Abstynencja z posadzki kościoła

Grzegorz Brożek Grzegorz Brożek

dodane 12.07.2019 11:30

W niemal dwa tygodnie przemierzają 430 kilometrów prosząc o trzeźwość w narodzie i wynagradzają za grzechy pijaństwa.

Abstynencja z posadzki kościoła Wyjście z gościnnych progów szkoły w Ociece, gdzie pielgrzymi zostali solidnie nakarmieni. Grzegorz Brożek /Foto Gość

Przez diecezję tarnowską, tylko przez dwie parafie, Ocieka i Ostrów, przeszła 11 lipca XXXV. Piesza Pielgrzymka Młodzieży o Trzeźwość Narodu Polskiego. Pielgrzymka wychodzi z Warszawy, od grobu kard Stefana Wyszyńskiego a zmierza do Miejsca Piastowego, do grobu bł. Bronisława Markiewicza, założyciela michalitów, patrona apostolstwa trzeźwości.

- Pielgrzymka jest spotkaniem z Bogiem. Wołamy do miłosiernego Boga o trzeźwość w naszej ojczyźnie, naszych rodzinach i parafiach. Swoją pokutą i wysiłkiem chcemy wynagradzać za grzech pijaństwa - mówi ks. Maksymilian Michcik, michalita, kierownik pielgrzymki. Z Warszawy pieszo wędruje 110 osób.

Patrycja Lubera z Kobyłki i Klaudia Górska ze Słupna mają po 20 lat. - Alkohol czy inne używki wśród młodych ludzi są w zasadzie normą. Spotkania towarzyskie niestety nie mogą się odbyć, jak nie będzie alkoholu, który rozluźnia atmosferę. Tymczasem świetnie da się każde spotkanie przeżyć bez używek, ale do końca same nie byłyśmy do tego przekonane zanim nie zaczęłyśmy kilka lat temu chodzić na te pielgrzymki - opowiadają.

Wysiłek młodych ludzi owocuje. - Wielu z nas, uczestników dźwiga osobiste doświadczenia związane z alkoholizmem, czasem ktoś w rodzinie cierpi z tego powodu.. Młodzi biorą te intencje, ofiarują trud, czasem cierpienie i to działa. Nie zawsze tam, gdzie byśmy chcieli, gdzie sobie wymyśliliśmy, ale tam gdzie Bóg chce tego użyć - mówi ks. Maksymilian.

Zbigniew jest dziś kierowcą busa towarzyszącego pielgrzymce. - Kilkanaście lat temu pracodawca chciał użyczyć michalitom pojazdu i wysłał mnie, bym jechał z nimi na pielgrzymkę. Miałem wtedy problem z piciem. Chyba drugiego dnia pielgrzymki widziałem na końcu etapu paru młodych ludzi, którzy strasznie zmęczeni leżeli na posadzce kościoła. Wtedy dotarło do mnie, że oni idą w mojej sprawie, dla mnie się męczą. To był początek przemiany, początek mojej abstynencji - mówi.