Gratiosa, czyli łaskawa

Grzegorz Brożek

|

Gość Tarnowski 36/2012

publikacja 06.09.2012 00:00

Parafia Zasów to cztery wioski leżące w trzech gminach – całe szczęście, że na terenie jednego tylko województwa – i jedna taka Matka Boża.

– W ciągu minionych lat wysiłkiem parafian udało się odnowić całą świątynię – mówi ks. Krzysztof Pietras – W ciągu minionych lat wysiłkiem parafian udało się odnowić całą świątynię – mówi ks. Krzysztof Pietras
Grzegorz Brożek

Wzasowskiej świątyni jest w sumie siedem ołtarzy. Niemal w każdym jest obraz. Na kilku przedstawiona jest Maryja, ale Matka Boża Zasowska znajduje się tylko na jednym. Stoi skromnie z prawej strony, w transepcie południowym kościoła.


Złota era


Zasów, zarówno jako parafia, jak i miejscowość, ma imponującą historię. Powstał w XIII wieku na skraju Puszczy Sandomierskiej. Od 1364 roku parafia należała do dekanatu dębickiego, zwanego leśnym, bo jego mieszkańcy zajęli tereny dopiero co wydarte puszczy. – Parafia była kiedyś niezwykle rozległa. Sięgała aż po dzisiejszą trasę E-4. Do niej także należała Jastrząbka. Byłoby z tego niemałe księstwo – mówi ks. Krzysztof Pietras, proboszcz zasowski.
Niegdyś Zasów należał do Zawiszy Czarnego z Garbowa, potem do możnej rodziny Tarnowskich, później przechodził z rąk do rąk.