• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • U przydonickiej Zielarki

    dodane 26.07.2012 00:00

    Tak w poetyckiej litanii nazwał Maryję ks. Jan Twardowski. A miejscowi parafianie przygotowali dla Niej nową świątynię, nie zaniedbując starej.

    Przydonica ukrywa się między wzgórzami, podobnie i modrzewiowy kościół z 1527 roku. Jedna z pereł drewnianego budownictwa sakralnego, z piękną polichromią, ołtarzami bocznymi i głównym, w którym króluje Matka Boża Przydonicka, pamiętająca czasy Jana III Sobieskiego. – W kościele trwa właśnie generalna renowacja. Otrzymaliśmy dotacje na jego odnowienie. Dzięki wsparciu Urzędu Marszałkowskiego i Ministerstwa Kultury oraz parafian udało się już wymienić dach, pokryć go gontem, a także wykonać nowe oszalowanie. Obecnie renowatorzy przenieśli się do środka, gdzie odnawiają ołtarz główny, a także polichromię. Prace wewnątrz potrwają do końca października tego roku – mówi ks. Janusz Szczypka, proboszcz i kustosz sanktuarium.

    Atak dywanowy

    Drewniany kościółek nie mieści jednak wszystkich parafian i pielgrzymów. Dlatego powstała idea budowy nowej świątyni. A parafia jest niewielka, liczy 1400 osób. Mimo to stanął kościół, w którym mieszkańcy Przydonicy mieszczą się naraz. – Budowa trwa 14 lat. Pomagały nam parafie patronackie i te, gdzie głosiłem rekolekcje czy kazania, ale cały wysiłek spoczął jednak na moich parafianach, przed którymi chylę czoło – podkreśla ks. Szczypka. Ludzie przepracowali tysiące godzin społecznie, podzieleni na grupy liczące po 10 rodzin. Każda z nich przychodziła na budowę 5 do 6 razy, od 7.00 do 18.00. – Ewenementem było lanie stropu. Inżynier wyliczył, że robota potrwa 3 dni i 2 noce bez przerwy. Zaprosiłem do pracy wszystkich – mężczyzn na budowę, kobiety do pomocy w kuchni, młodych i starszych do modlitwy. Taki atak dywanowy. I co? Robota zaczęta o 6.00 modlitwą i biciem w dzwony skończyła się o 3.00 w nocy następnego dnia! Ja to, że niewielu udało się tak wiele, traktuję jako jeden z cudów Matki Bożej. Miałem też przypadek, że nie było z czego zapłacić ludziom za pracę. I przed dniem wypłaty pojawia się człowiek, który ofiarował akurat tyle, ile potrzebowałem. Czy to nie kolejna łaska? Zresztą budowę kościoła traktuję też jako wotum za ocalenie życia. Bo podczas brutalnego napadu na plebanię modliłem się głośno o pomoc Maryi z Przydonicy i bandyci zostali w tym i następnych dniach złapani – opowiada ksiądz proboszcz. – Do drobnych prac przychodziła także starsza młodzież, a wiele okolicznych firm wspomagało nas specjalistycznym sprzętem. Budowa trwała też na płaszczyźnie ducha, bo w jej intencji modlili się ludzie, w tym członkowie Żywego Różańca.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół