Sprawujcie mi się dobrze!

Ks. Zbigniew Wielgosz

dodane 09.04.2014 09:09

16 czerwca mija 20. rocznica pobytu Jana Pawła II w Starym Sączu. Kto nie mógł spać w klasztorze św. Kingi? O czym myślał bp Skworc? Co gotowała dla Papieża s. Gaudencja? Przypominamy kulisy tej wizyty.

Jan Paweł II w Starym Sączu Jan Paweł II w Starym Sączu
Archiwum Diecezjalne w Tarnowie

Relikwiarz św. Kingi   Relikwiarz św. Kingi
Ks. Zbigniew Wielgosz /GN
Ponad siedemset lat matka Kinga ze starosądeckiego klasztoru klarysek czekała na kanonizację. W 1999 roku Papież Polak ogłosił Kingę świętą na starosądeckich błoniach, niedaleko jej grobu. Świadectwo jej świętości, mimo upływu tylu wieków, nie utraciło blasku

Święci przyciągają świętych

Następczyni św. Kingi na urzędzie ksieni, s. Teresa Izworska, nie mogła spać pamiętnej nocy z 15 na 16 czerwca 1999 roku. Za nią i siostrami miesiące przygotowań na przyjazd Jana Pawła II. A to przysposobienie kaplicy, refektarza, gdzie miał być obiad. To znowu stworzenie specjalnych pokoi dla Ojca św. – Jeden musiał być reprezentacyjny, gdzie Jan Paweł II miał przyjmować gości. Drugi dla wypoczynku. Trzeci dla abp. Stanisława Dziwisza – wspomina matka Teresa. Oprócz tego meble. Wyższy o 10 centymetrów stół do jadalni, tak samo wyższe łóżko i fotel do pokoju wypoczynkowego. 15 czerwca, podczas próby na ołtarzu papieskim, siostry dowiedziały się, że papież nie odprawiał Mszy na krakowskich Błoniach. Zachorował. Więc lęk i niepewność, czy będzie mógł przyjechać do Starego Sącza. – Mimo wszystko miałyśmy wielką wiarę, że nas odwiedzi – wyznaje matka Teresa. Ludzie zresztą całą noc się o to modlili, czuwając przy papieskim ołtarzu. Siostry również. – Na uroczystość kanonizacji wyszło nas 20. Pierwszy raz od 700 lat w takiej liczbie. To było dla nas wielkie wydarzenie, niezapomniane jak I Komunia święta czy śluby zakonne. Kiedy Ojciec święty powiedział, że święci żyją świętymi, to pomyślałam, że święci przyciągają świętych. Stąd Jan Paweł II w Starym Sączu – opowiada ksieni.

Św. Kinga   Św. Kinga
Ks. Zbigniew Wielgosz /GN
Dobrze poszło!

Niespokojną noc miał również bp tarnowski Wiktor Skworc, gospodarz uroczystości. Nocował w klasztorze klarysek, ale również nie mógł spać. Wiedział o dolegliwościach papieża. Niepokoiła go też pogoda, która brzydła coraz bardziej, zasnuwając niebo chmurami, z których strugami lał się deszcz. Rano, 16 czerwca, dowiedział się jednak, że Ojciec św. przyjedzie. Że samochodem, bo pułap chmur był zbyt niski dla helikoptera. Istotnie, kolumna czarnych samochodów wyruszyła rankiem z Krakowa wioząc Jana Pawła II do Starego Sącza. Jechali przez Limanową, gdzie papież zatrzymał się przed bazyliką MB Bolesnej, której figurę niegdyś koronował. W Starym Sączu wszystko czekało na Ojca św. Ołtarz, goście i ponad milion pielgrzymów. No i winda na zapleczu ołtarza, która miała wywieźć Jana Pawła II na jego poziom. – Okazało się jednak, że winda mogła pomieścić tylko trzy osoby i dlatego, jako gospodarz uroczystości, zobowiązany do towarzyszenia Ojcu Świętemu, zostałem przeszkolony w obsłudze windy. Należało ją uruchomić specjalną dźwignią, co kilka razy przećwiczyłem – wspomina z uśmiechem bp Wiktor Skworc. Po serdecznym powitaniu w Starym Sączu i ubraniu szat liturgicznych Ojciec święty, abp Dziwisz i bp Skworc weszli do windy.  – Nie bez emocji ją uruchomiłem. Winda powoli ruszyła i szczęśliwie dotarliśmy na poziom ołtarza, gdzie blisko milionowa rzesza wiernych, także ze Słowacji i Węgier, zgotowała Janowi Pawłowi II serdeczną owację, a ja witając wyraziłem radość z tego, że papież jest z nami, że wrócił do zdrowia – opowiada ksiądz biskup. Po Eucharystii i pożegnaniu z całą Sądecczyzną i diecezją tarnowską Jan Paweł II znów wszedł do windy. – Wtedy już można było żartować, więc powiedziałem, iż nie przypuszczałem, że będę kiedyś obsługiwał papieską winę. Ojciec Święty uśmiechając się powiedział – „dobrze poszło, na szóstkę” – dodaje bp Skworc.

Siostra Gaudencja   Siostra Gaudencja
Ks. Zbigniew Wielgosz /GN
Jelonek w marynacie

Po Mszy papież udał się na obiad i odpoczynek do klasztoru klarysek. W pięknym gotyckim refektarzu zgromadziło się 160. gości. Szefem kuchni była siostra Gaudencja Motyka, józefitka. – Na gotowanie zgodziłam się chyba bardziej z ciekawości i możliwości, że zobaczę ojca świętego, niż z samego faktu gotowania. Wcześniej musiała być akceptacja menu przez biskupa. Sama je przygotowałam, biskup troszkę zmienił – wspomina s. Gaudencja. Miała dwa dni na przygotowanie obiadu. W pierwszy dzień – pieczenie ciast: sernika, szarlotki, bakaliowca ze śliwkami. Klaryski również chciały się wypiec, więc drożdżówka i półkruche gwiazdki, o cytrynowym smaku, z cukrową posypką. – Te właśnie spróbował ojciec św. – cieszy się matka Teresa, klaryska. Zaś drugiego dnia…  Pstrągi na ciepło, sznycelki mielone z szynką i ananasem, grzanką z pomidorem; łosoś wędzony na sałacie z owocami; canelloni; zupa pomidorowa czysta i grzanki z serem. – Mieliśmy jelonka ze swojskiego chowu, zamarynowałyśmy go w ostatniej chwili, i z niego były polędwiczki. Zrobiłyśmy też roladę ze szpinakiem, bitki cielęce z pomidorem i mozarellą. Do tego ziemniaki z ziołami, bukiet jarzyn i sałat. Wreszcie owoce w pucharkach, zimne napoje i ciasta. – Czekałyśmy, co Jan Paweł II zje. Trzeba było mu kroić, bo już nie dawał rady i ja kroiłam. Zjadł jelonka, z czego bardzo się cieszyłam. Gdy Ojciec św. przechodził, czekałyśmy w szpalerze na błogosławieństwo, dosyć był w humorze, ale i bardzo zmęczony – wspomina s. Gaudencja. Lekarz watykański powiedział potem, że było smacznie, ładnie i dietetycznie. 

Papieskie ciastka   Papieskie ciastka
Ks. Zbigniew Wielgosz /GN
Radość nasza była ogromna

Po obiedzie papież udał się na spoczynek, choć – jak mówił abp Dziwisz – spędził ten czas raczej na modlitwie. Przed wyjazdem spotkał się jeszcze z klaryskami w kaplicy św. Kingi. Była modlitwa i błogosławieństwo. – Podarowałyśmy mu relikwie naszej świętej matki Kingi.  A na odchodnym Jan Paweł II powiedział nam: „Sprawujcie mi się dobrze!”. Te słowa umieściłyśmy na tabliczce przy ołtarzu w naszej kaplicy, żeby pamiętać i starać się odpowiadać na papieskie wezwanie – wspomina ksieni Teresa. Kiedy papież odjechał ze Starego Sącza, w klasztorze świętej już Kingi odbyła się wielka rekreacja sióstr klarysek, które przyjechały na uroczystość z całej Polski i zagranicy. – Radość nasza była tak ogromna, że tej nocy również nie mogłyśmy spać – śmieje się matka Teresa. Co dziś zostało z tej radości? Ołtarz, jedyny w Polsce, który został zachowany w nienaruszonym stanie. Dom rekolekcyjny „Opoka”, należący do Centrum Pielgrzymowania im. Jana Pawła II w Starym Sączu, obok papieskiego ołtarza. Diecezjalne święto rodziny w trzecią niedzielę czerwca, na które biskup tarnowski zaprasza świadków świętości Jana Pawła II. Papieskie półkruche ciastka, których można spróbować w starosądeckiej „Opoce”. I piosenka, którą zna cała Polska: „Wszystkiego dobrego! Życzymy, życzymy. I zdrowia, i szczęścia, i błogosławieństwa. Przez ręce Maryi…” Zostało coś jeszcze. Naglące wezwanie Ojca św. „Uczyńcie trzecie tysiąclecie erą ludzi świętych!”.