• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Na początku było Słowo

    Ks. Piotr Łabuda

    dodane 05.01.2014 15:32

    O czym mówi prolog ewangelii według św. Jana?

    Poniższa lectio divina jest propozycją medytacji prologu św. Jana J 1,1-14.

    Cel medytacji: U progu nowego roku zachęcić do słuchania Słowa. Ten kto uwierzy w Słowa będzie widział Jego chwałę…

    Modlitwa na początek

    Duchu Święty, Boski Duchu światła i miłości, Tobie poświęcam mój rozum, serce, wolę i całą moją istotę, teraz i na zawsze. Spraw, aby mój rozum był zawsze posłuszny Twoim natchnieniom i by odkrywał Twoją obecność w Kościele, który Ty nieomylnie prowadzisz. Niech moje serce zawsze płonie miłością Boga i bliźniego, a moja wola niech będzie zgodna z wolą Bożą, aby całe moje życie mogło stać się wiernym naśladowaniem życia i cnót naszego Pana i Zbawcy Jezusa Chrystusa, któremu niech będzie cześć i chwała wraz z Ojcem i Tobą na wieki. Amen.

    I. Lectio – czytanie i zrozumienie Pisma

    Po modlitwie i przyzwaniu Ducha Świętego przeczytajmy tekst, aby jak najlepiej go poznać i zrozumieć. Czytamy i poznajemy tekst.

    Kiedy Słowo stało się Ciałem ….

    Bożonarodzeniowy czas… kolędy i pastorałki o mizernej i cichej stajence; o tym, że nie było miejsca dla Niego w gospodzie…, skrzypiący śnieg, koniecznie choinka, szopka, a w niej żłóbek i Jezus. Obok zatroskani: Maryja i Józef – a wszystko dlatego, że nie przyjęto ich w Betlejem – źli, bezduszni ludzie nie udzielili im gościny. Dlatego narodził się w stajni, ubóstwie i chłodzie…

    Swoistym dopowiedzeniem do tego obrazu był reklamowany przez liczne środki masowego przekazu amerykański serial pt. Biblia, w którym (bodajże w trzecim odcinku) Boże Narodzenie kreślone jest jeszcze bardziej niezwykle: oto Maryja i Józef pędzą ku Betlejem… Potężna wichura, rzęsisty deszcz smagający zmęczonych podróżnych i rozpaczliwy krzyk Maryi: „Józefie pospiesz się, bo się zaczyna czas porodu…!”. Nigdzie ich nie przyjmują, w ostatniej chwili Józef znajduje grotę, do której pospiesznie wchodzą… W bólu i cierpieniu (ktoś chyba nie znalazł czasu, by przemyśleć Rdz 3,16) – rodzi się Zbawiciel.

    Taki obraz Bożego Narodzenia zakorzenił się w pobożności ludowej (czy aby i trochę nie w nas?). Ale dość ironii. Piękne opowiadania, legendy, historie o przybywających czterech (a może trzech) królach… Ile w tych wszystkich przekazach jest ewangelicznej prawdy?

    Trudno jest dotrzeć i poznać tamten czas i wydarzenia… Tak naprawdę problemem staje się już samo określenie czasu Bożego Narodzenia. Było to za panowania cesarza Augusta (panującego od 30 roku przed do 14 roku po Chrystusie), który zarządził spis ludności. Pierwszy taki spis, pisze św. Łukasz, odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz (Łk 2,1-2), który był namiestnikiem Syrii od 12 do 9/8 roku przed Chrystusem. Rzeczywiście Kwiryniusz przeprowadził spis ludności, przy czym nie zdołał go dokończyć. To przedsięwzięcie zostało dopełnione przez jego następcę Senecjusza, który rządził od 9/8 do 6 roku przed Chrystusem. Królem Palestyny był wówczas Herod Wielki, który zmarł na początku kwietnia 4 roku przed Chrystusem. Na jego rozkaz zabito chłopców w Betlejem (zob. Mt 2,16-18). Po uwzględnieniu tych wszystkich danych otrzymujemy przybliżony czas narodzenia Jezusa: między 6/7 a 5/4 rokiem przed Chrystusem. A zatem pochodzący ze Scytii Dionizy, który na polecenie papieża Jana I (523-526) obliczył, iż Jezus narodził się w 754 roku od założenia Rzymu i na ten czas naznaczył rok zerowy – początek ery chrześcijańskiej – pomylił się. Później jednak trudno było zmieniać czas początku – „naszej ery”.

    Problemem jednak jest nie tylko rok, ale także podanie dnia, w którym narodził się Jezus. Więcej: trudno jest nawet podać porę roku! Warto się zastanowić, czy Józef rzeczywiście podróżowałby porą deszczową? Czy nie poczekałby raczej do wiosny? Przecież spis trwał dłuższy czas.

    Na przestrzeni wieków pamiątkę Bożego Narodzenia obchodzono 18 lub 19 kwietnia, 29 maja, 28 marca, wreszcie 25 grudnia i 6 stycznia. Te dwie ostatnie daty były najbardziej popularne. One też przetrwały. Dlaczego? 25 grudnia świętowano Boże Narodzenie w Rzymie już na początku III wieku. Pogański Rzym obchodził wówczas święto państwowe nazywane Dniem Narodzenia Niezwyciężonego Słońca. W tym bowiem dniu następuje zimowe przesilenie astronomiczne. Dzień zaczyna się wydłużać. Kto zaś, jeżeli nie Chrystus jest owym Niezwyciężonym Słońcem. Była jednak i inna przyczyna uznania daty 25 grudnia. Otóż zasadnie uważano, iż Chrystus umarł na krzyżu 25 marca (14 nizzan). Dla starożytnych zaś ideałem było umrzeć w tym samym dniu, w którym człowiek się narodził – począł. Był to znak pełni życia. Życie zatoczyło koło, czyli było dobrze wypełnione. Stąd też uznano dzień 25 marca za dzień poczęcia Jezusa (Zwiastowanie), zaś 9 miesięcy później, 25 grudnia – Jego Narodzenie.

    Analogicznie sprawa przedstawia się z tradycją wschodnią i datą 6 stycznia. Chrześcijanie na Wschodzie uważali, iż Chrystus umarł nie 25 marca, ale 6 kwietnia. Stąd też przyjmowali dzień 6 kwietnia jako dzień poczęcia Jezusa. Dziewięć miesięcy później dawało datę 6 stycznia.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»
    oceń artykuł
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .
    przewiń w dół