U przydonickiej Zielarki

xzw

|

Gość Tarnowski 30/2012

publikacja 26.07.2012 00:00

Tak w poetyckiej litanii nazwał Maryję ks. Jan Twardowski. A miejscowi parafianie przygotowali dla Niej nową świątynię, nie zaniedbując starej.

Przydonica ukrywa się między wzgórzami, podobnie i modrzewiowy kościół z 1527 roku. Jedna z pereł drewnianego budownictwa sakralnego, z piękną polichromią, ołtarzami bocznymi i głównym, w którym króluje Matka Boża Przydonicka, pamiętająca czasy Jana III Sobieskiego. – W kościele trwa właśnie generalna renowacja. Otrzymaliśmy dotacje na jego odnowienie. Dzięki wsparciu Urzędu Marszałkowskiego i Ministerstwa Kultury oraz parafian udało się już wymienić dach, pokryć go gontem, a także wykonać nowe oszalowanie. Obecnie renowatorzy przenieśli się do środka, gdzie odnawiają ołtarz główny, a także polichromię. Prace wewnątrz potrwają do końca października tego roku – mówi ks. Janusz Szczypka, proboszcz i kustosz sanktuarium.

Atak dywanowy

Drewniany kościółek nie mieści jednak wszystkich parafian i pielgrzymów. Dlatego powstała idea budowy nowej świątyni. A parafia jest niewielka, liczy 1400 osób. Mimo to stanął kościół, w którym mieszkańcy Przydonicy mieszczą się naraz. – Budowa trwa 14 lat. Pomagały nam parafie patronackie i te, gdzie głosiłem rekolekcje czy kazania, ale cały wysiłek spoczął jednak na moich parafianach, przed którymi chylę czoło – podkreśla ks. Szczypka. Ludzie przepracowali tysiące godzin społecznie, podzieleni na grupy liczące po 10 rodzin. Każda z nich przychodziła na budowę 5 do 6 razy, od 7.00 do 18.00. – Ewenementem było lanie stropu. Inżynier wyliczył, że robota potrwa 3 dni i 2 noce bez przerwy. Zaprosiłem do pracy wszystkich – mężczyzn na budowę, kobiety do pomocy w kuchni, młodych i starszych do modlitwy. Taki atak dywanowy. I co? Robota zaczęta o 6.00 modlitwą i biciem w dzwony skończyła się o 3.00 w nocy następnego dnia! Ja to, że niewielu udało się tak wiele, traktuję jako jeden z cudów Matki Bożej. Miałem też przypadek, że nie było z czego zapłacić ludziom za pracę. I przed dniem wypłaty pojawia się człowiek, który ofiarował akurat tyle, ile potrzebowałem. Czy to nie kolejna łaska? Zresztą budowę kościoła traktuję też jako wotum za ocalenie życia. Bo podczas brutalnego napadu na plebanię modliłem się głośno o pomoc Maryi z Przydonicy i bandyci zostali w tym i następnych dniach złapani – opowiada ksiądz proboszcz. – Do drobnych prac przychodziła także starsza młodzież, a wiele okolicznych firm wspomagało nas specjalistycznym sprzętem. Budowa trwała też na płaszczyźnie ducha, bo w jej intencji modlili się ludzie, w tym członkowie Żywego Różańca.

Papieski kamień

I w ten sposób powstała nowa świątynia. Plac pod nią poświęcił bp Piotr Bednarczyk, kamień węgielny – Jan Paweł II w Krośnie, a wmurował go bp Wiktor Skworc, który również dokonał poświęcenia kościoła w 2011 roku. Sam zresztą często tu pielgrzymował pieszo. – Odprawiamy tu Msze od października ubiegłego roku. W kościele jest posadzka, ściany są otynkowane, są chrzcielnica, ołtarz, ambona, tabernakulum, stacje drogi krzyżowej, sedilla dla księży i służby liturgicznej, część ławek, piękne konfesjonały, wyposażenie dwóch zakrystii, nagłośnienie. Wokół świątyni zrobiono szeroki pas procesyjny. W planach mamy ołtarze boczne, wystrój głównej ściany prezbiterium, organy, odpowiedni parking... Trzeba podkreślić, że dużo z tego, co wymieniłem, fundowali ludzie – mówi ks. Szczypka. Choć niż demograficzny dotknął także Przydonicę, kościół sanktuaryjny nie będzie pusty. – Powstał przecież dla pielgrzymów, którzy tłumnie przychodzą na odpusty, ale też bywa, że przyjeżdżają prywatnie, modląc się nawet pod zamkniętymi już drzwiami świątyni – dodaje kustosz, zapraszając do nawiedzenia Przydonickiej Pani.