Diecezja na wakacje. Tajemnicze Mikołajowice

ks. Zbigniew Wielgosz ks. Zbigniew Wielgosz

dodane 10.08.2019 06:00

Niby wieś i niby wiejska parafia. Ale jak wytłumaczyć akordeonowe dźwięki nad polami kukurydzy, skrzynkę U.S. Mail przed drewnianym domem i japoński ogród wokół kościoła?

Łukasz gra na tle sierachowickiego pola z kukurydzą. Łukasz gra na tle sierachowickiego pola z kukurydzą.
ks. Zbigniew Wielgosz /Foto Gość

W najnowszym numerze „Gościa Tarnowskiego”, w cyklu „Diecezja na wakacje” poznajemy sekrety mikołajowickiej parafii. Tutaj tylko ich zapowiedź…   

Pierwszy to Sierachowice. Istnieją czy nie istnieją? Do XVIII wieku były wsią nawet ważniejszą od Mikołajowic. I bogatsza, bo tutaj był nad Dunajcu bród, skąd spławiano płody rolne aż do samego Gdańska i z pewnością pobierano za nie spore sumy. Wszystko szło dobrze do wielkiej powodzi, po której z Sierachowic został zaledwie cztery chałupki, i to bez ogrodów. Dzisiaj dawna miejscowość jest częścią Mikołajowic. Sierachowiczaniniem jest Łukasz Skubisz, który z powodzeniem gra na akordeonie, zdobywa wyróżnienia i nagrody i rozsławia swoją małą ojczyznę w „Tarnowskim Trio Akordeonowym”.

Mieszkańcy Mikołajowic opowiadają o swojej małej ojczyźnie.   Mieszkańcy Mikołajowic opowiadają o swojej małej ojczyźnie.
ks. Zbigniew Wielgosz /Foto Gość

W XIX wieku Mikołajowice trafiają do literatury polskiej za sprawą Seweryna Goszczyńskiego, który opowiada o nich w pierwszym polskim przewodniku „Dziennik podróży do Tatrów”. Wieś uderzyła go „fantastycznym nieładem”, brakiem dróg, lichymi domami i pięknymi sadami, które zmiękczały srogość wyglądu całej wsi. Coś z tego zostało do dzisiaj, choć domy coraz piękniejsze, za to dróg i dróżek mnóstwo. Tylko sadów coraz mniej…

Sieciechowianie ze św. Anną.   Sieciechowianie ze św. Anną.
ks. Zbigniew Wielgosz /Foto Gość

Sieciechowice to kolejny sekret mikołajowickiej parafii. Należą do niej od lat 70. XX wieku. Wcześniej ludzie chodzili do kościoła w Zbylitowskiej Górze, bo Dunajec płynął zupełnie gdzie indziej niż dzisiaj, gdzieś w okolicy Łętowic. Dziś oddziela Sieciechowice od Zbylitowskiej Góry. Mimo to starsi mieszkańcy pamiętają, że pływali łódką przez Dunajec do kościoła parafialnego. Za to z trumną szło się naokoło. Raz próbowano przewieźć nieboszczyka łódką, ale o mało go nie utopiono. Zmarli mieszkańcy Sieciechowic mieli więc paradne, bo za drogą, pogrzeby. W miejscowości w XVI wieku istniała kaplica św. Anny. Po blisko pięciu wiekach mieszkańcy postanowili odnowić kult Babci Pana Jezusa. Sołtysowi Januszowi Jackowskiemu udało się wygrać w totolotka figurę św. Anny, którą niedawno uroczyście ubrano w nową sukienkę.

Ks. proboszcz Franciszek Cieśla.   Ks. proboszcz Franciszek Cieśla.
ks. Zbigniew Wielgosz /Foto Gość

Mikołajowicką parafię lepiej się rozumie idąc do kościoła parafialnego pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, który stanowi centrum wspólnoty. Kiedy na frontonie świątyni zapala się wieczorem czerwonym światłem Serce Chrystusa, nagle okazuje się, że wijące się uliczki i główny gościniec Sierachowic i Mikołajowic, wiodący do Sieciechowic, to krwioobieg, który przy życiu utrzymuje bijące bez przerwy Serce.

Pani Anna Bibro i jej Matka Boża.   Pani Anna Bibro i jej Matka Boża.
ks. Zbigniew Wielgosz /Foto Gość

W podróży przez historię i współczesność mikołajowickiej parafii pomagała „Gościowi Tarnowskiemu” Anna Bibro, która przez 20 lat pracowała misji katolickiej w Brukseli. – Ludzie pytają mnie, czemu nie wyjeżdżam, nie podróżuję, nie wracam choćby do Brukseli. A ja tak tęskniłam za domem i tą ziemią, że kiedy wychodzę na dwór i patrzę na lipę, jabłonie i kwiaty rosnące wokół mojego domu, to mam łzy w oczach - mówi pani Anna, znana nam z reżyserowania pięknych spotkań w mikołajowickim kościele.   

Więcej o sekretach mikołajowickiej parafii przeczytacie w najnowszym 32 numerze „Gościa Tarnowskiego”, który ukaże się 11 sierpnia.