• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Oto Matka Twoja

    Ks. Piotr Łabuda

    dodane 05.10.2013 21:13

    Poniższa lectio divina jest propozycją medytacji J 19,25-27. Cel medytacji: Umiłowany uczeń – to ten który trwa pod krzyżem, który przyjmuje do swego życia Maryję za swoją Matkę.

    Modlitwa na początek

    Przyjdź Duchu Święty; przyjdź światłości prawdziwa; przyjdź życie wieczne; przyjdź tajemnico ukryta!; przyjdź skarbie bez miary; przyjdź światłości bez zmierzchu; przyjdź radości wieczna – nadziejo, która chcesz nas zbawić. Przyjdź powstanie z martwych, przyjdź! Przyjdź Ty, który pragniesz, bym ja Ciebie pragnął. Duchu Święty nieogarniony, przyjdź! Tchnienie mojego życia, przyjdź! Pocieszenie mojego serca, przyjdź!

    I. Lectio – czytanie i zrozumienie Pisma

    Po modlitwie i przyzwaniu Ducha Świętego przeczytajmy tekst, aby jak najlepiej go poznać i zrozumieć. Czytamy i poznajemy tekst.

    „Niewiasto, oto syn Twój. (…) Oto Matka twoja!” – „gu,nai( i;de o` ui`o,j souÅ i;de h` mh,thr sou”

    Orędzie w kontekście

    „Niewiasto, oto syn Twój”, „oto Matka twoja”. Są to ostatnie słowa, jakie Jezus kieruje do Matki i swojego umiłowanego ucznia. Niezwykłe, iż ostatnie chwile ziemskiego życia Mistrza z Nazaretu wypełnia troska o najbliższych. Nade wszystko troska o Tę, która dla Niego od samego początku, od zawsze poświęciła wszystko.

    Pamiętać trzeba, że starożytność izraelska zasadniczo nie znała praktyki testamentu pisemnego. Przed śmiercią jedynie ojciec – mężczyzna, „wydawał rozkazy co do swojego domu (zob. 2Sm 17,23; 2Krl 20,1) – rozporządzał swoimi dobrami. Zasadą fundamentalną było to, iż tylko synowie mieli prawo dziedziczenia. Kobieta, jeśli pozostawała wdową, nic nie dziedziczyła. Wszelkie dobra przechodziły na krewnych płci męskiej ze strony ojca. Los samotnej wdowy był smutny i trudny[1]. Konający na krzyżu Chrystus nie pozostawia swojej Matki jako samotnej wdowy[2].

    Można powiedzieć, iż poza przekazem św. Jana poszczególni ewangeliści – synoptycy, patrzą na wydarzenia na krzyżu pośrednio, niejako poprzez reakcje tych, którzy są obecni, którzy uczestniczą w męce Pana. Ukazują negatywne postacie i czyny przywódców, żołnierzy czy też jednego ze współukrzyżowanych z Jezusem. Rzecz jasna, ukazują także i pozytywne postacie, jak chociażby owego drugiego współukrzyżowanego, tłumy (Łk 23,40-43.48) i setnika (Mk 15,39 par.). Jednak poza bezpośrednimi słowami Ukrzyżowanego – poza podwójnym, głośnym wołaniem przed oddaniem Ducha (Mk 15,34 par.), poza słowami pocieszenia skierowanymi do skruszonego złoczyńcy (Łk 23,43), poza pełnym smutku, ale i nadziei wołaniem „Eli Eli lema sabachtani” (Mt 27,46), czy też poza zapisanym przez św. Łukasz donośnym wołaniem Jezusa „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23,46) – Jezus kontemplowany jest pośrednio poprzez tam obecnych, poprzez ich słowa.

    Św. Jan natomiast przez szybkie następstwo opisywanych scen, kieruje nasz wzrok bezpośrednio na samego Jezusa Chrystusa. Można powiedzieć, iż Jan odważa się twarzą w twarz patrzeć na Światłość świata. Warto zwrócić uwagę, iż w Janowym opisie wydarzeń na Golgocie znajduje się pięć następujących po sobie scen: intronizacja Jezusa (J 19,16b-22), dar szat i tuniki (J 19,23-24), dar Matki (J 19,25-27), dar Ducha (J 19,28-30) oraz dar krwi i wody (J 19,31-37)[3]. Ewangelia św. Jana prezentuje te wydarzenia nie tyle jako sceny do oglądania, jako relacje tylko historyczne, ile jako obrazy – ikony darowane nam do kontemplacji. Ikona bowiem nie proponuje obrazu rzeczywistości. Nie ukazuje rzeczywistości rozumianej jak obraz – zdjęcie. Ikona to sama rzeczywistość, która jest na niej wyrażona.

    A zatem, gdy patrzymy na Janową Golgotę, to widzimy nie tyle obraz krzyżowanego Jezusa, co prawdziwego ukrzyżowanego Mistrza. Przeczytana przez nas scena to nie tylko opis – relacja, ale ikona – rzeczywistość, która się w tym opisie dzieje. Stąd też dokonuje się odwrócenie perspektywy. Obserwator nie jest tylko zewnętrznym obserwatorem, ale wchodzi w scenę jak ten, kto jest widziany przez to, co widzi. Obserwator jest obserwowany.

    Język czwartej Ewangelii jest jasny i niezwykle precyzyjny. W zwięzłych słowach przedstawia rzeczywistości tak wielkie, że wobec nich wszystko milknie. Wobec kreślonych przez św. Jana wydarzeń każdy uczeń Pana staje w milczeniu i niejako z lękiem wgłębia się w to, co ewangelista ukazuje.

    Znamienne jest, iż szczególnie ostatnie trzy Janowe opisy wydarzeń na Golgocie są bardzo krótkie. Można by rzec – patrząc na rangę zdarzenia, jakim było przekazanie umiłowanemu uczniowi Matki Pana, oddanie Ducha oraz wypłynięcie krwi i wody z przebitego boku Mistrza – iż opisy te są za krótkie. Ich zwięzłość wynika jednak z tego, iż te Janowe ikony – przekazy relacjonują krótkie momenty. Stąd też można odnieść wrażenie, że ta krótka forma opowiadań jest niejako proporcjonalna do czasu trwania wydarzenia. W ten sposób ewangelista osiąga niezwykły efekt – zachowując tę proporcję stawia czytelnika w tamtej sytuacji i pozwala odczuć mu realny czas jej trwania, czytelnik uczestniczy w wydarzeniu. Jest obecny na scenie, jest zanurzony w wydarzeniu, dotyka Wiecznego, widzi Niewidzialnego, zatapia się w ostatnich słowach i wydarzeniach dotyczących Chrystusa. Każde słowo Janowego dzieła staje się oknem: nie patrzysz tylko na to dzieło, ale przez nie otwierasz się na tajemnicę Jezusa, a i Jezus otwiera się na ciebie: istnieje dla ciebie, a ty dla Niego, przenika cię, a ty Jego, stanowi część ciebie, a ty część Jego.

    Fragment ukazujący Jezusa, Maryję i umiłowanego ucznia znajduje się w centrum wspomnianych pięciu scen; scen przedstawiających to, co dokonuje się na krzyżu. Nastaje godzina Chrystusa. „Godzina”, ku której wszystko zmierzało, godzina światłości docierająca i rozświetlająca cały wszechświat. Przekaz testamentu, który Jezus wypowiada z wysokości krzyża jest jednym z najbardziej niezwykłych przekazów, wielokrotnie analizowanych, posiadających różnorodne interpretacje[4].

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»
    oceń artykuł
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .
    przewiń w dół