W piątek 21 sierpnia, krótko przed godz. 18, Kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Podolu-Górowej wypełnił się ludźmi, których złączył na początku Różaniec, a później modlitwy do św. Andrzeja Boboli, którego relikwie zostały wystawione na ołtarzu głównym, a feretron postawiono na ołtarzu bocznym.
Mszy św. przewodniczył ks. proboszcz Janusz Miłkowski, zachęcając uczestników liturgii do modlitwy w intencji ojczyzny, a także poległych w jej obronie, za wstawiennictwem św. Andrzeja Boboli. Po Mszy św. przewodniczył nabożeństwu do Miłosierdzia Bożego, modląc się m.in. za uzależnionych od alkoholu i osoby zaangażowane w apostolstwo trzeźwości.
Posłuchaj słowa Eugeniusza Dąbrowskiego:
Podole. Słowo Eugeniusza DąbrowskiegoGość Tarnowski
Eucharystia była pierwszym punktem modlitewnego wieczoru, a kolejnym była Droga Krzyżowa w plenerze. Organizatorzy, czyli męska wspólnota św. Józefa w parafii w Podolu, po raz kolejny postawili przed sobą wymagające zadanie.
Trasa wędrówki wiodła spod kościoła w Podolu przez Glinik, Przydonicę, Bukowiec, aż na Jamną. To 20 km w poziomie i ponad 400 metrów przewyższeń. Około północy uczestnicy modlitwy dotarli na Jamną, gdzie modlili się jeszcze przed Najświętszym Sakramentem w Kościele pw. Matki Bożej Niezawodnej Nadziei.
Tradycja wędrowania z Podola na Jamną z modlitwą w intencji trzeźwości trwa już od prawie dekady, choć - jak podkreśla Marek Sznajder ze wspólnoty św. Józefa - organizatorzy nie skupiają się na statystykach. Od początku też trasa Drogi Krzyżowej jest taka sama i nigdy nie rezygnowano z niej na rzecz łatwiejszej do pokonania.
Podole. Modlitwa w intencji trzeźwościGość Tarnowski
- Nasza ojczyzna, ale też nasze lokalne społeczności mają problem z osobami uzależnionymi, z rodzinami, które cierpią z tego powodu, ze skutkami społecznymi, jakie wywołuje alkoholizm. Ta choroba niszczy ludzi, więzi małżeńskie i rodzinne. Jest jak rak, który toczy nasze społeczeństwo i czasem, takie mam przekonanie, może pomóc tylko modlitwa, bo wszystkie inne, ludzkie sposoby, już zawiodły - mówi pan Marek.
Podolska Droga Krzyżowa w intencji trzeźwości różni się od podobnych jej inicjatyw w diecezji przede wszystkim brakiem świadectw wygłaszanych przez uczestników w czasie wędrówki. Wypełnia ją za to modlitwa pasyjna i różańcowa, cisza i zmaganie się z własnymi słabościami przy pokonywaniu kolejnych kilometrów i wzniesień.
Organizatorzy zapraszają osoby uzależnione, ale - jak przyznaje pan Marek - jest z tym bardzo trudno. Przede wszystkim dlatego, że nie potrafią one stanąć w prawdzie i przyznać, że mają poważny problem, a po drugie - często nie mają już fizycznych sił, by przejść taką drogę.
Dlatego niejako za nich i w ich intencji trud wędrówki podejmują ci, którzy ze spożywaniem alkoholu nie mają problemu, a nawet podjęli decyzję o dobrowolnej abstynencji.
- Ja przyznam się, pracując na Śląsku, nie wylewałem za kołnierz. Po pracy, z kolegami, czasem się coś wypiło. Później, kiedy wróciłem do wsi, alkohol był czymś, co tworzyło męską wspólnotę sąsiedzką, w której pomagało się innym w pracy za przysłowiową flaszkę. Po pewnym czasie zauważyłem, że robi się niebezpiecznie, że moje dobre samopoczucie po napiciu się nie przekłada się na podobne samopoczucie mojej żony i całej rodziny. Przyszedł nawet taki moment, że człowiek sobie uświadomił, że brnie w zło. Jestem Bogu wdzięczny za to, że dał mi łaskę zrozumienia, w jakim jestem niebezpieczeństwie. Otrzymałem dar rachunku sumienia, dzięki któremu zobaczyłem swój grzech i to, co on robi ze mną. Przeżyłem 15 lat temu wielkie doświadczenie, które zakończyło się spowiedzią, żalem za grzechy, łzami, ale też decyzją, by odtąd już nie brać do ust alkoholu. Czuję się z tym dobrze, wiem też, że mogę ofiarować tę abstynencję za innych, którzy popadli w nałóg - opowiada pan Marek.
Marek Sznajder zauważa, że alkoholizm to poważny problem społeczny.
ks. Zbigniew Wielgosz /Foto Gość
Podejmując życie w trzeźwości, potracił większość z dawnych znajomych, ale zyskał nowych, którzy pomagają mu trwać w wewnętrznej wolności.
Jednym z nich jest Mirek z Mościc, należący do wspólnoty Mężczyzn św. Józefa w tamtejszej parafii. On również nie miał problemu z alkoholem… - Ale kiedy szedłem w góry, bo bardzo lubię wędrować, zawsze brałem ze sobą parę piw, kupowanych często po Mszy św. w sklepie przed wyjazdem na szlak - zaczyna opowieść mężczyzna.
Kilka lat temu usłyszał w kościele zaproszenie na „Męski Exodus” z Tarnowa do Zabawy, do sanktuarium bł. Karoliny. Ówczesny proboszcz ks. Artur Ważny zniechęcał wszystkich mężczyzn, którzy chcieli potraktować tę wędrówkę jako spacer. Mirek jednak z taką myślą poszedł, nie wiedząc, że nocna wędrówka zmieni jego życie.
Pan Mirek opowiada o swojej drodze do wolności...
ks. Zbigniew Wielgosz /Foto Gość
- W góry, oprócz piwa, zacząłem wtedy zabierać różaniec, i po jakimś czasie okazało się, że tylko go noszę, a nawet nie potrafiłem się nim na początku modlić. Po piwie zostało tylko wspomnienie. Dzisiaj wędruje i modlę się, zabieram ze sobą nie tylko różaniec, ale i książeczkę z rozważaniami, które pomagają mi w medytacji podczas odpoczynku na szlaku. Od pamiętnego Exodusu zmagałem się ze sobą cały rok, a w przemianie pomogła mi bł. Karolina, która tak mnie zachwyciła swoją świętością, wolnością, czystością i odwagą, że wziąłem ją sobie za wzór - opowiada mężczyzna.
Wziął udział w drugim Exodusie, na który poszedł już z inną świadomością. Nie pije od 11 maja 2020 roku. Pamięta nawet dokładną godzinę powzięcia i ogłoszenia decyzji o dobrowolnej abstynencji (19.00). Dzięki współpracy z łaską Boża i pracy nad sobą stał się bardziej spokojny i łagodny. - Cały czas czuję, że ogarnia mnie miłość Boża. Dzięki niej mogę dzisiaj solidaryzować się z podobnymi sobie mężczyznami, mogę pomagać modlitwą i swoją determinacją tym, którzy poddali się niewoli nałogu - dodaje Mirek.
W nocnej wędrówce o trzeźwość wzięli udział nie tylko parafianie z Podola i nie tylko sami mężczyźni. Przyjechali na modlitwę przedstawiciele apostolstwa trzeźwości z Tarnowa, Mościc, Marcinkowic i Skrzyszowa.









