Kochać trzeba mądrze

Grzegorz Brożek

|

Gość Tarnowski 9/2020

publikacja 27.02.2020 00:00

Nadstawiać drugi policzek, wybaczać 77 razy? Czytamy o tym w Biblii. Wielu żyje w przeświadczeniu, że nie wolno bronić się przed krzywdzicielem. A to nieprawda.

Ks. Marek Dziewiecki w czasie spotkania w Zabawie. Ks. Marek Dziewiecki w czasie spotkania w Zabawie.
Grzegorz Brożek /Foto Gość

Wspólnota „Pomocna dłoń” z Tarnowa, w której są uzależnieni wychodzący z nałogów, ale także współuzależnieni, małżonkowie, dorosłe dzieci alkoholików zorganizowała w sanktuarium bł. Karoliny w Zabawie dzień skupienia.

– Na co dzień spotykamy się regularnie na plebanii w Tarnowie-Klikowej. To ważne, by korzystać z grup, wspólnot pomocowych, których jest chyba ciągle mało, bo to pomaga złapać równowagę, odzyskać spokój, porzucić wstyd, znów, kolejny raz, pokochać siebie, swoich bliskich, ponownie zacząć żyć – mówi ks. Dariusz Mikowski, opiekun wspólnoty. Do grupy należy m.in. pani Ewelina, która trafiła tu, bo ma uzależnionego męża. – Spotkania pozwalają ciężar podzielić na wiele części. Jest po prostu lżej. Po drugie znaleźć konkretne wsparcie i zobaczyć swoje życie w nowej perspektywie – zaznacza. Jak mówi ks. Mikowski, światło wiary, w którym próbują wspólnie zobaczyć problem, jest światłem nadziei. – Z tradycyjnego wychowania wielu z nas wyniosło przeświadczenie, że za wszelką cenę trzeba ratować małżeństwo. Ratować przez chronienie uzależnionych, tłumaczenie ich, załatwianie ich spraw, spłacanie długów – mówi Barbara ze wspólnoty „Pomocna dłoń”. Taki „ratunek” bywa degradowaniem rodziny i pogłębianiem problemu. – Tymczasem każdy ma prawo do szczęścia – dodaje Barbara. Na dzień skupienia wspólnota zaprosiła ks. Marka Dziewieckiego, znanego w Polsce rekolekcjonistę i psychologa. – Myślenie, że nie wolno się bronić tym, którzy mieszkają z uzależnionym, żonie czy mężowi, jest błędne. Bronienie się przed krzywdzicielem jest wyrażeniem miłości do niego, bo wtedy ma on mniej ofiar na sumieniu. Oczywiście, bronimy się, ale nie przestajemy mądrze kochać, nie mścimy się. Jednak im bardziej się bronimy, tym bardziej kochamy – mówił ks. Dziewiecki. Obrona, rozumiana także jako całkowite zburzenie komfortu uzależnionemu, jako zmuszenie go do ponoszenia wszelkich konsekwencji uzależnienia, to podstawa. Ksiądz Dziewiecki mówił, że wielu alkoholików opowiadało mu, że właśnie to ich stawiało do pionu. Ten moment, gdy musieli osiągnąć swoje dno. – Każdy ma swoje. Dla jednego będzie to wtedy, kiedy zapomni odebrać dziecko z przedszkola, dla drugiego kiedy straci rodzinę, zniszczy zdrowie, przepije cały majątek. Ale osiągnięcie swojego dna jest początkiem zdrowienia – dodaje Barbara. Okazywanie twardej miłości wcale nie sprawia, że uzależniony uwierzy, że jest kochany. – Nie uwierzy i nic na to nie poradzicie. Co więcej – im mądrzej kochacie, tym bardziej będzie krzyczał, że nie kochacie. Człowiek w czynnej fazie uzależnienia, alkoholik, erotoman, hazardzista, narkoman, który jeszcze lata po tym swoim niebie i jeszcze się nie nacierpiał na tyle, żeby się odkłamać i zacząć nad sobą pracować, nie chce być kochany – tłumaczył. Jednak twarda miłość, w tym obrona przed krzywdzicielem, jest narzędziem do zdrowienia. Także w perspektywie wiary.