Nie bójcie się być świętymi

Grzegorz Brożek

|

Gość Tarnowski 18/2022

publikacja 05.05.2022 00:00

Był czas, że Szczepanów, jako miejsce św. Stanisława, który swoją postawą głosił prymat sumienia, skazany był na zapomnienie.

Kaplica w miejscu narodzenia biskupa męczennika.  Z tyłu źródełko. Kaplica w miejscu narodzenia biskupa męczennika. Z tyłu źródełko.
Grzegorz Brożek /Foto Gość

Kustosz sanktuarium w Szczepanowie ks. prał. Władysław Pasiut pamięta, że kiedy przyszedł w 2001 roku do parafii, zaskoczony był, że nie prowadzi do miejscowości żaden drogowskaz.

– Były przy drogach wypisane kierunki jazdy do okolicznych większych, ale i mniejszych wsi, jednak nie do Szczepanowa – wspomina. Pamięta, że z pewnego wydawnictwa zadzwoniła kobieta, oferując kompletny zestaw albumów i map. – Powiedziałem, że kupię, jak pokaże mi, że mają na mapach Szczepanów. Szukała. Ucieszyła się nawet, bo znalazła Szczepanowice. Ale to przecież nie ta miejscowość. Kiedy zlokalizowała Łęki, Maszkienice, Sterkowiec, czyli wsie w sąsiedztwie Szczepanowa, a naszej miejscowości nie było, wtedy zrezygnowała – mówi ks. Pasiut. Okazało się, że było to pokłosie słusznie minionych czasów komunistycznych, kiedy to św. Stanisław był postacią nader niewygodną. Bo był świętym, który sprzeciwił się władzy. Jego imię (z nazwą miejscowości) pojawiało się w kazaniach prymasa Wyszyńskiego czy kard. Wojtyły. – Władza mogła się obawiać, że św. Stanisław stanie się inspiracją jakiegoś oporu czy buntu społecznego – mówi kustosz. Dlatego jakąś częściową metodą wyciszenia takich marzeń była próba zamilczenia świętego, także przez wymazanie nazwy miejscowości.

Świadkowie pamięci

Kiedy o samym Szczepanowie wolno było mówić swobodnie, św. Stanisław pojawiał się tylko kontekstowo. Święty w Kościele, w tradycji przede wszystkim wiązany jest i wspominany razem z Krakowem, szczególnie Skałką, gdzie poniósł śmierć. Kustosz szczepanowskiej bazyliki pytany o to, czy nie mają kompleksu Skałki, uśmiecha się, bo raczej wszyscy tu rozumieją porządek rzeczy. – Stanisław postrzegany jest przez pryzmat Krakowa, którego był biskupem, przez Skałkę, gdzie zginął, i jest to naturalne. Szczepanów zawsze był w cieniu. Praca wcześniejszych proboszczów i moja polega także na tym, by ta miejscowość była utożsamiana ze Stanisławem – mówi. W ogóle nie chodzi o to, by „przeskoczyć” Kraków, ale by miejsce urodzenia na trwałe zrosło się z postacią świętego w zbiorowej pamięci. Szczepanów, gdzie z Wielisława i Bogny narodził się między 1030 a 1040 rokiem Stanisław, który w 1072 roku został biskupem krakowskim (w tym roku obchodzimy 950. rocznicę tego wydarzenia), u siebie zawsze był upamiętniany i pamiętany. Uważa się, że miejsce narodzin i źródło otoczono opieką zaraz po męczeństwie w 1079 roku. – Po kanonizacji w 1253 roku ktoś się postarał, by na szczątkach domu św. Stanisława, tam, gdzie dziś mamy cmentarz, stanął niewielki kościółek. Na jego miejscu jest dziś kościół ufundowany przez Stanisława Lubomirskiego. Wreszcie kolejna ważna historyczna pamiątka to kościół pw. św. Marii Magdaleny, który mieli ufundować rodzice Stanisława, a później na jego miejscu ks. Jan Długosz, znany polski kronikarz, w XV wieku ufundował istniejącą do dziś świątynię, która jest częścią współczesnej bazyliki. Pamięć szczepanowska o św. Stanisławie ma tyle lat, ile lat trwa kult męczennika – wyjaśnia kustosz.

On działa

O pamięć Stanisław upominać się nie musi. A czy o coś musi? Od paru lat jest w Szczepanowie, na zapleczu sanktuaryjnym, panteon świętych i błogosławionych, a w nim wyniesieni na ołtarze diecezjanie tarnowscy, ale też święci z innych katolickich diecezji noszących imię szczepanowskiego świętego. Napis u wejścia głosi: „Nie bójcie się być świętymi”. Nad wyjściem: „Mogli oni. Możesz i ty”. – Święty Stanisław upomina się o naszą świętość. Jan Paweł II nazwał go patronem ładu moralnego. O to też się upomina. W naszej diecezji jest patronem trzeźwości. Wreszcie jest patronem jedności, zgody, a tego to nam dziś wyjątkowo brakuje – uważa ks. prał. Pasiut. Mimo tysiąca lat św. Stanisław, biskup i męczennik, ma nam wiele do powiedzenia. Ale ma też uszy i słucha, a ludzie opowiadają mu wszelkie swoje sprawy, bo jakoś przemawia do nich atmosfera szczepanowska, klimat miejsca, w którym łatwo się skupić na modlitwie. – Powierzają mu trudne sprawy: rozbicie małżeństw, prosby o uzdrowienie w chorobie alkoholowej, o potomstwo. Wielu dziękuje. Mamy świadectwa z dawnych i współczesnych czasów, że Stanisław działa – mówi duszpasterz szczepanowski. Na odpust z Wojnicza co roku przyjeżdża pan, dziś ponad 80-letni, którego matka, gdy był niemowlęciem, niemal umierającego położyła na ołtarzu w tym sanktuarium. Ma się dobrze do dziś. Pewna kobieta z Łęk opowiada, że kiedy zawieźli ją do szpitala, lekarz zapytał, po co, delikatnie mówiąc, przywieźli osobę nieżywą. Nie dawał szans. Święty Stanisław pomógł. Kustosz wspomina, że kiedy przychodził do Szczepanowa ponad 20 lat temu, biskup tarnowski powiedział, że mamy wielkich świętych w diecezji, ale chyba nie umiemy ich odkrywać. Przez 20 lat wiele się zmieniło.