Marzyciel z Odporyszowa

Adam Tomczyk

dodane 08.09.2019 08:00

W bieżącym numerze "Gościa Tarnowskiego" publikujemy wywiad z Adamem Tomczykiem, regionalistą, pisarzem z Żabna. Poniżej zaś zamieszczamy obszerny jego tekst poświęcony Janowi Wnękowi.

Marzyciel z Odporyszowa Adam Tomczyk od lat interesuje się postacią J. Wnęka. Grzegorz Brożek /Foto Gość

Jan Wnęk urodził się we wsi Kaczówka koło Radgoszczy 28 sierpnia 1828 r. jako syn pańszczyźnianego chłopa. "Często wymykał się w pobliskie pola i lasy, by tam obserwować przyrodę, a przede wszystkim podglądać loty ptaków. W drewnie rzeźbił łódki, fujarki, figurki ptaków i leśnych zwierząt. Rodzice, widząc jego zamiłowanie do drewna, wysłali go do cieśli, by tam nauczył się pożytecznego rzemiosła". Tak przedstawił dzieciństwo Wnęka Aleksander Minorski w książce "Ikar znad Dunajca" (Nasza Księgarnia 1970). W roku 1858 J. Wnęk poślubił Ludwikę Ciombor z Odporyszowa. Jako cieśla pracował dla sanktuarium Matki Boskiej Odporyszowskiej.

Rzeźbiarz

Miał wyobraźnię, którą muszą być obdarzeni artyści. Do rzeźbienia świątków namówił go ks. Stanisław Morgenstern, proboszcz odporyszowskiej parafii, który był w Ziemi Świętej i w Rzymie, a po powrocie zapragnął rozsławić sanktuarium, przyozdabiając otoczenie kościoła w krzyżowe stacje i różańcowe kaplice. Być może zabrał wtedy J. Wnęka do kościoła Mariackiego w Krakowie, by tam napatrzył się na figury dłuta mistrza Wita Stwosza? Rzeźbił Wnęk postacie Boga, aniołów i świętych, ewangeliczne sceny, płaskorzeźby do różańcowych kapliczek i krzyżowej drogi przez lat kilkanaście. Jego rzeźby są bardzo sugestywne. Nie tak precyzyjne w każdym grymasie, zmarszczce, nie tak wyrafinowane w przepychu ubiorów i wieloznaczności gestów jak u Wita Stwosza, a jednak przemawiają. W swoich statycznych pozach, w tych chłopskich prostych odruchach uchwyconych w chwili, dopasował je znakomicie do sytuacji ewangelicznych scen. Wyrażają emocje. Z tego załamania rąk, ze spojrzenia, z pochylenia głowy mogę czytać myśli drewnianych postaci. Takich rzeźb po sobie Wnęk pozostawił ponad 300. Jan Wnęk był artystą autentycznym, w przekazie wszystkich swoich dzieł niemal antropologiczny. Po śmierci ks. Morgensterna w roku 1880 podupadły odpusty. Rzeźby spróchniały, a część rozebrali Rosjanie na ogniska, gdy w zimie z roku 1914/1915 siedzieli we frontowych okopach nad Dunajcem.

Odkrycie

W latach 30. XX w.  na nowo odkrył J. Wnęka znany etnograf, dyrektor Muzeum Etnograficznego w Krakowie - Tadeusz Seweryn, pochodzący z Żabna. Z pewnością znał on te wszystkie rzeźby ozdabiające sanktuarium. Przychodził przecież jako dziecko do tego kościoła na odpusty. By ocalić dla potomności i pokazać kunszt rzeźbiarski samouka znad Dunajca, zabrał kilka rzeźb do krakowskiego muzeum, a resztę polecił proboszczowi odporyszowskiemu otoczyć staranną opieką. "Zachowało się jeszcze w Odporyszowie i Muzeum Etnograficznym w Krakowie ponad 100 rzeźb Jana Wnęka, które urzekają odpowiednim ujęciem. Widać w nich, że autor był utalentowanym i nieprzeciętnym rzeźbiarzem, i że znał dobrze budowę ciała ludzkiego. Nade wszystko widać, że był człowiekiem religijnym i że przeżywał tajemnice Męki Pana Jezusa i Boleści Matki Boskiej". Tak scharakteryzował rzeźbiarza i jego dzieła ks. Stanisław Kołodziej w monografii zatytułowanej "Parafia Odporyszów" (1995). I ja dostrzegam kunszt artysty. Narodzenie Pana Jezusa, Maryja opłakująca Jezusa, Maryja lamentująca z kaplic tajemnic Różańca to niewątpliwie zapatrzenie w gotyk. Postać Maryi jest w długich szatach. Tu nie chodzi zapewne rzeźbiarzowi o strój z epoki, choć starał się całe sceny realistycznie przedstawić, ale o podkreślenie bólu.

W monografii  "Jan Wnęk" Małgorzata Skowrońska pisze: "Spełnił oczekiwania ks. Morgensterna i zapewne także lokalnej społeczności. Wnękowi udało się połączyć kilka rzeczy: przede wszystkim pokazał nieprzeciętny warsztat, rozmach i pomysłowość, a do tego na jego rzeźbach skupiła się modlitwa i uczucia ludzi, czyli tych, którzy oglądali jego dzieła. Gdy myślimy o twórczości ludowej, przychodzą nam do głowy naiwne świątki, bryłowate postacie. Tymczasem rzeźby Wnęka mają więcej wspólnego z gotyckimi figurami świętych".

Kto słyszał o Janie Wnęku? Kto zna jego twórczość? Myślę, że spoza lokalnej społeczności tylko pasjonaci etnografii i ludowej rzeźby. Miejscowi z rzeźbami na co dzień się opatrzyli w tych wszystkich miejscach maryjnego kultu w Odporyszowie, wokół kościoła, na cmentarzach i w przykościelnym muzeum poświęconym jego dziełom. Czy im te rzeźby spowszedniały? Jan Wnęk nie podpisywał swoich rzeźb, nie znaczył ich nawet inicjałami czy swojej cechy nie wyrzynał, ale można je rozpoznać wśród innych. Mają niepowtarzalny styl, otacza je majestat smutku.

Skrzydła

Zapatrzony w gotyk, ale był Wnęk też pełen ciekawości odkrywcy. Miał umysł analityczny, w każdym skutku szukający przyczyny. Tadeusz Seweryn poświęca mu kilka stron w książce "Technicy i wynalazcy ludowi" (LSW Warszawa 1961). Pisze, że J. Wnęk, podglądając ptaki, sam wymyślił i skonstruował sobie skrzydła. Obudziły się w nim jakieś pierwotne marzenia o lataniu, jak z odległego mitu o Ikarze. Z gminnych folderów i okolicznościowych publikacji dowiaduję się, że pierwszy lot Wnęka odbył się w roku 1866 ze wzgórza w Odporyszowie, a kolejny - z dzwonnicy w czasie parafialnego odpustu. Lot jego obserwowały więc tłumy pielgrzymów. W latach 1866-1869 wielokrotnie powtarzał swoje loty, osiągając różne odległości. Dziwią mnie te informacje, przecież nie wynikają one ze współczesnego tym wydarzeniom zapisu. Może są wysnute z jakichś przekazów mówionych, które mogą być jedynie echem nieudanych prób czy wreszcie tragicznego epizodu? Tradycja mówiona podaje, że J. Wnęk połamał się, gdy spadł podczas lotu w dzień czerwcowego odpustu w 1869 roku. Zmarł po dwóch miesiącach 10 sierpnia 1869 r., o czym zaświadcza wpis w księdze zmarłych odporyszowskiej parafii. Obchodzimy tego roku 150. rocznicę jego śmierci. Nikt od dawna już nie wie, gdzie jest grób J. Wnęka na miejscowym cmentarzu.

 

Marzyciel z Odporyszowa   Pomnik J. Wnęka w Odporyszowie. Grzegorz Brożek /Foto Gość

 

Domysły

Rzeźby po nim zostały. One są namacalnym dowodem jego twórczości i dla nich T. Seweryn przyjechał do Odporyszowa w latach 30. XX wieku. Rozmawiał z ludźmi, pytał o Wnęka. Czy wówczas ostatni świadkowie sobie przypomnieli, jak leciał z Odporyszowa aż na Czarne Niwy? W książce "Technicy i wynalazcy ludowi" T. Seweryn pisze: "Faktem jest, iż niepiśmienny chłop krakowski, Jan Wnęk z Kaczówki koło Dąbrowy (1828-1869), znakomity cieśla i rzeźbiarz, skonstruował skrzydła, na których cztery razy zlatywał z wieży kościelnej w Odporyszowie, aż życiem przypłacił swe eksperymenty aeronautyczne". Jednakże autor nie podaje żadnych nazwisk swoich rozmówców, świadków tamtych wydarzeń. O skrzydła pytał. Według opisów zięcia J. Wnęka, Seweryn zrekonstruował jego loty, które do dziś prezentowane są w sali etnograficznego muzeum w Krakowie.

W gminnych folderach poświęconych postaci i twórczości J. Wnęka podaje się informację, że w Kalendarzu Krakowskim na rok 1867 jest zapis, że "chłop w Odporyszowie na skrzydłach z wieży latał". Przejrzałem cały Kalendarz Krakowski na rok 1867 strona po stronie i żadnego takiego wpisu nie znalazłem. Jest wiele nieścisłości i przekłamań w publikacjach dotyczących Wnękowych lotów. W publikacji "Jan Wnęk" (Fundacja Rozwoju Społecznego "Demos" 2008) redaktor Skowrońska podaje, jakoby T. Seweryn w książce "Technicy i wynalazcy ludowi" zamieścił wzmiankę, że w Kalendarzu Krakowskim z roku 1867 jest zapis, iż rok wcześniej "chłop w Odporyszowie na skrzydłach z wieży skakał". Książkę skrupulatnie przeczytałem i żadnej takiej wzmianki w niej nie znalazłem. Autor artykułu "Coś go do chmur gnało" ("Gazeta Krakowska" nr 130 z 7 czerwca 1995) pisze między innymi: "(...) przeleciał prawie 4000 metrów, po czym bezpiecznie wylądował. Pełni entuzjazmu ludzie ponieśli bohatera na rękach do samego kościoła. O tym sensacyjnym wydarzeniu doniosły na pierwszych stronach galicyjskie gazety". Wydaje mi się, że redaktor uległ jakiejś zbiorowej euforii. Jakie gazety, tytuły i pod jaką datą?

Na stronie internetowej Szkoły Podstawowej w Odporyszowie: www.spodporyszow.web.prospect.pl  [dostęp 2019-06-25] podano życiorys J. Wnęka. Po przedstawieniu jego lotniczych wyczynów czytamy dalej: "O lotach Jana Wnęka pisano też w prasie warszawskiej w latach 1868-1869. Wiedziano też o nich w Galicji. Jedna z gazet krakowskich podała w roku 1866 wiadomość, że - jak doniesiono - »w powiecie tarnowskim dziwak chłop lata z dzwonnicy«". Interesuję się postacią i dokonaniami J. Wnęka; wiem, że do dziś bezskutecznie poszukuje się jakiegokolwiek zapisu o lotach Wnęka w jakiejkolwiek publikacji z tamtego czasu. A przecież wystarczy spytać autora tego życiorysu, zamieszczonego na stronie internetowej szkoły w Odporyszowie, o tytuły owych gazet i daty ich wydania.

Legenda

Dochodzę do wniosku, że w tej sprawie jedni po drugich powtarzają niesprawdzone informacje. Tak próbują uwiarygodnić legendę? Jest aż tak wszechmocna potrzeba mitu? Zostaje jedynie wieść gminna, tradycja mówiona. Czy w tym konkretnym przypadku relacje i wieść gminna mogą być dowodem, który odbierze palmę pierwszeństwa przyznaną przez lotniczy świat Ottonowi Lilienthalowi? Lilienthal powiedział: "Wynaleźć samolot - nic takiego. Wybudować go - to już coś. Lecz latać - znaczy wszystko".

Czy J. Wnęk spełnił to? Chciałbym, żeby tak było. Nam, współczesnym, trudno to udowodnić. Jedynie rzeźby po nim zostały i tu już mu autorstwa ani artyzmu nikt nie zakwestionuje. Dalej jest to jednak twórca nieznany szerszemu odbiorcy. Cóż, że są o nim publikacje; one rozchodzą się tylko lokalnie, więc Wnęk też jest skazany na lokalność, tę z kolei utożsamia się ze sztuką ludową, jakby w małych miejscowościach, w społeczności opisanej regionem nie mogło powstać coś o standardzie kultury wysokiej, ogólnonarodowej. Jedno drugiemu nie zaprzecza, ludowość nie kłóci się z artyzmem. Gdy w 2009 r., z okazji Małopolskich Dni Dziedzictwa Kulturowego, na nowo została zaprezentowana ekspozycja rzeźb J. Wnęka, na krótko dano temu wyraz. Teraz w globalnym świecie, w zunifikowanym społeczeństwie, lokalne społeczności szukają dla siebie jakiegoś wyróżnika, co by je określało i utożsamiało z ich miejscem na ziemi, dlatego od kilkunastu lat mieszkańcy Odporyszowa i władze gminy Żabno chcą tę postać rozpropagować, wokół niej budować tożsamość miejsca, poprzez publikację folderów, budowę pomnika w centrum wsi, nazwanie jego imieniem miejscowej szkoły czy utrzymywaniem sali muzealnej z jego rzeźbami. Usiłują pokazać Wnęka jako twórcę i jako prekursora lotnictwa. Lokalnie im się to udaje. Wnęk - artysta? Tak, ale takich twórców było wielu. W zalewie informacji nic takiego się nie przebije, nie dojdzie do powszechnej świadomości, że 150 lat temu jakiś niepiśmienny chłop nad Dunajcem świątki rzeźbił. Za dużo się już od tego czasu wydarzyło, a każdy kolejny dzień przynosi nowe sensacje i ciekawostki. Tamto już nikogo nie zadziwi, nie zaszokuje. Każda promocja musi trafić w swój czas. To świat już innych wartości, świat, w którym idee i prądy rozchodzą się szybciej, niż ludzie są w stanie je sobie przyswoić.

Wnęk - pionier lotnictwa? Chciałbym, żeby tak było. Tu potrzeba dowodów. Gdyby je znaleziono, trzeba by było historię lotnictwa pisać na nowo. Dopóki się to nie stanie, niech loty J. Wnęka pozostaną piękną legendą o tym, że nawet prosty człowiek ma marzenia, pragnie przekraczać granice, spojrzeć na świat z innej perspektywy. Takie marzenia są fundamentem postępu.

Adam Tomczyk