Piknik odbył się w ramach 19. Weekendu z Zabytkami Powiatu Bocheńskiego. Ale pod warstwą jarmarku, pokazów jazdy konnej i tańców dworskich kryła się historia dużo starsza niż sam kościół. Od południa można było zwiedzać kościół, dzwonnicę i muzeum parafialne, z oprowadzaniem o 12.00 i 15.00. Grupy rekonstrukcyjne Fortis Corda i Per Saecula rozbiły obozowisko – była średniowieczna zielarka, dworska szafa, arsenał polowy, warsztat kaletniczy, a o 14.00 pokaz i nauka tańców dworskich. Obok jarmark średniowieczny: ceramika, wyroby z gliny, gipsu i szkła, stoisko pszczelarskie, przetwory regionalne z Malinowej Manufaktury, warsztaty rękodzielnicze – ceramiczne, plastyczne, szydełkarskie, bibułkarskie. Całość dofinansowana przez Województwo Małopolskie i Powiat Bocheński.
Danuta Niemiec i ks. Jerzy Bulsa reprezentują organizatorów wydarzenia: parafię i Stowarzyszenie Artystyczna Dolina Raby.
Grzegorz Brożek /Foto Gość
Zanim w Chełmie stanął jakikolwiek kościół, ludzie mieszkali tu już prawie trzy i pół tysiąca lat. Jak tłumaczy archeolog Iwona Samek, teren dzisiejszego grodziska był zasiedlony trwale już w neolicie, około 1400 roku przed Chrystusem – zamieszkiwała go społeczność należąca do kręgu lędzielsko-polgarskiego oraz kultury ceramiki sznurowej. Świadczą o tym odnalezione fragmenty naczyń i krzemienia. To jednak dopiero początek długiej historii poszukiwań. Pierwsze naukowe badania prowadził tu Włodzimierz Demetrykiewicz już w latach od 1908 do1909 i potwierdził istnienie osady neolitycznej. Późniejsze prace Gabriela Leńczyka nie odsłoniły reliktów wałów obronnych, ale badacz wywnioskował ich istnienie z samego ukształtowania terenu – uznał, że charakter obronny miejsca musiał oznaczać niegdyś istniejący gród, choć ślady wałów zniszczyły wieki upraw rolnych. W latach 60. XX wieku Maria Cabalska z Uniwersytetu Jagiellońskiego odnalazła między innymi grób 60-letniej kobiety i kolejne zabytki neolityczne – ale wałów wciąż nie było.
Chełm. O historii i odkryciach opowiada Iwona Samek.Gość Tarnowski
Dopiero w 2016 roku badania Jacka Poleskiego z UJ przyniosły przełom: odkryto pozostałości dwóch wałów grodziska – głównego, przy dzisiejszej kapliczce, i drugiego, po zachodniej stronie. Wały pochodzą z wczesnego średniowiecza, choć – jak zastrzega Samek – ich dokładna chronologia wciąż nie jest ostatecznie ustalona. Według informacji Muzeum Archeologicznego w Krakowie gród mógł funkcjonować od około V wieku naszej ery. – Jeżeli weźmiemy pod uwagę zabytki ziemi bocheńskiej, to jest jedyne osadnictwo, które od epoki kamienia aż do samego późnego średniowiecza ma ciągłość osadniczą – mówi Iwona Samek. – Mamy tu wszystkie fazy osadnicze wszystkich kultur, które były na terenie Małopolski – dodaje.
To zdanie tłumaczy zresztą, dlaczego w tym akurat miejscu, kilkaset lat później, stanął kościół i klasztor. Z zapisów historycznych, podań Jana Długosza i Rocznika Miechowskiego wynika, że zanim przyszli tu Bożogrobcy, istniał już drewniany kościół grodowy pod wezwaniem świętego Jana Chrzciciela, wraz z przykościelnym cmentarzem. Badania sondażowe Leńczyka potwierdziły w tym miejscu znaleziska monet z czasów Trajana i Antonina Piusa. Kościół ten przetrwał do 1412 roku, kiedy to prepozyt miechowski Mikołaj z Radomska wybudował na jego miejscu drugą, także drewnianą świątynię.
Iwona Samek zwraca uwagę na jeszcze jeden, mniej oczywisty trop: wezwania świętego Jana Chrzciciela nadawano niegdyś przede wszystkim miejscom dawnego kultu pogańskiego – jakby dla „wypędzenia” starych bóstw z terenu. Sama badaczka zastrzega, że to temat sporny wśród historyków i nie chce w niego wchodzić – pewne pozostaje dla niej istnienie wcześniejszego kościoła grodowego, potwierdzone przez źródła pisane. Dodaje też, że teren samego kościoła i domniemanego cmentarza nigdy nie doczekał się właściwych badań wykopaliskowych – tylko sondażowych – więc odpowiedzi na wiele pytań wciąż mogą czekać pod ziemią.
Kiedy w 1170 roku – jak przypomina Danuta Niemiec, była szefowa ośrodka kultury gminy Bochnia, dziś wiceprezes Stowarzyszenia Artystyczna Dolina Raby, która od lat bada dzieje parafii – do Chełma przybyli kanonicy Grobu Bożego, nie zaczynali od zera. – Bożogrobcy przychodzą, można powiedzieć kolokwialnie, „na gotowe” – zauważa Iwona Samek. – Mamy tu już osadę, mamy gród obronny – dodaje.
Chełm. O II Pikniku u Bożogrobców opowiada Danuta Niemiec.Gość Tarnowski
Fundacja, jaką otrzymali od Mikory – krewnego Jaksy z Miechowa, który siedem lat wcześniej, w 1163 roku, sprowadził bożogrobców do Miechowa – była, jak podkreśla Danuta Niemiec, „bardzo hojna jak na ówczesne czasy”: oprócz kościoła kanonicy dostali dziesięcinę, prawo do targu, karczmę i źródło solne w pobliskich Nieszkowicach Małych. Dzięki takim darowiznom w ciągu stu lat od sprowadzenia do Polski zakon posiadał już cztery kościoły, trzydzieści pięć miejscowości i trzy źródła solne.
Do 1420 roku parafia w Chełmie podlegała zwierzchnictwu miechowskiemu, a później przeszła pod opiekę krakowskiego konwentu świętej Jadwigi – ze szpitalem, parafią szpitalną i seminarium – skąd odtąd najczęściej przychodzili kolejni tutejsi proboszczowie.
Sam zakon ma rodowód sięgający wypraw krzyżowych: w 1099 roku Gotfryd de Bouillon powołał dwudziestu kanoników regularnych Stróżów Bożego Grobu Jerozolimskiego, którzy mieli opiekować się odbudowanym Grobem Chrystusa, prowadzić szpital i hospicjum dla pielgrzymów. Równolegle powstał też zakon rycerski do obrony i wsparcia kanoników – ten przetrwał zresztą do dziś jako Zakon Rycerski Grobu Bożego, z prowincją krakowską na czele z prof. Ewą Gurbą i protektoratem kardynała Kazimierza Nycza z ramienia papieża. Samych kanoników, czyli osób duchownych, już nie ma, ale w Europie wciąż istnieją nieliczne wspólnoty kanoniczek: w hiszpańskiej Saragossie, w Belgii i Wielkiej Brytanii.
To właśnie bożogrobcy przynieśli do Polski tradycję budowania Grobu Pańskiego na czas Wielkanocy. W kościołach, które prowadzili, funkcjonowała stała kaplica Grobu Pańskiego, otwarta – jak w Chełmie – przez cały rok. Ślady tej tradycji przetrwały do dziś: pod koniec XVIII wieku miejscowy proboszcz sprowadził z Wiednia drogi, kunsztowny Grób Pański i ustawił go przy głównym ołtarzu.
Dla proboszcza Chełma, księdza Jerzego Bulsy, tegoroczny piknik miał szczególny wymiar – odbywał się w rok po jubileuszu 200 lecia konsekracji kościoła, co – jak mówi – zadecydowało o bogatszej formule spotkania w ramach Weekendu z Zabytkami. Pierwsza edycja, w zeszłym roku, zaskoczyła organizatorów frekwencją. – Byłem bardzo zaskoczony, ale i zadowolony, że nasza świątynia, tradycja bożogrobców, historia Chełmu interesuje tak wielu nie tylko miejscowych, ale też ludzi z zewnątrz.
Parafia liczy dziś około 1200 osób, a proboszcz przyznaje, że codzienność pracy z historią wcale nie jest sielanką. Dla proboszcza atrakcyjność Chełma to nie tylko dziedzictwo bożogrobców, ale też fakt, że parafia wciąż jest wspólnotą – ludzie wracają na piknik rok po roku, także ci, którzy już tu nie mieszkają na stałe. – Chełm jest mało znany, raczej jako parafia z tą całą tradycją dziedzictwa bożogrobców – mówi. – Ale ci, którzy tu przyjeżdżają, poznają historię, która jest naprawdę głęboka - dodaje. Nie bez znaczenia dla frekwencji był też sam teren i pogoda – grupy rekonstrukcyjne, przestrzeń dla dzieci, atmosfera jarmarku.
Napięcie między głębią czasu a jednym wrześniowym popołudniem było prawdziwym tematem tegorocznego pikniku. Z jednej strony – neolityczna osada sprzed czterech tysięcy lat, wczesnośredniowieczny gród, drewniany kościół grodowy, zakon krzyżowców z Jerozolimy. Z drugiej – zapach regionalnych przetworów, pokaz jazdy, dzieci przy warsztatach szydełkowania i ksiądz proboszcz z parafii liczącej dziś nieco ponad tysiąc dusz, który po prostu chce, żeby ludzie wracali do Chełma. Nie tylko raz w roku.









