Kłosy, zioła, kwiaty i śmietana

ks. Zbigniew Wielgosz

|

Gość Tarnowski 32/2019

publikacja 08.08.2019 00:00

Już od 16 lat w domu Małgorzaty Dudek przed 15 sierpnia odbywają się warsztaty robienia wieńców żniwnych.

– Tworzymy supergrupę. Wspieramy się i motywujemy  – mówią panie. – Tworzymy supergrupę. Wspieramy się i motywujemy – mówią panie.
ks. Zbigniew Wielgosz /Foto Gość

Za drewnianym domem na wysokiej podmurówce otwarte wrota budynku gospodarczego. U powały wiszą suszące się kłosy różnych zbóż, a na dole koło metalowej konstrukcji żniwnego wieńca uwijają się już Małgorzata Dudek, Renata Małek i Renata Kozioł z córką Kingą. Krótko po godz. 17 podwórko zapełnia się paniami i dziewczętami.

Pracę animuje Małgorzata. Rozdziela robotę między kilka grupek warsztatowiczek. Jedne skracają źdźbła, inne z ususzonego lnu przygotowują bukieciki złotawych kuleczek. Grupka pań otoczyła niewielką kolumnę, która będzie paschałem. Z kłosów pszenicy wąsatki powstaje imitacja płomienia. Pani Małgorzata co rusz zdejmuje kolejne bukiety zbóż, kieruje pracami, podpowiada. – Bywa ostra – śmieją się panie. Żmudna robota wypełniona jest jednak radosnym gwarem. Zdarzają się też kontuzje, bo rozgrzany klej parzy palce. – Małgosiu, dawaj śmietanę – woła jedna z pań. – Śmietana jest najlepsza, taka do zupy, osiemnastka – wyjaśnia inna. Ponoć dobrze schładza i ściąga skórę po oparzeniu. Oj, nie ma lekko przy robieniu wieńców. Mimo kontuzji praca trwa bez przerwy. – Mamy grono świetnych osób, które przez dwa tygodnie, do 15 sierpnia, przychodzą i pomagają. Robimy to na Bożą chwałę, z wdzięczności za plony, za uchronienie nas od kataklizmów, a przy tym mamy z tego wielką radość – mówią panie.

Na podwórku państwa Dudków wszystko zaczęło się w 2001 roku. – Miałyśmy potem dwa lata przerwy i dopiero od 2004 co roku robimy wieńce – wyjaśnia Małgorzata Dudek. Najpierw przygotowywano je dla dzieci, później także dla młodzieży, którą obecnie reprezentuje grupa apostolska Kanapowicze. Od sześciu lat zbożowe instalacje powstają też dla KGW. Każda grupa wiekowa w parafii ma więc swój wieniec. Skąd taki rozmach? – Jeździłam do kuzynki męża, do Otałęży. Tak mi się spodobało, jak oni tam robili żniwne wieńce, jak mobilizowało to do pracy całe rodziny, dorosłych, dzieci, jak nagle robota zamieniała się w miłe rodzinne spotkanie, że postanowiłam coś takiego stworzyć u nas, w Trzcianie. A potem przyszła myśl, że to muszą być warsztaty otwarte dla wszystkich chętnych, żeby wokół wieńca tworzyła się wielopokoleniowa rodzina, w której przekazuje się następnym pokoleniom całą sztukę robienia dożynkowych dzieł – mówi pani Małgorzata. I udało się. Bywa, że na warsztaty przychodzi od 20 do 30 osób. A do 2018 r. powstały aż 32 żniwne wieńce. Jedne przybierają kształt kopy, inne korony, monstrancji, kielichów . Raz główną częścią jednego z wieńców był ul z żywymi pszczołami. I dodać trzeba, że praca nad nimi trwa nieraz cały rok, bo najpierw są pomysły, później sianie zboża, ścinanie go, suszenie i przygotowywanie do następnych warsztatów.