Uroczystość odbyła się 2 września po Mszy św., w czasie której kandydaci do bierzmowania złożyli deklarację woli przystąpienia do tego sakramentu. Drzewko pochodzi z akcji „Po owocach ich poznacie”, którą Województwo Podkarpackie zainaugurowało 11 września 2023 roku, dzień po beatyfikacji Ulmów. W tym roku to trzecia edycja akcji. Jabłonki z Arboretum w Bolestraszycach trafiają do szkół i instytucji, a sad pamięci rozrasta się także poza Podkarpaciem. Po straszęcińskie drzewko do Rzeszowa pojechała dzień wcześniej czteroosobowa delegacja: proboszcz ks. Bogusław Czech, prezes parafialnego KSM Klaudia Ciołek, skarbnik Kacper Rzepecki i Antoni Moskal.
– Kiedy słyszycie słowo błogosławiony albo święty, pewnie macie przed oczami postacie z dawnych czasów, wieków. Może takie, które są wymalowane tutaj nad relikwiami, z poważnymi minami na obrazach. Ale Józef Ulma, o którym dzisiaj mówimy, użyję tego słowa młodzieżowego, był gościem, z którym na pewno znaleźlibyście wspólny język – mówił w kazaniu do młodych szczególnie ks. Bogusław Czech.
Józef założył hodowlę jedwabników, sam skonstruował maszynę, która wykorzystywała siłę wiatru do wytwarzania prądu, robił tysiące zdjęć rodzinie i znajomym. – Jedno z tych zdjęć będzie artystycznie przedstawione na takim muralu. Jutro zaczniemy malować na starej kotłowni – zapowiada proboszcz.
O jabłoni mówi tak
– Największą miłością obok rodziny była ziemia, sadownictwo. Józef był mistrzem w szczepieniu drzew owocowych. I znał się na tym jak mało kto. Wiedział, że z małej dzikiej sadzonki można zrobić drzewo, które będzie rodzić najsłodsze jabłka na świecie. Wystarczy zaszczepić na niej szlachetną gałązkę i dobrze o nią zadbać – przypomina.
Taki obraz długości 12 metrów powstanie na ścianie dawnej kotłowni, zaraz za jabłonią.
Grzegorz Brożek /Foto Gość
Jabłonkę odebraną w Rzeszowie proboszcz łączy bezpośrednio z Józefem. – Ta młoda jabłonka pochodzi bezpośrednio od tych drzew, które kilkadziesiąt lat temu na Podkarpaciu pielęgnował własnymi rękami Józef Ulma – mówi. Słowa Ewangelii, które towarzyszą akcji, tłumaczy młodzieży na jej język.
– Po owocach poznasz, czy ktoś jest autentyczny, czy to tylko fake. W internecie, na TikToku, Instagramie każdy może nałożyć filtr. I można wrzucić idealną fotkę, dopisać mądry cytat, udawać kogoś, kim się nie jest. Ale w realnym świecie filtry nie działają. I to, kim naprawdę jesteś, widać po twoich owocach. Po tym, jak traktujesz młodszego brata, siostrę, co mówisz za plecami kumpla z ławki, czy potrafisz stanąć w obronie kogoś, z kogo wszyscy się śmieją. Józef i Wiktoria Ulmowie nie mieli kont na mediach społecznościowych, ale ich życie było w stu procentach autentyczne. Byli głęboko wszczepieni w Boga – mówi ks. Czech.
Straszęcin. Ks. Bogusława Czecha.Gość Tarnowski
Opisuje dom Ulmów w Markowej
– W ich domu w Markowej leżała na stole i była często czytana Biblia. A niektóre fragmenty nawet podkreślono na czerwono, szczególnie jeden. Opowieść o miłosiernym Samarytaninie, czyli o kimś, kto nie przeszedł obojętnie obok człowieka w potrzebie – mówi.
– Jesteście w siódmej i ósmej klasie. Przed wami za chwilę ważne egzaminy. Nie tylko przed bierzmowaniem, ale wybór szkół średnich, decyzje, które zaczną mocno wpływać na waszą przyszłość. Ulmowie też stanęli przed egzaminem, najtrudniejszym z możliwych. W czasie II wojny światowej, kiedy za pomoc Żydom groziła natychmiastowa śmierć, w ich domu stanął nie jeden człowiek, ale kilkoro. Właściwie dwie rodziny szukające ratunku – przypomina proboszcz.
– Ich serca, i ojca, i matki, i tych dzieci, zaszczepione miłością Boga, wydawały inny owoc. Ulmowie przyjęli ich pod swój dach. Zrobili taką kryjówkę na strychu. Ukrywali się tam prawie siedem miesięcy. Dzielili się chlebem, ryzykowali wszystkim. A w marcu 1944 roku zapłacili za to najwyższą cenę. Niemcy, hitlerowcy zamordowali całą rodzinę, w tym siedmioro dzieci. Ktoś po prostu doniósł – mówi.
– I to drzewo ich ziemskiego życia zostało brutalnie ścięte. Ale zło nie wygrało. Owoce ich miłości przetrwały – dodaje.
Przypomina też jabłonkę posadzoną dwa lata temu
To było w jednej z miejscowości, która wcześniej wzięła udział w akcji. – Zasadzona jabłoń wydała już owoce. Dziewięć jabłek czerwonych. Tyle, ile liczyła rodzina Ulmów. Też pewien znak. Może i na naszym drzewku tak będzie – mówi ks. Czech.
Parafialne KSM ma za sobą pięć lat działalności.
– Otrzymaliśmy jako Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży działające przy parafii Straszęcin ten zaszczyt, że możemy tę tradycję, bo to już trzecia edycja akcji, promować i w naszej parafii, i w naszym środowisku – mówi Antoni Moskal z KSM.
– Co tydzień w piątki spotykamy się wspólnie grupą około 30-40 młodych ludzi, którzy oczywiście często się zmieniają, bo ludzie przychodzą, wychodzą na studia. Myślę, że wszyscy spotykamy się, aby pogłębiać naszą wiarę, aby chwalić Boga i choćby poznawać postacie naszych świętych patronów, czy choćby teraz szczególnie błogosławioną rodzinę Ulmów – dodaje.
O Ulmach członkowie KSM rozmawiali już wcześniej na spotkaniach.
– Słyszeliśmy o nich, podziwiamy i chcemy naśladować – mówi Antoni Moskal.
Głos zabiera też Klaudia Ciołek z KSM.
– To była zwykła rodzina, która mieszkała na Podkarpaciu. Oni nam pokazują, że każdy z nas też może pomagać. I na szczęście żyjemy aktualnie w takich czasach, że nie musimy oddawać życia za ukrywanie innych ludzi, ale myślę, że to może się pojawiać choćby w mniejszych rzeczach, choćby w pomocy bliźnim – mówi.
Kazanie proboszcz kończy pytaniami, na które młodzież odpowiedziała deklaracją
– Niech ona, ta jabłonka, będzie dla was żywym wyzwaniem. Kiedy na nią spojrzycie, zadajcie sobie pytania. Na te pytania odpowiecie zaraz tą deklaracją. W co wpuszczam swoje korzenie? Skąd czerpię wartości? Jakie owoce rodzi moje życie? Czy ludzie wokół mnie czują się przy mnie bezpiecznie? Czy raczej ranię ich słowem, obojętnością? – mówi.
– Nie bądźcie więc w życiu dzikimi krzakami, które rodzą kwaśne, nikomu niepotrzebne owoce. Pozwólcie zaszczepić się Jezusowi w was miłością, jaką mieli Ulmowie – mówi ks. Czech.









