64 schody

Grzegorz Brożek

|

Gość Tarnowski 30/2019

dodane 25.07.2019 00:00

Choć początki parafii giną w pomroce dziejów, to jednak pewnikiem jest, że ma ona szczęście do wyjątkowych ludzi.

▲	Kościół w Szynwałdzie. ▲ Kościół w Szynwałdzie.
Grzegorz Brożek /Foto Gość

Obchodzona 675. rocznica jest trochę umowna. Wiąże się z pierwszą wzmianką o Szynwałdzie. Parafia wspominana jest pierwszy raz w sposób pewny w 1350 roku, kiedy to zapłaciła 7 skojców tytułem świętopietrza. Wiadomo, że fundowana była przez tarnowskich Leliwitów.

– Dziękujemy dziś Bogu za pokolenia naszych przodków, poprzedników, którzy tu żyli, pracowali, modlili się i stąd odchodzili do Boga po wieczną nagrodę. Prosimy też Matkę Bożą Szkaplerzną, naszą patronkę, o dalsze otaczanie naszej wspólnoty płaszczem swojej opieki – mówi ks. Józef Michalski, proboszcz parafii. Ostatnie lata wspólnoty to intensywne prace przy kościele. Odnowiona elewacja, odwodnienie, ogrodzenie. Otoczenie zmieniło się nie do poznania. Został do odnowienia jeszcze środek. 14 lipca Mszy św. rocznicowo-odpustowej przewodniczył bp Leszek Leszkiewicz. – Co robić, by życie duchowe się rozwijało? Słyszeliśmy dzisiejszą Ewangelię. Jezus przypomina dwa najważniejsze przykazania: kochać Boga z całego serca i kochać bliźniego jak siebie samego – apelował w homilii bp Leszek Tą drogą, drogą miłości, szli ludzie w Szynwałdzie przez wieki. Tu urodził się Grzegorz Wojtarowicz, który jako biskup tarnowski rządził w okresie największych klęsk: epidemii, powodzi, głodu, nieurodzaju, pożarów. Na dodatek musiał w płaszczyźnie moralnej zmierzyć się z potwornym pijaństwem oraz konsekwencjami krwawej rabacji chłopskiej. Poradził sobie znakomicie. Twardą ręką, ale z ogromną miłością. Dlatego jego rządy w diecezji wybitny historyk Kościoła ks. prof. Bolesław Kumor nazwał najwybitniejszym pontyfikatem na stolicy tarnowskiej w XIX wieku. Wyszedł z Szynwałdu. Kilkadziesiąt lat później przyszedł do Szynwałdu na proboszcza ks. Aleksander Siemieński, który stał się młotem na karczmarzy, wykupując szybko karczmy w miejscowości i stawiając w ich miejsce kapliczki. Dziś historią parafii jest Ludwik Chrostek, kościelny sprawujący tę funkcję od 60 lat. Prawdopodobnie rekordzista w diecezji. – Teraz jest inaczej. Przedtem przez 25 lat chodziłem po schodach, 64 stopnie do góry, nieraz parę razy dziennie, by dzwonić dzwonami. Dziś jest automat. Kiedyś nie było elektryki. Dziś trudno to sobie wyobrazić. Za ks. Kyrcza stał motor w ogrodzie, robił prąd, dzięki któremu mogły się świecić lampy w kościele postawione na środku. Dopiero chyba na Boże Narodzenie w 1959 roku podpięli Szynwałd do sieci elektrycznej – wspomina. Co przyniosą następne dziesiątki czy setki lat?