• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Całym sercem

    dodane 02.01.2014 00:00

    Kolędy mają charakter religijny, ale ich śpiewanie jest wyznacznikiem także żywotności kultury muzycznej.

    A z tym nie jest źle. 19 grudnia odbyły się w Tuchowie eliminacje do Festiwalu Kolęd i Pastorałek w Będzinie. – Poziom wykonawców był wysoki, najwyższy od ostatnich kilku lat. Chwała i szacunek należą się wszystkim wykonawcom, dzieciom, młodzieży, dorosłym, wychowawcom, nauczycielom i dyrygentom za pracę, którą wykonują.

    Za to, że śpiewają, że chcą się pokazać – przyznaje pełniący 17. raz funkcję przewodniczącego jury ks. prof. Andrzej Zając. Po wysłuchaniu prawie 50 wykonawców jury postanowiło do Będzina z Tuchowa wysłać: Zespół Folklorystyczny „Ptoszkowioki”, Chór Mieszany „Cantores Karwacjanum” z Gorlic, Faustynę Kocembę z Kamionki Wielkiej i Alicję Regę z Rzeszowa. Blisko awansu był chór „Cantabile” z Łużnej, który także pokazał się znakomicie. – Śpiewamy na chwałę Bożą i dla własnej radości. Mamy młody zespół, choć nie jest łatwo do śpiewania zespołowego zaprosić najmłodszych. Oni mają telewizję, komputery, które wydają się im ciekawsze niż śpiewanie, zwłaszcza zespołowe. Co jest ważne w takim śpiewaniu? Systematyka, chęci i odrobina predyspozycji – mówi Jan Wypasek, dyrygent chóru z Łużnej. A w śpiewaniu kolęd? – Przede wszystkim serce. Jeden ze znakomitych polskich muzyków mówił zawsze „graj, jak czujesz, ale naucz się czuć”. To dotyczy kolęd. Wiadomo, że warsztat jest istotny, trzeba starać się śpiewać dobrze, ale trzeba mieć świadomość tego, co się śpiewa i dlaczego. I włożyć w to serce – podkreśla ks. prof. Andrzej Zając.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół