Właściwie kościół był gotowy do dedykacji, ostatecznego oddania go Bogu na własność, od pewnego czasu. Stało się to w końcu w 40-lecie erygowania parafii.
Anna Jurek i Katarzyna Cygnarowicz, obie ze Stróżnej, w czasie uroczystości dedykacji nakrywały ołtarz obrusem. Obie panie pamiętają czas, gdy w Stróżnej nie było jeszcze własnego kościoła. – Chodziliśmy do Bobowej, to jest pięć kilometrów – wspomina Anna Jurek. – Nawet na majówkę się szło. Jako dziecko, no to się leciało do Bobowej. Czasem było bliżej, jak się szło skrótami, ale dawniej to był pewien trud – mówi Anna Jurek. Dziś, jak mówią, wszystko wygląda inaczej. – Teraz wszystko się pozmieniało. Kiedyś były takie marzenia, żeby we wsi był kościół, szkoła i sklep. I tak się złożyło, że wszystkie trzy stoją obok siebie – dodaje Katarzyna Cygnarowicz.
Ten sam obraz opisuje proboszcz ks. Józef Uryga. – Kościół, szkoła i sklep w Stróżnej są dokładnie w centrum. Patrząc na prawo, na lewo, do przodu, do tyłu, to jest dokładnie takie geograficzne centrum Stróżnej – mówi. – Szkoła jest starsza od kościoła, sklep jest starszy od kościoła, kościół jest tą najmłodszą budowlą w tym centrum – tłumaczy.
Ukazanie relikwii św. Maksymiliana, które zostały umieszczone w mensie ołtarzowej.
Grzegorz Brożek /Foto Gość
Zanim jednak Stróżna doczekała się świątyni, przez lata była miejscowością, o której – jak mówią sami mieszkańcy – łatwo było zapomnieć. – Nie byliśmy niczyim oczkiem w głowie – mówi wprost Jan Ligęza, przewodniczący rady parafialnej. Ks. Józef Uryga potwierdza ten obraz. – Teraz może już nie widać, ale starsi wspominają, że w porównaniu do innych miejscowości tu była większa bieda. W innych miejscowościach było już dobrze, było już nieźle, a tutaj wciąż kamienista droga, błoto – mówi proboszcz. Powoli się ta wioska jakoś tak po wojnie, po tym czasie komunizmu dźwigała.
Stróżna. Dedykacja kościoła. Powitanie bp. Andrzeja Jeża przez przedstawicieli parafiiZmianę widać dziś gołym okiem, ale pamięć o tamtych latach wciąż jest żywa – i, jak przyznaje Jan Ligęza, nie wszystko idzie dziś z górki, łatwiej niż kiedyś. – Były trudne warunki, przyszły zmiany, otwarły się granice, młodzieży na pewno sporo nam wyjechało. Z tym, że ubywa ludności wszędzie, w minionym roku ubyło 100 osób. Mniej ludzi się rodzi. Z tym że akurat u nas, w zasadzie od 40 lat jest stabilna – mówi. – Było jak czytałem, 950 parafian w czasach, kiedy budowali kościół, i nadal jest w zasadzie tyle samo – mówi proboszcz. Z Bobowej księża przyjeżdżali na katechezę, która była po domach. Przy kapliczce przydrożnej sprawowali Mszę Świętą. Marzenie o własnej świątyni zaczęło się spełniać na początku lat 80. – W końcu Władysław Durałek był takim promotorem, że po wielu latach takiego trochę marazmu zebrał na nowo ludzi, zmobilizował i razem z księdzem Chrzanem, proboszczem z Bobowej, spełnili te formalności, że otrzymali zgodę na budowę kościoła, sali katechetycznej i później erygowanie parafii – opowiada ks. Józef Uryga.
Stróżna. Dedykacja kościoła. Słowo proboszcza ks. Józefa Urygi– Wybudowali to takim trybem gospodarczym, ale dość szybko postawili, bo w zasadzie stan surowy to był w ciągu trzech lat, od 83 do 86 – relacjonuje Józef Mucha, kościelny. Pamięta budowę z autopsji. – Zakasywaliśmy rękawy, mobilizacja stuprocentowa i praca. Przy laniu stropu trzy czy cztery doby praca szła non stop, bo były dwie betoniarki, mieszały beton i tylko ludzie się zmieniali – wspomina.
– Mężczyźni pracowali, a kobiety przez te lata gotowały obiady – mówi proboszcz. Najbardziej barwnie opisuje kuchnię w domu Muchów, gdzie żywiono budujących. – Dzień i noc w zasadzie kuchnia drżała od ognia, bo ogromne gary na tej kuchni stały, kobiety po kilka, po osiem, po dziesięć gotowały, obierały ziemniaki, znosiły produkty. – Podobno 3 kuchnie w czasie budowy rozleciały się i zostały zbudowane na nowo – opowiada ks. Uryga.

Historia budowy w Stróżnej to w dużej mierze historia tych samych rodzin, które do dziś służą parafii z pokolenia na pokolenie. Józef Mucha od lat jest kościelnym, jego syn Tomasz od dwóch lat jest szafarzem. – Jest nas teraz czterech szafarzy, dwóch od dwudziestu lat, dwóch nowych. Mamy chorych, raz więcej, raz mniej, ale służymy także jak umiemy – mówi syn Józefa Muchy.

Podobną ciągłość opisuje Jan Ligęza, mówiąc o swojej roli w radzie parafialnej. – Właściwie po śmierci taty, od 2005 czy 2006 roku, do tej pory, cały czas jestem w radzie parafialnej. Mam nadzieję, że staramy się godnie dzieło naszych matek i ojców kontynuować – mówi.
Gdyby nie jeden człowiek, twierdzi ks. Uryga, kościół w Stróżnej wyglądałby dziś zupełnie inaczej. – Gdyby nie ten świątobliwy kapłan, i bardzo hojny, to nasz kościół dalej byłby jednym z biedniejszych w dekanacie – mówi proboszcz o księdzu Józefie Gąsiorowskim, pochodzącym ze Stróżnej kapłanie, koledze szkolnym i przyjacielu Karola Wojtyły z czasów gimnazjum w Wadowicach. – Pod koniec swojego życia większość oszczędności przeznaczył na uposażenie kościoła. Dlatego z jego ofiar, z jego fundacji jest większość witraży w kościele, organy, ołtarze mozaikowe, które zaprojektował profesor Maciej Kauczyński z Krakowa. Ufundował też dzwony, chrzcielnicę, ambonę, nawet kostkę dookoła kościoła – wylicza ks. Uryga.
Stróżna. Dedykacja kościoła parafialnego. Kazanie bp. Andrzeja JeżaChoć kościół stał gotowy od dawna, na formalną konsekrację trzeba było czekać kolejne lata. – Ksiądz biskup ordynariusz, przesyłając mnie tutaj powiedział, że mam przeczytać dekret powizytacyjny i go realizować. Przeczytałem, a tam ksiądz biskup Leszek Leszkiewicz napisał, że kościół w zasadzie już jest gotowy do dedykacji. To było dziesięć lat temu, w 2016 roku – opowiada ks. Uryga. Potem przyszła pandemia, sprawa się odsunęła. – W końcu przyszedł właściwy czas – mówi proboszcz. Uroczystość dedykacji odbyła się 9 sierpnia. Data nie jest przypadkowa. – Ksiądz biskup Jerzy Ablewicz dwudziestego czwartego lipca podpisał dokument o powstaniu parafii, parę dni później został zamianowany proboszczem tutaj ksiądz Antoni Bochenek. Ta uroczystość jest w 40-lecie, niemal co do dnia – podkreśla ks. Uryga.
W ołtarzu, który ufundował ksiądz Gąsiorowski, złożone zostaną dziś relikwie świętego Maksymiliana Kolbego, patrona parafii. – Jesienią w tamtym roku ojciec Kazimierz przywiózł je z Niepokalanowa, z certyfikatami, z potwierdzeniem autentyczności. Bo po św. Maksymilianie niewiele materialnego zostało – mówi ks. Uryga.
W homilii wygłoszonej podczas uroczystości biskup Andrzej Jeż nawiązał do biblijnej historii patriarchy Jakuba, który zasnąwszy w miejscu zwanym później Betel, ujrzał we śnie drabinę sięgającą nieba i po przebudzeniu wypowiedział słowa: „Prawdziwie jest to dom Boga i brama do nieba”. – Te słowa trafnie oddają istotę tego, czym jest kościół. To dom Boży i brama do nieba – mówił biskup.
Podziękowania dla proboszcza.
Grzegorz Brożek /Foto Gość
Nawiązując do historii budowy świątyń w czasach komunizmu, biskup przypomniał, że w połowie lat 80. w całej Polsce budowano jednocześnie około 900 kościołów. Wspominał też własne doświadczenie z parafii w Mościcach, gdzie z czasów budowy kościoła w latach stalinowskich jest jedno znaczące zdjęcie. – Jest taka scena, ksiądz proboszcz stoi, a mała dziewczynka, może siedmio-, ośmioletnia, podaje mu cegłę. Bardzo wymowne zdjęcie. Tę małą dziewczynkę później spotkałem już jako dorosłą parafiankę. Właśnie to jest ten obraz, że wszyscy budowaliśmy tę świątynię – mówił biskup, zwracając się do parafian ze Stróżnej. – Możecie z dumą powiedzieć, że to rzeczywiście nasz kościół, wzniesiony naszymi rękami – dodał.
Podkreślił, że budowanie kościoła oznacza nie tylko wznoszenie murów, ale także świadectwo wiary, znak wielkoduszności i współpracy wielu osób dla osiągnięcia jednego celu. – Trzeba, żebyśmy uważali je rzeczywiście za nasze i byśmy czuli się za nie odpowiedzialni. Bo to w nich i przez nie toczy się nasza osobista historia zbawienia. Ufamy, że to wielkie dziedzictwo pomoże nam przekazać wytrwale skarb wiary następnym pokoleniom. Cieszę się, że są tutaj dzieci, młodzież w różnych grupach zaangażowani, że młodzi rodzice przyprowadzają dzieci, wprowadzają w rzeczywistość wiary – zauważył biskup tarnowski.

Kaznodzieja przypomniał, że patron parafii, święty Maksymilian Kolbe, pisał, że każdemu z ludzi wyznaczył Bóg jakieś określone posłannictwo na tym świecie i stworzył najodpowiedniejsze warunki do wypełnienia tego posłannictwa. – Gorąco życzę wam, żebyście wszyscy czuli się zaproszeni do uczestnictwa w życiu waszej parafii, byście na miarę swoich możliwości angażowali się i pracowali dla jej dobra. Byście byli maksymalistami jak święty Maksymilian Maria Kolbe. Trzymajmy się na tej drodze pewników, to znaczy Chrystusa, Eucharystii, całej prawdy zawartej w Ewangelii. Trzymajmy się Matki Bożej i uświęconej przez wieki tradycji Kościoła. Umacniajmy się we wzajemnej wierze – apelował biskup.