ITER uzdrawia

Beata Malec-Suwara

|

Gość Tarnowski 2/2020

dodane 09.01.2020 00:00

Rodzice są już na emeryturze, mają swoje dolegliwości, ale kiedy szykują się do kolejnego wyjazdu, nawet ból w kolanach mija.

Medjugorje, góra Križevac. Wyszli tu nawet ci, którzy wcześniej myśleli, że nie dadzą rady. Medjugorje, góra Križevac. Wyszli tu nawet ci, którzy wcześniej myśleli, że nie dadzą rady.
arch. ITER

Moi rodzice od kilku lat systematycznie wyjeżdżają z ITER-em na pielgrzymki. Przedtem to były jedynie wyjazdy do sanatorium, ale ZUS przy ITER-ze wygasa. To on ich uzdrowił. Wciąż planują następne podróże. Z każdej przywożą wiele przeżyć, opowieści, zdjęć – opowiada pani Małgorzata z Łukanowic, która także kilka razy z mężem była na pielgrzymce z ITER-em.

– Rodzice poznali na pielgrzymkach wiele osób, utrzymują z nimi stały kontakt. Są radośni, mają wielu znajomych, którzy ich odwiedzają. Przyjeżdżają do nich osoby nawet z Woli Piskulinej czy Rożnowa. Są dla siebie jak rodzina. Pomagają też sobie nawzajem – dodaje. Wśród stałych pielgrzymów duszpasterstwa ITER jest m.in. pani Basia z mężem. Sama po dwóch udarach, ma niedowład ręki, ale nie jest to przeszkodą w pielgrzymowaniu. Opowiada, jak jej mąż do każdego wyjazdu solidnie się przygotowuje, analizując program z atlasem, który wciąż ma w zasięgu ręki. – Byliśmy we Włoszech, w Grecji, Fatimie, Medjugorju. Cieszę się, że Bóg daje mi zdrowie – dodaje, opowiadając, że lekarz zmniejszył jej już dawkę leków na nadciśnienie. Wśród stałych bywalców wyjazdów organizowanych przez ITER są też osoby niewidome. – Proszą jedynie, by podczas zwiedzania opowiadać im barwnie o tym, gdzie jesteśmy, bo muszą to w ten sposób zobaczyć. Jedna z niewidomych pań z okolic Warszawy wydała niedawno tomik swoich wierszy, jeden zadedykowała ITER-owi – opowiada ks. Krzysztof Orzeł, który szefuje duszpasterstwu i na czas wyjazdu staje się proboszczem dla pielgrzymów. – Dla nas autokar to parafia na kółkach, a ja jestem w niej proboszczem, respektują to także księża, którzy z nami jadą, nawet zacni prałaci – zauważa żartobliwie ks. Krzysztof. – Ludziom podoba się ta forma pielgrzymowania, jaką oferujemy. Niektórzy potem opowiadają, że nigdy w życiu nie zdarzyło im się być na Mszy św. przez 9 dni pod rząd, ale nie mają poczucia, że w czasie pielgrzymki tylko się modlili. Ostatecznie cenią sobie spokojną spowiedź i długie wieczorne rozmowy – dodaje kapłan. Cieszy się, że ostatnio wyjeżdża z nimi też sporo sióstr zakonnych. – Ludzie są zadowoleni, że mogą z nimi pobyć przez kilka dni, wręcz je oblegają i lgną do nich – opowiada. Coraz częstszym zjawiskiem jest też kupowanie pielgrzymek w prezencie – dzieci fundują wyjazd rodzicom z okazji rocznicy ślubu, a czasem młode pary wykupują podróż jako formę podziękowania im za trud wychowania, innym razem to matka chrzestna zabiera swojego chrześniaka na pielgrzymkę z okazji I Komunii. Nie tak dawno jedna z parafii ufundowała pielgrzymkę do Ziemi Świętej swojemu proboszczowi z okazji 40-lecia kapłaństwa. Było to dla niego dużym przeżyciem. Domator, nigdy pewnie sam by się nie wybrał. Parafianie zorganizowali wszystko – nawet zastępstwo w parafii, żeby się nie martwił, że życie sakramentalne we wspólnocie bez niego zgaśnie. Nowością w przyszłym roku są organizowane przez ITER wyjazdy do Libanu, a także do Gruzji i Armenii. Camino też cieszy się dużym powodzeniem. Majowy wyjazd mają już w pełni obłożony, planowany jest kolejny termin – we wrześniu. Dla każdego z pielgrzymów ITER przygotował już także w prezencie śpiewnik. Przyda się nie tylko w czasie wspólnej modlitwy, ale także przy biesiadowaniu i w podróży.