homilii nawiązał do sytuacji, w jakiej znaleźli się pochowani tu ludzie – umierali masowo, w strachu, bez zwyczajnego pogrzebu.
– Jezus także był pochowany w „nie swoim” grobie. Poza miastem, jakby wyrzucony. To znaczy, że jest obrazem wszystkich ludzi wszystkich czasów, a szczególnie tych na wojnach, którzy nie mieli godziwego pogrzebu. Ci tutaj pochowani, ponad 700 osób, nie mieli pogrzebu. To nie był czas na pogrzeby. Pochówki były masowe, wrzucali wszystkich do jednego dołu, a wszystko to działo się daleko od kościoła, bo wszyscy bali się tej pandemii, tej cholery – mówił w kazaniu ks. Janeczek.
Duchowny odwołał się też do znacznie bliższego doświadczenia, które pomaga dziś zrozumieć tamten strach. – Mamy niewielkie doświadczenie tego samego z pandemii sprzed paru lat – jak niektóre pogrzeby wyglądały: folie, poza kościołem. Możemy sobie to wyobrazić. Ale wtedy nie było żadnych pogrzebów – zauważył ksiądz Janeczek.
W kazaniu podkreślił też, że poświęcenie miejsca to nie tylko gest wobec przeszłości, ale konkretna forma pamięci i modlitwy za konkretnych ludzi. – Pamiętajmy, że to nie są tylko ciała wrzucone w ziemię. To są dusze nieśmiertelne. Dobrze się stało, że ten teren został zauważony na nowo, poświęcony. Starajmy się, aby nasze wołanie do Boga im pomagało. Może niektórzy z was znają nazwiska tych, którzy tu są. To ważne, żebyśmy za nich się modlili – mówił.
Cmentarze choleryczne, jak ten w Ołpinach, przez dziesięciolecia pozostawały poza świadomością kolejnych pokoleń. Rodziny często nie miały jak odwiedzać grobów, bo podczas epidemii całe rody wymierały razem. Podobny los spotkał samą pamięć o wielkim głodzie i epidemiach połowy XIX wieku – wydarzenie to jest w polskiej historiografii wciąż w dużej mierze marginalizowane.
Dzięki inicjatywie mieszkańców Ołpin, wsparciu parafii i lokalnych rzemieślników, którzy bezinteresownie przekazali kamień i drewno na krzyż, ponad 700 ofiar epidemii sprzed niemal dwóch stuleci doczekało się wreszcie tego, czego nie miało w chwili śmierci – oznaczonego miejsca spoczynku i modlitwy. – To ważne, bo kto wie, czy za lat 50, może 100 lat ktokolwiek jeszcze wiedziałby, gdzie ten cmentarz choleryczny, miejsce pochówku, jest. Być może zatarłoby się w społecznej pamięci. Być może także zatarłaby się pamięć o ofiarach. Na szczęście udało się tę pamięć ocalić – mówi ks. Janeczek.