Historia, której można dotknąć

ks. Zbigniew Wielgosz

|

Gość Tarnowski 32/2019

publikacja 08.08.2019 00:00

W rodzinnym skansenie na Jędrzejkówce odbyło się niezwykłe spotkanie z dawną Laskową.

Barbara Jędrzejek opowiada o pięknie prostego życia na wsi. Barbara Jędrzejek opowiada o pięknie prostego życia na wsi.
ks. Zbigniew Wielgosz /Foto Gość

Głównym tematem wydarzenia w ramach inauguracji sezonu na Szlaku Rzemiosła była wełna. Goście mogli się przypatrzeć strzyżeniu owcy, obróbce brudnej i czystej wełny, przędzeniu wełnianej nici na kołowrotku, tkaniu na krosnach, robieniu skarpet na drutach i motanek, czyli wełnianych lalek.

Nić opowieści

Przy kołowrotku pracuje pani Barbara. Z wełnianej chmurki wysnuwa nić, którą wciąga koło kołowrotka, i nawija na wielką szpulę. – Dawniej hodowało się owce, ale nie dużo – jedną, dwie. Wełny starczało z tego na skarpety, swetry. Do dzisiaj to robię, jak mi kto wełnę przyniesie. Wnukowi na przykład skarpetki, które bardzo lubi. Kiedyś powiedział, że muszę ich dużo narobić, żeby były, jak mnie braknie. Może synowa, bo sprytna i robotna, podejmie się tej roboty? – zastanawia się prząśniczka.

W czasie zwiedzania można było zobaczyć, jak się kisi kapustę, kuje żelazo, piecze chleb, zdobi dom kwiatami… Wśród „mieszkańców” można było spotkać Kazimierza Gurgula, który działa… w Kole Gospodyń Wiejskich w Laskowej. – Prócz pań jest nas tam trzech chłopów, bo kobiety nie wszystko potrafią zrobić i trzeba im pomóc. Jednak najważniejsze jest to, że próbujemy ocalić od zapomnienia dawną Laskową, czyli naszą gwarę, zwyczaje, sposób życia – mówi pan Kazimierz.

Chata z Raju

Skansen na Jędrzejkówce rozrasta się. Jednym z nowych-starych budynków przeniesionych w to miejsce jest chłopska chata z Raju (przysiółek w Laskowej). – Nazwa „Raj” zrodziła się z tego, że koło tej chaty, w której gospodarzyli Adam i Ewa, powstał pierwszy sad owocowy w Laskowej. Ludzie tak się nim zachwycali, że nazwali go rajem – tłumacz Krzysztof Jędrzejek, założyciel skansenu. W chacie z Raju chciałaby zamieszkać żona pana Krzysztofa Barbara Jędrzejek. – Ja bym się do tego domu z chęcią wprowadziła. Budziłabym się rano razem z ptakami, przygotowywała prosty posiłek, piekła chleb, cieszyła swoją rodziną i odwiedzającymi gośćmi – mówi z uśmiechem pani Basia. Jak podkreśla, skansen to za mało. – Coraz więcej ludzi nie ma pojęcia, do czego służyły różne budynki i sprzęty. Nie potrafią sobie nawet wyobrazić, że można było żyć bez prądu, gotować bez gazu, prać bez pralki automatycznej… Powstał pomysł przeprowadzenia warsztatów dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Tak zrodziła się zagroda edukacyjna, w której uczymy, jak zrobić podpłomyki, masło… Chcemy poszerzać tę ofertę, dzięki której ludzie będą mogli namacalnie poznawać życie na wsi – dodaje pani Basia.

Drugie życie

Założycielem rodzinnego skansenu jest Krzysztof Jędrzejek. – Myślę, że ta pasja związana z odtworzeniem życia dawnej Laskowej i okolic zrodziła się dzięki dziadkowi Antoniemu, który był rozmiłowany w lokalnej historii. Jego zamiłowanie pozostawiło trwały ślad w mojej pamięci i zaowocowało dziecięcym zbieractwem różnych przedmiotów. Później przemieniło się to w profesjonalne kolekcjonerstwo, dzięki któremu powstał skansen skupiający budynki i sprzęty z Laskowej i regionu. Gromadzenie zaczęło się od XIX-wiecznego młyna wodnego ze Żmiącej, który zostałby rozebrany i zniszczony, a tutaj przeżywa swoje drugie życie. Pasją zaraziła się cała moja rodzina. Żona Barbara ma wielkie zamiłowanie do ogrodnictwa, które daje niezwykły klimat temu miejscu. Ponadto dzięki niej powstaje – i już działa – zagroda edukacyjna, w której organizowane są warsztaty dla dzieci i młodzieży. Najmłodszy syn Grzegorz świetnie się sprawdza jako przewodnik i, mam nadzieję, przejmie kiedyś to laskowskie dziedzictwo – mówi pan Krzysztof. Więcej na temat skansenu można się dowiedzieć na stronie: skansenlaskowa.pl