Bobrowa. Misja Boliwia

Beata Malec-Suwara Beata Malec-Suwara

dodane 11.08.2019 10:25

Misjonarz ks. Tomasz Fajt 10 sierpnia był gościem dekanalnego spotkania młodych w parafii Nagoszyn.

Bobrowa. Misja Boliwia Grupa Apostolska i Koło Gospodyń Wiejskich z Bobrowej z ks. Tomaszem Fajtem. Beata Malec-Suwara /Foto Gość

Spotkanie organizowali młodzi z Bobrowej przy wsparciu nagoszyńskiej parafii, do której miejscowość należy, oraz Koła Gospodyń Wiejskich "Bobrowianki".

- Ksiądz Tomasz, od dwóch lat misjonarz w Boliwii, którego tutaj gościmy, trzy lata temu był wikariuszem w naszej parafii. W Bobrowej uczył religii i często przyjeżdżał do miejscowej kaplicy. Choć był tu tylko rok, wpłynął bardzo mocno na miejscową młodzież i to ona jest organizatorem tego spotkania - tłumaczy obecny wikariusz w Nagoszynie ks. Piotr Machnik.

Spotkanie rozpoczęło się Mszą św. w kaplicy, a po niej odbył się piknik, w czasie którego ks. Tomasz opowiadał o swojej misji. Nie brakowało też tańców, gier i zabaw dla najmłodszych. Panie z Koła Gospodyń Wiejskich zaprosiły wszystkich na degustację dań przez nie przygotowanych. Było 5 rodzajów pierogów, smalczyk, racuchy, proziaki, czerwony barszcz po bobrowsku, ciasta i kiełbasa z grilla. Całość zakończyła modlitwa różańcowa w drodze pod krzyż misyjny i odśpiewany przy nim Apel Jasnogórski.

Bobrowa. Misja Boliwia   Młodzi śpiewali z drodze z kaplicy na piknik. Beata Malec-Suwara /Foto Gość

W spotkaniu uczestniczyła niemal cała wieś, a także siostry służebniczki dębickie. - Pracujemy z s. Teresą w tym samym wikariacie w Boliwii - tłumaczył ks. Fajt, dziękując bobrowianom za zaproszenie. - Zawsze tu dobrze wracać. Cieszę się, że możemy być razem i po prostu się spotkać - dodał.

Opowiadał o swojej misji, która jest bardzo rozległa. Do parafii Conception, w której pracuje, przynależy ok. 30 wiosek. Najdalsza oddalona jest 200 km od misji w głąb lasu, a ten przypomina las Amazonii ze względu na bliskość granicy z Brazylią. Wioski są malutkie, liczące od 30 do ponad setki mieszkańców. Drzewa i zwierzęta - ogromne, w rzekach pływają piranie.

- Ludzie, wśród których pracujemy, to Indianie z plemienia Chiquitos i tzw. górale - ludzie, którzy zeszli z gór. Różnią się od siebie, przede wszystkim sposobem podejścia do wielu spraw. Ludzie z gór są twardzi, mają kamienne i surowe oblicza jak skały, są zaradni i nauczeni pracy. Mają też swoje zwyczaje i wierzenia. Ciężko przebić się do nich. Chiguitańczycy są ich zupełną odwrotnością. To z kolei typowi południowcy, na wszystko mają czas, mówią, że wszystko potrafią zrobić, dla nich nigdy nie ma problemu - opowiadał ks. Tomasz, a żeby zobrazować ich charakter, przywołał historię, kiedy u jednego stolarza zamówił szafkę na ubrania. Fachowiec zapewnił, że wie, jak ją zrobić i gotowa miała być za kilka dni. Tak minął jeden tydzień i kolejny, potem miesiąc. Misjonarz do dziś nie ma zamówionego mebla.

- Ciężko się z nimi umówić nawet na Mszę św. Są takie miejsca, gdzie ludzie czekają, ale regułą jest, że kiedy misjonarz dotrze do wioski, dopiero wtedy zwołuje wszystkich, mimo że był umówiony. Bije w dzwon raz, drugi, trzeci i dwudziesty i oni dopiero powoli się schodzą - mówił ks. Tomasz, przyznając, że prawdą jest, żeby odnaleźć się w kulturze Boliwijczyków, potrzeba trzech rzeczy - cierpliwości, cierpliwości i jeszcze raz cierpliwości.

Opowiadał też historię, jaka przydarzyła mu się w Wielki Wtorek. To wtedy tam odprawia się Mszę Krzyżma św., na którą przyjeżdżają biskup i wszyscy kapłani z wikariatu czy diecezji. Księża czekali już w zakrystii na wyjście z procesją, kiedy wpada do niej siostra i mówi ks. Tomaszowi, że wołają go ludzie czekający na zewnątrz. Okazało się, że wołają go do pogrzebu, ludzie już czekali na cmentarzu. - To niemal standard, że urządza się tam pogrzeb, a jak przechodzą obok plebanii, to przypominają sobie, że jeszcze po księdza trzeba wstąpić - mówił kapłan.

W katechizacji i odprawianiu nabożeństw w wioskach pomagają liderzy. Każda ma swojego i życie religijne w dużej mierze zależy od tego, jaki jest to człowiek. Problemem i wyzwaniem są związki niesakramentalne, rozbite małżeństwa, sekty, problemy związane z narkotykami. - Generalnie parafia rośnie, ludzi w niej przybywa. Jeszcze dwa lata temu była to tylko kaplica dojazdowa. Wyzwań jest jednak jeszcze mnóstwo przed nami - mówił ks. Tomasz.

Prosił o modlitwę o nowe powołania misyjne, o to, by znajdowali się ludzie, którzy będą chcieli wyjechać do pracy misyjnej. Zachęcał też, by docenić to, że w Polsce w każdej miejscowości jest kościół lub kaplica, na Mszy św. można być codziennie, na miejscu jest też ksiądz, który udzieli namaszczenia chorych czy pochowa. Tam tak nie ma i nie jest tak w wielu miejscach świata.

Bobrowa. Misja Boliwia   Mieszkańcy zadawali misjonarzowi pytania. Byli ciekawi, jak żyją ludzie w jego misji, czym się zajmuje młodzież, czy się uczy. Beata Malec-Suwara /Foto Gość

Bobrowianie byli ciekawi, czym się zajmują Boliwijczycy w jego misji na co dzień, jak żyją, co robi młodzież, czy ma zainteresowania, jak wygląda tam edukacja. Spotkaniu towarzyszyła akcja charytatywna, w czasie której młodzież zbierała pieniądze na misję ks. Tomasza.

- To nie pierwsza nasza tego typu inicjatywa. Przynajmniej dwa razy do roku, przy okazji świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy, organizujemy kiermasze, z których cały dochód przeznaczamy na wsparcie misji ks. Tomasza. Pamiętamy też o nim i jego podopiecznych w modlitwie - wyjaśnia Marcelina z Grupy Apostolskiej w Bobrowej.

Bobrowa. Misja Boliwia   Młodzież dziękowała ks. Tomaszowi za przybycie. Podarowali misjonarzowi 50 różańców, stułę i komplet bielizny kielichowej. Beata Malec-Suwara /Foto Gość

Młodzi wiele ks. Tomaszowi zawdzięczają. Jego czas w tej parafii zbiegł się ze Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie, kiedy młodzi w wielu miejscowościach zaczęli się jednoczyć. Potrzebny był impuls. - Kiedy ks. Tomasz odchodził, prosił nas, żebyśmy nie rezygnowali z Grupy Apostolskiej, ale jeszcze bardziej w niej działali. Dziś młodzi ludzie bardziej związani są ze swoimi komórkami czy komputerami niż z innymi, brakuje zwyczajnych relacji. Wielu dziś uważa, że Bóg i Kościół nie są im potrzebne, że dadzą radę żyć bez nich, a my wiemy, że z Bogiem jest dużo łatwiej, musimy zwyczajnie to głosić - uważają Kinga i Marcelina.