Ona dużo może

Grzegorz Brożek

|

Gość Tarnowski 29/2014

dodane 17.07.2014 00:00

W okolicy Brzeska mawia się, że w maju chodzi się do Szczepanowa, w październiku do Porąbki Uszewskiej. Dokąd chodzi się w lipcu?

:Jadowniki Podgórne.  5 lipca. Procesja parafialna  na Bocheniec :Jadowniki Podgórne. 5 lipca. Procesja parafialna na Bocheniec
zdjęcia Grzegorz Brożek /Foto Gość

To oczywiste. Na Bocheniec. To najwyższe wzniesienie w okolicy (394 m n.p.m.). Stąd rozciąga się ładny widok na okolicę Kotliny Sandomierskiej.

Amator historii

Właśnie to położenie sprawiło, że 1300 lat temu nasi przodkowie zlokalizowali tu jedno z większych grodzisk w państwie Wiślan. Do dziś widać z jednej strony wysokie, kiedyś sięgające 10 metrów wały. „Splot rozmaitych okoliczności sprawił, że dotychczas nie prowadzono tu poważniejszych prac wykopaliskowych” – z żalem pisał kiedyś znany tarnowski archeolog Jerzy Okoński. Mogłyby poszerzyć naszą wiedzę być może także o początkach chrześcijaństwa na naszych ziemiach.

„Tak jak wiele innych, gród powstał w VIII lub początkach IX wieku. Wiedzieć też należy, że założono go w miejscu, które ponad tysiąc lat wcześniej zajmowała osada należąca do kultury łużyckiej z końca epoki brązu i wczesnej epoki żelaza” – pisze historyk Andrzej Krupiński. Do dziś, będąc na Bocheńcu, nie można nie zauważyć, że tu mówią wieki. Bez wątpienia zatem wzgórze jest świetnym miejscem zarówno dla miłośnika historii, jak i amatora rozciągających się stąd pięknych widoków.

Konie na górze

Ukontentowani będą także ci, którzy szukają przygody, w której prawda miesza się z fikcją i pozostawia pole do działania wyobraźni. Dziś bowiem na Bocheńcu, od 1596 roku, za sprawą Grzegorza Lubowieckiego stoi kościółek św. Anny. Do parafialnego w Jadownikach Podgórnych, położonego – jak sama nazwa wskazuje – u stóp wzgórza, jest parę kilometrów. Na dole stał kiedyś drewniany kościółek. – Mieszkańcy postanowili wspólnymi siłami zbudować kościół większy i z kamienia – opowiada Władysław Okas w swojej monografii wsi. Materiał złożyli na właściwym miejscu, jednak zdziwili się niepomiernie, kiedy rano znaleźli go na szczycie góry. Działo się tak kilka razy. „Aż do chwili, gdy wracający z pola nocą rolnicy zauważyli, iż na miejscu składowania materiałów stoi zaprzęg z parą śnieżnobiałych koni, a jakaś świetlista postać przenosi olbrzymie głazy na owy tajemniczy zaprzęg. Uznano to za znak z nieba i postawili kościół na górze Bocheniec” – tłumaczy autor monografii. Kłócili się jednak o patrona, kiedy wytrysnęło obok źródło (jest do dziś, uważane przez ludzi za cudowne) i pojawiała się postać, w której rozpoznali św. Annę. Do niej dziś chodzą.

Dwie matule

– Wędrówki na Bocheniec urządzamy regularnie przynajmniej raz w miesiącu od kwietnia do października. W Wielkim Poście Akcja Katolicka prowadzi na górę nabożeństwo Drogi Krzyżowej, w październiku odprawiamy nabożeństwo różańcowe, a w sylwestra modlimy się przed północą w kościółku, a potem palimy ognisko, śpiewamy kolędy – opowiada ks. Tadeusz Górka, proboszcz parafii. Edward Przeklasa pamięta, jak w lipcu, na św. Anny, której wspomnienie wypada w 24. dzień tego miesiąca, zewsząd ciągnęły pielgrzymki. – Nie było takich dróg, jak teraz, to skrótami, ścieżkami ciągnęli ludzie na tę górę, do św. Anny – mówi. Ostatnia parafialna pielgrzymka na Bocheniec z Jadownik odbyła się 5 lipca. – Chodzę od dawna, choć ostatnio dokucza mi noga – tłumaczy sędziwy Kazimierz Bujak z Maszkienic. Mówi o sobie, że ma dwie matule. Jednej, ziemskiej, zawdzięcza własne życie. Drugiej, niebieskiej Matce Bożej, zawdzięcza życie żony. – Chodzę, żeby podziękować. To trochę też naśladowanie naszej matki Maryi, bo ona sama także szła w góry, do św. Elżbiety, niosła Jezusa – objaśnia. A że na Bocheńcu mieszka nie Maryja, a św. Anna? – To jest przecież matka Maryi, babcia Jezusa. Ona też dużo może – jest przekonany K. Bujak.