• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nie byłoby Karskiego...

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 12/2013

    dodane 21.03.2013 00:00

    Kurierowi na ratunek. W lewej ręce trzymał książeczkę do nabożeństwa, w prawej kapsułkę z cyjankiem. Z kieszeni wystawała mu torebka z czereśniami. Sądecki epizod życia „Witolda” rozgrywał się między życiem a śmiercią.

    Kim był i jaką rolę odegrał w czasie II wojny światowej Jan Karski, wie dziś cała Polska i świat. Niewiele brakło, aby nie było Karskiego, jakiego znamy. Piwniczna, Nowy Sącz, Marcinkowice, Kąty koło Iwkowej. Tam w 1940 roku rozgrywały się życiowe losy kuriera. Mija prawie rok od pośmiertnego przyznania Karskiemu Medalu Wolności. O sądeckiej akcji uwolnienia „Witolda” było wówczas bardzo głośno. Nazwiska bohaterów operacji zostały utrwalone na tablicy w szpitalu. Dziś o pamięć upominają się również potomkowie dr. Stuchłego.

    Piwniczna

    W czerwcu 1940 Jan Kozielewski (takie było prawdziwe nazwisko Karskiego) ps. Witold przywiózł z Francji instrukcje dla Polskiego Państwa Podziemnego. Niebawem miał wracać. Tym razem ustalono inną trasę przerzutu. Dwa dni spędził u Rysiów w Nowym Sączu (Zofia była później wybitną polską aktorką). Stamtąd udali się do Piwnicznej. Na plebanii ks. Piotr Lewandowski zorganizował punkt przerzutowy.

    Przeprowadzenie Witolda przez Kosarzyska w kierunku Starej Lubovni i dalej powierzono kurierowi Franciszkowi Musiałowi ps. Myszka z Piwnicznej. Po paru dniach marszu w ulewnym deszczu Witold miał poranione nogi. Zeszli do wsi Demjata koło Koszyc i nocowali u opłacanego przez podziemie Słowaka. Ten niestety zdradził. Karskiego i Musiała pojmali. W czasie przesłuchań na gestapo Witold poddawany był torturom. Bity był po całym ciele, zwłaszcza jednak po głowie. – Miałem ogień w głowie i oczach – wspominał. Sam bał się, że jak to dłużej potrwa, to może zacząć Niemcom sypać. Podciął sobie żyły.

    Nowy Sącz

    Gestapo wiedziało, że złapali cennego człowieka, więc chcieli mieć go żywego. Przewieźli Karskiego do szpitala w Nowym Sączu, by się wykurował, i trzymali go pod strażą. Tu zajął się pacjentem dr Jan Słowikowski, który zaraz poinformował „Witolda”, że personel szpitala to „uczciwi Polacy”. Istotnie starali się – w oczach Niemców – uczynić z Karskiego umierającego, by łatwiej było go uwolnić. Dyrektorem szpitala był dr Stanisław Stuchły. – Prowadził w swoim szpitalu tajną chirurgię, przez co uratował wielu partyzantów – mówi Aleksandra Solarewicz, krewna Stuchłego. Do „Witolda” w przebraniu zakonnicy przyszła Zofia Rysiówna. Przy okazji Karski powiedział kapelanowi, kim jest, i poprosił o przekazanie informacji gdzie trzeba. Akcją uwolnienia w szpitalu kierował dr Słowikowski. Poza nim Zbigniew Ryś. Brał w niej udział również granatowy policjant Józef Laskowik (ojciec Zenona, znanego polskiego satyryka). „Witold” w nocy, na znak Słowikowskiego, zszedł na półpiętro i wyskoczył przez otwarte okno. „Na dole przejęła mnie grupa ratunkowa ze Zbigniewem Rysiem. Przeprowadzili mnie nad rzekę i dalej łodzią na drugi brzeg, i następnie w bezpieczne miejsce w chłopskim gospodarstwie” – wspominał Karski.

    Marcinkowice

    To bezpieczne miejsce to była gajówka Feliksa Widła w Marcinkowicach. Opiekę nad nim sprawował tam też Jan Morawski, syn dziedzica z Marcinkowic, członek „Orła Białego”. – Janek wspominał, że czekali na Karskiego na przystani. Był w bandażach, krótkiej marynarce. Schowali go zaraz na strychu gajówki, a ze dworu od 28 lipca 1940 nosili tam jedzenie – wspomina przyjaciel Jana Morawskiego Józef Gościej z Marcinkowic. Misja kuriera miała być kontynuowana. Stąd nie zabawił długo Karski u gajowego. Po kilku dniach przybył do kryjówki, wezwany z Kątów, Stanisław Lucjan Sławik, syn dziedzica, oficer ZWZ-AK do specjalnych zleceń. Miał go przeprowadzić na Wysokie, w kierunku Limanowej i dalej na Kraków. – Mąż, jak wszedł do gajówki, zobaczył człowieka z książeczką do nabożeństwa w lewej ręce, kapsułką cyjanku w prawej i torebką czereśni w kieszeni marynarki. Słabizna, blady, zniszczony, cień człowieka. Poza tym w depresji, pobandażowany, żywy trup. Mąż ocenił, że Karski nie da rady – wspomina dziś Urszula, żona rotmistrza Sławika. Placówka w Tęgoborzy zgodziła się, by wziął na podkurowanie „Witolda” do siebie.

    Kąty koło Iwkowej

    Niemcy na Sądecczyźnie szaleli z powodu ucieczki Karskiego. Jednak gestapo sądeckie nie lubiło się z tarnowskim, a Kąty podlegały już pod Tarnów. – Sześć miesięcy przebywał tu, we dworze pod przykrywką ogrodnika. Legenda była taka, że jakby co, jest to daleki kuzyn z Krakowa, bez pracy, który przyucza się tu w majątku do rolnictwa. Tyle że Karski był intelektualistą, więc do pracy fizycznej się nie nadawał. Jednak jak widać było, że ktoś idzie do dworu, to Karski wybiegał do ogrodu i coś przy drzewach robił. Raz przyszedł miejscowy chłop i od razu ze śmiechem do gospodarzy: „A cóz ten pon tak kalicy te dzewa?” – wspomina Urszula Sławik. W Kątach pomagała się opiekować „Witoldem” siostra Stanisława, Danuta Sławik, ps. Gloria. – W zimie mąż wciągnął go do roboty propagandowej. Jan, występujący u nas pod imieniem Jerzy, pisywał ulotki, ale też w imieniu volksdeutschów prośby o wysłanie na front. Był w tym skuteczny – uśmiecha się pani Urszula. Karski, już całkiem zdrów, opuścił Kąty w lutym 1941 roku. Służył Polsce, będąc kurierem, depozytariuszem największych tajemnic Podziemia. Rok później przeniósł na Zachód informacje o zagładzie Żydów.

    Ofiara

    Cena, jaką wielu ludzi zapłaciło za wolność „Witolda”, była bardzo wysoka. Władysław Gardoń, który z Franciszkiem Musiałem prowadził Karskiego na Słowację zginął w obozie koncentracyjnym. Musiał też tam trafił, ale udało się mu przeżyć wojnę. W Auschwitz zginął Feliks Wideł. W Biegonicach w 1941 roku rozstrzelano 32 zakładników, z których niektórzy byli bezpośrednio zaangażowani w akcję, inni związani z nią pośrednio, a jeszcze inni byli wzięci jako zakładnicy. Zginął tam m.in. Teodor, brat dr. Słowikowskiego. Jan Słowikowski zaś, dzięki wsparciu i pomocy dr. Stuchłego, uciekł do lasu i przetrwał wojnę. Do końca wojny w obozie trzymano Zofię Rysiównę i Jana Morawskiego z Marcinkowic. – Janek był w Oświęcimiu. Potem gdzieś wywieźli go do Niemiec. Jak wyszedł po wyzwoleniu obozu przez Amerykanów, ten postawny mężczyzna ważył 40 kg – wspomina Józef Gościej. Ocalał Zbigniew Ryś i jego brat Stefan. Za akcję Karskiego zginęli też Józef Jennet, Józef Jeżyk, Karol Głód, Tadeusz Szafran. Granatowy policjant Józef Laskowik ps. Żubr po akcji „zapadł się pod ziemię” i przeżył wojnę. Dopadli go komuniści i zesłali na Syberię. Sławik przeżył, ale był aresztowany i torturowany. Po wojnie był szykanowany. Zastrzelili Niemcy jednak Danusię Sławikównę, choć z innego niż Karski powodu. Zginęło wielu ludzi, cierpiało równie wielu. „Gdyby nie doktor Jan Słowikowski, nie byłoby późniejszego emisariusza Jana Karskiego, bowiem nigdy nie dożyłbym swojej misji z 1942 roku. Zginąłbym w Nowym Sączu od niemieckiej kuli, w torturach lub od własnowolnie zażytej trucizny” – wspominał w 2000 roku Jan Karski. Wiele lat po wojnie dowiedział się, ile ofiar pociągnęła akcja jego uwolnienia. „Ta świadomość nie daje mi spokoju” – pisał w roku śmierci.

    Motyw

    Może poza Rysiami żadna z osób biorących udział w akcji nie wiedziała, że ten, kogo ratują, to emisariusz rządu polskiego. – Janek mówił, że przyszedł rozkaz ratowania człowieka i trzeba było go wykonać. I tyle – wspomina Józef Gościej, przyjaciel Morawskiego. Stanisław Lucjan Sławik był żołnierzem, później, od 1941 roku komendantem ZWZ-AK na ziemię sądecką, więc o wiele spraw nie pytał. – Wykonywał rozkazy – uważa Urszula Sławik, wdowa po pułkowniku. Czy warto było? – Janek nigdy o tym tak nie myślał. Robili swoje – mówi Gościej. W kaplicy w Marcinkowicach wisi obraz podarowany przez Olgę Morawską, jako wotum za ocalenie syna. – Przyjmowali na siebie ból, cierpienie, niektórzy godzili się na śmierć dla sprawy, bo swoim życiem dawali świadectwo, że są takie wartości, dla których warto życie oddać. I to jest uniwersalne przesłanie – zauważa ks. Józef Babicz, proboszcz z Marcinkowic.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół