Matka, nie tylko chorych

Grzegorz Brożek

|

Gość Tarnowski 48/2013

dodane 28.11.2013 00:00

Bazylika w Limanowej stoi w samym rynku. Historia sanktuarium, jednego z trzech największych maryjnych ośrodków w diecezji, zaczyna się jednak kilometr dalej.

Pieta miała powstać w XIV wieku na Śląsku Pieta miała powstać w XIV wieku na Śląsku
Grzegorz Brożek /GN

Achacy Jordan zbudował kościół drewniany w swych dobrach i założył parafię w Limanowej. Był rok 1513. To była pierwsza świątynia, którą dziś moglibyśmy nazwać kościołem sanktuaryjnym.

Węgierski ślad

A zaczęła się historia limanowskiego sanktuarium w sąsiedniej Mordarce. Jakimś zrządzeniem losu trafiła tam metrowej wysokości, wyrzeźbiona w drewnie figura Maryi, trzymającej na kolanach ciało Syna zdjęte z krzyża. Mówi się, że tę figurę jakiś wędrowiec, prawdopodobnie z Węgier, przyniósł i umieścił około 1545 roku w wydrążonej lipie w Mordarce. Madziarski ślad wiązałby się z działaniami reformacji na ziemi węgierskiej. Naukowcy, w tym prof. Józef Dutkiewicz, są jednak zdania, że rzeźba przybyła ze Śląska, a wykonano ją już w latach 1300–1370.

Zaraz po przybyciu Matka Boża Bolesna została otoczona nie tylko uwagą, ale i kultem miejscowych. Specjalnie dla tej figury w Mordarce została wybudowana kaplica w 1668 roku. Sto lat później proboszcz limanowski decyduje się przenieść rzeźbę do kościoła parafialnego, w którym znajduje się już w 1769 roku w czasie pożaru, który trawi całe miasto. Rzeźbę udaje się uratować. Umieszczono ją w drugim, też drewnianym limanowskim kościele, a po wzniesieniu obecnej bazyliki wyeksponowano ją w głównym ołtarzu.

Ona was obroni

– Charakterystyczny był od początku stale wzrastający kult limanowskiej Piety, zwieńczony podjętymi po II wojnie światowej staraniami o koronację Matki Bożej – mówi ks. dr Wiesław Piotrowski, proboszcz i kustosz limanowski. A powodów, by to uczynić, było mnóstwo. Przede wszystkim księgi i kroniki odnotowywały tysiące łask, jakich doznali tu wierni przez wstawiennictwo limanowskiej Matki Bożej Bolesnej. Jakich? Przede wszystkim odzyskanie zdrowia duszy i ciała. Księgi sanktuaryjne pokazują, że w ciągu 20 lat odnotowano dokładnie 800 przypadków, że wierni otrzymywali, za wstawiennictwem Maryi Limanowskiej to, o co prosili. Sile Matki Bolesnej dziwili się już żołnierze w czasie I wojny światowej, kiedy artyleria ostrzeliwała wybudowaną właśnie wysoką świątynię i kule ani razu nie trafiły w obiekt. – Pani we mgle zasłaniała nam kościół – mówili ponoć wojacy. Kiedy wracali do domów, pokazywali wizerunek Maryi, mówiąc: „Nie bójcie się, ta Pani was obroni”.

Płaszcz opieki

Dziś sanktuarium maryjne w Limnowej żyje cały rok. Rynek limanowski jest centralnym miejscem regionu. – Matka Boża pokazuje jednak nie na siebie, a wskazuje na Syna, na Jezusa, dlatego nasze maryjne sanktuarium ma pasyjno-eucharystyczny charakter – mówi ks. Piotrowski. Codziennie w bazylice jest 7 Mszy św. (w niedziele 8), trwa wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu. Codziennie wierni dwa razy odmawiają Różaniec, o 15. każdego dnia jest Koronka, zawsze jak przychodzą pielgrzymi, odprawiają „Drogę Siedmiu Boleści Maryi”. – W każdy piątek rano o 8.00 są nabożeństwa dla chorych i cierpiących. Kilka razy w roku brakuje nam miejsca w bazylice. To miejsce ludzie cierpiący upodobali sobie szczególnie – dodaje kustosz. Bo znając cierpliwość i matczyną miłość, z nadzieją garną się pod płaszcz Jej opieki.