Łaskami słynący obraz Matki Bożej Zawadzkiej - skarb i duchowy majątek sanktuarium - po renowacji powrócił do sanktuarium.
Jak Mamy nie ma, to świata nie ma - mówi o półrocznej nieobecności cudownego obrazu Matki Bożej Zawadzkiej kustosz sanktuarium ks. Józef Książek. - To nasz skarb i duchowy majątek - dodaje wdzięczny wszystkim, którzy przyłożyli rękę do konserwacji obrazu, a została ona sfinansowana w dużej mierze z Rządowego Programu Odbudowy Zabytków (w ramach Polskiego Ładu). Zdobyte przez gminę dofinansowanie pozwoliło na uratowanie i zabezpieczenie tego bezcennego dziedzictwa kulturowego i religijnego.
Zobacz:
Niech nam błogosławi i sprzyja – z Synem swoim Zawadzka Maryja
W czasie lipcowego odpustu i sierpniowego nabożeństwa dróżek różańcowych można się było przekonać, że dla wielu ludzi Zawadzka Maryja jest Kimś więcej niż tylko historycznym zabytkiem, ale fundamentem, oparciem i umiłowaną Matką. Wzorem życia, czego dowodzi fakt, że tylko w ostatnich 50 latach szkaplerz w tym miejscu przyjęło ponad 12 tys. osób. Samo Bractwo Szkaplerza Świętego istnieje w zawadzkiej parafii od 1701 roku.
Obecna renowacja objęła także częściowo ołtarz główny sanktuarium oraz unikatowy, zabytkowy mechanizm odpowiedzialny za zasłanianie i odsłanianie obrazu. Serce tego mechanizmu stanowi pochodząca z 1937 r. pianola, która jest perfekcyjnie zsynchronizowana z ruchem zasłony i pod wpływem uderzeń specjalnych kołatek wygrywa melodię czterech pieśni.
Pianola znajdująca się za obrazem Matki Bożej Zawadzkiej. Jest uruchamiana mechanicznie, perfekcyjnie zsynchronizowana z ruchem zasłony i pod wpływem uderzeń specjalnych kołatek wygrywa melodię czterech pieśni. To majstersztyk rzemiosła z 1937 roku.
Beata Malec-Suwara /Foto Gość
- Choć trudno było dziś znaleźć kogoś, kto potrafiłby tę pianolę wyremontować i odnowić, i łatwiej byłoby ją wyrzucić, zamontować fanfary odpalane na pilota, to chcieliśmy ją ocalić i zachować. Jest przykładem rzemieślniczego kunsztu sprzed prawie 100 lat - zaznacza ks. Książek.
Konserwacja obrazu ujawniła, że obecny wizerunek najprawdopodobniej pochodzi z przełomu XVI i XVII wieku. Jak to jednak możliwe, skoro "pierwsza koronacja" obrazu miała miejsce już 18 września 1651 r., 375 lat temu? Co prawda, nie odbyła się na prawie papieskim (ta miała miejsce dopiero w 1920 r., a rekoronacja w 1924 r.), ale dokonał jej biskup krakowski Piotr Gembicki na podstawie zebranych zaprzysiężonych zeznań od 47 świadków o cudach otrzymanych za przyczyną Matki Bożej w Zawadzie. Wcześniej obraz przez wieki był własnością rodową Ligęzów. W tradycyjnym przekazie dotyczącym jego historii nie brak informacji o tym, że Ligęza zabrał go w 1410 r. na bitwę pod Grunwaldem. Jak to możliwe? O tym, jaką historię skrywa ten obraz pod płótnem i deską, piszemy w papierowym wydaniu "Gościa Tarnowskiego", który się ukazał na niedzielę 9 sierpnia. Można go kupić w parafiach diecezji tarnowskiej lub dzięki subskrypcji dostępny jest tutaj: