• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Dialog z pasją

    Joanna Sadowska

    |

    Gość Tarnowski 07/2013

    dodane 14.02.2013 00:00

    Od początku prowadzi ich Pan, oni zaś są otwarci na Jego działanie i plan, który dla nich przygotował.

    Marysia i Robert poznali się kilkanaście lat temu w Duszpasterstwie Akademickim „Tratwa” w Tarnowie. Od dziesięciu lat są szczęśliwym małżeństwem. Są też rodzicami siedmioletniej Tereski i prawie trzyletniego Jasia. Od niedawna opiekują się również czteromiesięcznym bobasem.

    Weekendy dla Zakochanych

    – Gdy podjęliśmy decyzję o wspólnym życiu, postanowiliśmy się dobrze przygotować do tego ważnego kroku i wzięliśmy udział w spotkaniach dla narzeczonych prowadzonych przez ówczesnego duszpasterza młodzieży ks. Artura Ważnego. To była nowość w diecezji, przeszczepiona od krakowskich dominikanów – opowiada Robert Frudziński. Potem były rekolekcje dla małżeństw i wspólna decyzja o prowadzeniu spotkań dla narzeczonych na wzór tych, w których sami uczestniczyli. I tak zaczęły się ich wyjazdy na Weekendy dla Zakochanych, odbywające się w wybranych miastach diecezji i domach rekolekcyjnych w Starym Sączu i Gródku nad Dunajcem. – Jest kilka tematów, które omawiamy podczas tych spotkań, a które w małżeństwie są bardzo ważne – mówi Marysia.

    – Nie możemy ich do końca zdradzić, bo wtedy nie byłoby niespodzianki dla narzeczonych, ale generalnie chodzi tu o poznawanie siebie, o komunikację w małżeństwie i dialog. Chodzenie ze sobą to nie tylko kino czy spacer. Ważne jest rozmawianie ze sobą, poznawanie siebie i swoich rodzin – opowiada. Czasami po takich rekolekcjach narzeczeni rozstają się. – To jest jakaś forma świadectwa i znak, że pomogliśmy się im lepiej poznać – podkreślają. Weekendy dla Zakochanych są też formacją samych prowadzących. – To nasz rachunek sumienia i ciągłe stawianie pytania: „a jak jest w naszym małżeństwie?”. W Sączu ksiądz rekolekcjonista ma też taki dar, że jak mówi do narzeczonych, to i małżonkowie zawsze znajdą coś dla siebie, coś do pracy nad sobą. Lubimy też patrzeć, jak zakochani trzymają się za ręce, i przypominać sobie świeżość uczucia. Z tych spotkań chyba czerpiemy więcej niż narzeczeni – dodają z uśmiechem.

    Tańczyć dla Boga

    Robert z wykształcenia jest ekonomistą i przez pięć lat pracował w banku. Zostawił jednak stabilizację i zawalczył o swoją pasję. – Postawiłem wszystko na jedną kartę i teraz jestem szczęśliwym człowiekiem – opowiada. Patrząc na niego, widać, że mówi prawdę. A wszystko zaczęło się od ich wesela. – Mieliśmy wodzireja, który tak świetnie prowadził zabawę, że zaraził nas swoją pasją. Na początku razem z Marysią jeździliśmy do niego na warsztaty, potem, gdy urodziły się nam dzieci, jeździłem już sam – wspomina. Dziś jest profesjonalnym wodzirejem, potrafiącym poprowadzić każdego rodzaju imprezę, a jego pasja stała się sposobem na życie. – Lubię dawać ludziom radość, a najbardziej się cieszę, gdy oni są zadowoleni i mówią, że jeszcze nigdy tak dobrze się nie bawili. Traktuję to też jako naukę zabawy bez alkoholu, formę ewangelizacji i modlitwy. Lubię tańce lednickie i gdy na imprezach nie tylko mówi się o Bogu, ale chwali się Go tańcem – podkreśla.

    Nocne intencje

    Marysia też miała swoje marzenie, którym zaraziła Roberta. Ziściło się ono kilka miesięcy temu i nosi nazwę Pogotowia Rodzinnego. – To wszystko jest jeszcze dla nas bardzo świeże, przypatrujemy się, jak odnajduje się w tym nasza rodzina, szczególnie dzieci – mówią. Do pogotowia może trafić m.in. dziecko z interwencji policyjnej czy ze szpitala, gdy matka zrzeka się go zaraz po urodzeniu. Na razie Marysia i Robert opiekowali się dwójką dzieci – jedno znalazło już rodzinę adopcyjną, drugie towarzyszy nam podczas rozmowy. Widać, że czuje się tu dobrze i bezpiecznie, bo właśnie spokojnie zasypia. – Żyjemy ideałami, ale też wiemy, że mogą być trudne chwile. Jednak chęć pomocy jest większa niż lęk przed trudnościami – dodaje Robert. A gdzie w tym wszystkim jest Bóg? – Zdecydowanie na pierwszym miejscu. Nie da się inaczej. Gdy jest ciężko, gdy w nocy co godzinę trzeba wstać do dzieci, to zamiast narzekać, trzeba w sobie wzbudzić intencję. Z Bogiem jest łatwiej, On nas prowadzi od samego początku, Jemu zawierzyliśmy naszą rodzinę – podkreślają małżonkowie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół