W 1813 roku wezbrana woda Dunajca miała przynieść do Łętowic drewnianą figurę świętego Jana Nepomucena - i tak, jak głosi ustne podanie, zaczęła się historia miejsca, które dziś świętuje 75-lecie parafii i 30. rocznicę konsekracji kościoła.
Zanim w Łętowicach stanął jakikolwiek kościół, była woda. Ustne podanie, przekazywane w parafii z pokolenia na pokolenie, głosi, że w 1813 roku wielka powódź na Dunajcu przyniosła do wsi drewnianą figurę świętego Jana Nepomucena. Nikt dziś nie potrafi powiedzieć, skąd dokładnie przypłynęła ani czyich rąk dzieło stanowiła. Wiadomo tylko, że mieszkańcy nie potraktowali tego jako przypadku. Figurę zatrzymano, otoczono czcią, a z czasem uczyniono z niej zalążek miejsca kultu, które przez ponad dwa stulecia będzie się w Łętowicach nieustannie rozrastać.
W 1864 roku zbudowano dla niej drewnianą kaplicę. Ówczesny proboszcz parafii w Wojniczu, ksiądz Józef Rozner - bo Łętowice należały wtedy jeszcze do starożytnej parafii wojnickiej - złożył w niej relikwie świętego Jana Nepomucena i nadał kaplicy tytuł „Maryi Łaskawej”. Od czasu do czasu odprawiano tam Msze św. To był dopiero początek drogi, u której kresu - a właściwie u kolejnego, wciąż otwartego etapu - stoi dziś świątynia obchodząca w 2026 roku jubileusz 30-lecia konsekracji (w 75-lecie istnienia parafii).
Łętowice. 75-lecie parafii, 30. rocznica konsekracji kościoła. Słowo proboszcza ks. Jerzego MarszałkaHistoria obecnego, murowanego kościoła zaczyna się jednak nie w Łętowicach, tylko w Krakowie. 22 czerwca 1983 roku, podczas swojej pielgrzymki do ojczyzny, Jan Paweł II poświęcił na krakowskich błoniach kamień węgielny przeznaczony dla przyszłej świątyni w Łętowicach. Zaszczyt przewiezienia go do wsi nad Dunajcem przypadł Stanisławowi Krzosowi, członkowi miejscowego Komitetu Parafialnego. Kamień czekał potem jeszcze kilka lat. Zanim mógł trafić w fundamenty, trzeba było odzyskać grunt, na którym miał stanąć nowy kościół. Ziemię tę ofiarował parafii jeszcze w 1951 roku właściciel miejscowego dworu, Jan Padło, jednak rok później przejęło ją państwo - Państwowy Fundusz Ziemi. Odzyskano ją dopiero w sierpniu 1986 roku, po czym ruszyło zbieranie ofiar od parafian na budowę nowej świątyni. 23 stycznia 1988 roku naczelnik gminy Wierzchosławice, w oparciu o pozwolenie wojewody tarnowskiego, wydał zgodę na budowę. Miesiąc później, w lutym 1988 roku, przystąpiono do prac.
Kamień węgielny, poświęcony przez papieża pięć lat wcześniej, wmurował ostatecznie w fundamenty 21 maja 1989 roku biskup Józef Gucwa - ten sam, który siedem lat później dokona konsekracji gotowej już świątyni.
Łętowice. 75-lecie parafii. Powitanie biskupa przez Irenę i Józefa Kawów.O samej budowie, prowadzonej w realiach schyłkowego PRL-u, pamięta dziś Władysław Pabian, kościelny w Łętowicach - funkcję tę pełni od trzydziestu lat, a we wsi mieszka od urodzenia. Wspomina, że prace szły w tempie, które dziś trudno sobie wyobrazić, biorąc pod uwagę ówczesne braki materiałowe. - Cementu się dowoziło, taki baniak stał tam przy drodze, pompowali, a potem workowali. Zalewanie fundamentów wszystko było z betoniarek, nie z tych gruszek co teraz - opowiada kościelny.
Cały proces - od pozwolenia na budowę po gotowy, konsekrowany kościół - zamknął się w niespełna dziewięciu latach, co jak na tamte czasy i tamte możliwości było tempem imponującym. - Spieszyliśmy się - podsumowuje krótko Władysław Pabian.
W trakcie samej budowy, 24 lipca 1988 roku, we wznoszonych dopiero murach kościoła i prezbiterium doszło do wydarzenia, które dziś łatwo umknąć mogłoby uwadze: brat Wojciech Golonka, drugi w historii parafianin z Łętowic wstępujący do zakonu, złożył tam wieczyste śluby zakonne w Zgromadzeniu Braci Szkół Chrześcijańskich. Kościół jeszcze nie stał, a już rodził powołania. Bo była żywa wspólnota.
2 czerwca 1996 roku biskup Józef Gucwa dokonał konsekracji nowej świątyni w Łętowicach pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Stary, drewniano-murowany kościółek, wzniesiony jeszcze w latach 20. XX wieku, przestał pełnić swoją dotychczasową funkcję - choć, jak przypominała podczas tegorocznych uroczystości jubileuszowych Irena Kawa, witająca biskupa, to właśnie przy nim „do 1996 roku toczyło się życie religijne” całej parafii.
Łętowice. 75-lecie parafii, kazanie bp. Andrzeja Jeża.Trzydzieści lat po konsekracji, podczas jubileuszowej Eucharystii w Łętowicach, biskup Andrzej Jeż wracał myślami do miejsca, z którym łączy go osobista historia. - Przypominam sobie stary kościół, kościółek, gdzie głosiłem kazania pasyjne wiele, wiele lat temu, kiedy byłem wikariuszem w Wierzchosławicach. Potem ten nowy kościół był w trakcie budowy. Zawsze, gdy przejeżdżam przez Łętowice, mam świadomość bliskości z wami wszystkimi - mówił biskup.
W homilii nawiązał też do korzeni sięgających czasów, gdy Łętowice były jeszcze częścią parafii wojnickiej, i do pokolenia dziadków, które siedemdziesiąt pięć lat temu zakładało tu samodzielną parafię. - Ten Chrystus, który przychodził do pokolenia naszych dziadków, gdy tworzono parafię 75 lat temu, jeszcze wcześniej, gdy należeliśmy do starożytnej parafii Wojnicz - mówił bp Jeż, dodając, że to wciąż ten sam Chrystus przychodzi dziś i będzie przychodził do kolejnych pokoleń.
Znaczną część kazania biskup poświęcił kryzysowi powołań kapłańskich i zakonnych, mówiąc wprost o starzejącym się duchowieństwie diecezji tarnowskiej i gwałtownie malejącej liczbie zawieranych małżeństw. Na tym tle historia samych Łętowic wybrzmiewa szczególnie mocno. Ta niewielka, licząca dziś jak liczy Edward Rożek nieco ponad 400 numerów parafia wydała w ciągu kilkunastu powojennych lat czterech duchownych.
Jako pierwszy, w 1980 roku, w Kalwarii Zebrzydowskiej święcenia kapłańskie otrzymał ojciec Marian Solak - pierwszy w historii wsi Łętowianin, który wstąpił do kapłaństwa. Sześć lat po nim, w 1988 roku, złożył śluby zakonne wspomniany już brat Wojciech Golonka. W 1991 roku, w katedrze wrocławskiej, święcenia kapłańskie przyjął diakon Sylwester Kawa - trzeci już parafianin z Łętowic idący tą drogą. Rok później, w Sanktuarium Matki Bożej w Tuchowie, święcenia otrzymał czwarty Łętowianin, ojciec Henryk Sitko ze Zgromadzenia Ojców Redemptorystów.
Cztery powołania z jednej, niewielkiej parafii w ciągu dwunastu lat - to liczba, która w kontekście dzisiejszych obaw brzmi jak cichy, ale wyraźny kontrapunkt.
Dziś parafia w Łętowicach liczy, jak szacują członkowie miejscowej Akcji Katolickiej Małgorzata Zawada i Edward Rożek, około półtora tysiąca wiernych. Podczas jubileuszowej Mszy św., witając biskupa Andrzeja Jeża w imieniu całej wspólnoty, Irena Kawa przypomniała, czym naprawdę jest dla parafian kościół, w którym się dziś modlą.
- Ten nowy kościół, w którym dziś się modlimy, to nie tylko mury z cegły i nowoczesna architektura. To przede wszystkim znak naszej wiary, wspólnego trudu, licznych wyrzeczeń oraz modlitwy wielu naszych parafian - mówiła Kawa.
Prosiła też biskupa o błogosławieństwo, „aby ta nasza parafialna świątynia była zawsze dla nas wszystkich bezpiecznym portem, miejscem spotkania z żywym Bogiem i źródłem siły na każdy dzień”. Takim zdaje się jest, biorąc pod uwagę silną Akcję Katolicką, działające pięknie Rycerstwo Niepokalanej, grupę biblijną, które nie tylko zainteresowane są własną formacją, ale służą innym, całej wspólnocie.
Sam biskup Jeż, kończąc jubileuszową homilię, zwrócił się do parafian ze słowami dziękczynienia i życzenia. - Świętując jubileusz naszej parafii, dziękując Bogu za ten kościół parafialny, żywimy wiarę i nadzieję, że w naszej parafii stale będzie rosnąć jej duchowa żywotność, że będzie wydawać dobre i trwałe owoce w postaci świętości rodzin, wszystkich parafian - mówił.
- Dziś wspominamy tych wszystkich, którzy przez minione dziesięciolecia budowali i tworzyli naszą parafię: kapłanów, którzy pracowali tutaj, księży proboszczów - księdza Bronisława Huka, księdza Bronisława Kaję - oraz fundatorów, budowniczych, a także wszystkich naszych parafian i ludzi dobrej woli, którzy przyczynili się do powstania tego domu Bożego - mówił ks. Jerzy Marszałek, proboszcz parafii.
Kamień poświęcony przez Jana Pawła II na krakowskich błoniach leży dziś w ścianach kościoła. Nikt już nie pamięta dokładnie, jak wyglądała drewniana figura świętego Jana Nepomucena, którą ponad dwieście lat temu przyniosła do wsi wezbrana woda Dunajca. A jednak to właśnie te dwa niewidoczne dziś punkty - legenda sprzed dwóch wieków i papieski kamień sprzed czterdziestu trzech lat - spinają klamrą historię, którą tego jubileuszowego lata przypominał parafianom biskup Andrzej Jeż. Między wodą, która przyniosła świętego, a kamieniem, który przywiózł ksiądz, zmieściło się siedemdziesiąt pięć lat istnienia parafii, trzydzieści lat od konsekracji świątyni i cztery powołania kapłańskie, które - jak można by rzec, parafrazując słowa samego biskupa o Kościele jako żywej świątyni - są może najtrwalszym pomnikiem tego miejsca.