• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Grzech kainowy

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 07/2014

    dodane 13.02.2014 00:15

    Rocznica galicyjskiej rzezi. Uzbrojeni byli w kosy, widły, cepy i siekiery. 19 lutego chłopi ruszyli na dwory „wymierzyć sprawiedliwość” panom, dziedzicom, oficjalistom. Polacy przelali polską krew.

    W listopadzie pisaliśmy o budzeniu się świadomości narodowej na galicyjskiej wsi. Włościanie uważali się – jeszcze przed I wojną światową – i mówili o sobie, że są pańscy, cysorscy albo katolicy. Prawie nikt z nich nie uważał się za Polaka.

    Dwór z chałupą

    W Szczepanowicach pod Tarnowem w dobrach Marcjanny Chrząstowskiej próbowano to zmieniać. Chłopom urządzano obrzynki. – To bale włościańskie po ukończonych dworskich żniwach, podczas których dziedzice bratali się z chłopami – wyjaśnia Ryszard Sadaj, badacz dziejów Galicji. Skończyło się w lokalnych dobrach m.in. czapkowanie dziedzicowi. – Chrząstowscy już dawniej czynili wysiłki w celu zbliżenia się do chłopów i ugodowego rozwiązania sprawy włościańskiej – pisze ks. Roman Darowski w monografii Szczepanowic. Jednak chłopi inaczej niż dziedzic wyobrażali sobie to „bratanie”. Henryk Bogdański, skoligacony z Chrząstowskimi, opisywał sytuację, w której parobek, popiwszy okowity i wydumawszy, że panny to to samo, co dziewki, zaczął do dworskiej bezceremonialnie się przystawiać, oberwał od jej brata w twarz. – Takie to wasze braterstwo? Poczekajcie, doniosę ja o waszym namawianiu nas do zdrady przeciw cesarzowi – krzyczał w gniewie.

    Lutowe powstanie

    Kilka lat po klęsce powstania listopadowego ruch spiskowy zaczął przygotowywać kolejne wystąpienie przeciw zaborcy. „Emisariusze głosili w Galicji potrzebę walki o niepodległość, zrównania stanów i uwolnienia chłopów, w tym zniesienia pańszczyzny” – pisze Stefan Białas w książce o Jakubie Szeli. Jednak Austriacy trzymali rękę na pulsie. Rozpuścili w 1845 roku plotki, że wybuchnąć ma rewolucja szlachecka wymierzona w chłopów. Nieufność się pogłębiła. Starosta Breinl z Tarnowa rozstawił po wsiach chłopskie warty, by go informować o ruchach emisariuszy. Toteż kiedy 18 lutego 1846 roku na Górze św. Marcina pod Tarnowem miano podpalić karczmę (nie udało się jej zapalić), której wielki płomień miał dać sygnał zgromadzonym wokół miasta spiskowcom do wybuchu powstania, chłopi, zmanipulowani przez urzędników cesarskich, byli gotowi bronić się przed rzekomą rewolucją szlachecką skierowaną przeciw nim. A że najlepszą obroną jest atak, ruszyli z cepami, widłami na dwory.

    Kolej na ciebie

    Nieformalnym przywódcą rabacji stał się Jakub Szela ze Smarzowej, należącej do parafii Siedliska-Bogusz. Z Boguszami, dziedzicami, miał zadawnione rachunki. Sam od lat nie odrabiał pańszczyzny, jeździł w swoim i chłopów imieniu po sądach i urzędach, „ustalając”, co należy się dworowi, a do czego nie ma prawa. Mówiło się, że Bogusze źle traktowali z tego powodu Szelę jako pieniacza i buntownika. Breinl znalazł w nim doskonałego pomagiera w swym szatańskim planie. Szela mówił chłopom, że ma porozumienie z Breinlem, dzięki któremu „ma taką moc jak drugi arcyksiążę w Galicji i że mu było wolno przez 24 godziny robić, co mu się podoba ze szlachtą”. 18 lutego Szela naradzał się z chłopami w chałupie. Dzień później doszły wieści, że rozprawili się włościanie ze szlachtą w Lisiej Górze. Ruszyli i miejscowi. Wiktoryna Bogusza dopadli w karczmie w Kamienicy. „Jeszcze żyjesz, Wiktorku? Zawsze mi groziłeś kryminałem, lecz teraz na ciebie kolej przyszła, a ja choć kilka godzin przeżyć cię muszę. Chłopcy, do roboty!” – miał powiedzieć Szela, który uderzył Wiktoryna szyną. „Zabijcie go! Dosyć jużeśmy na te bestyje pracowali!” – dodał Jakub. Niejaki Jardysa poprawił po Szeli siekierą, zabijając dziedzica Siedlisk jednym uderzeniem.

    Kilka krwawych dni

    Czerniawa Szeli w Siedliskach zamordowała 86-letniego Stanisława Bogusza. Mordowano oficjalistów, dzierżawców, urzędników. – Tytusa Bogusza zadźgano widłami – opisuje Stefan Białas. Na dworze w Siedliskach wymordowano wszystkich. 20 lutego 1846 roku na terenie parafii Siedliska chłopi zamordowali 23 osoby. „W Brzezinach-Broniszowie koło Ropczyc w czasie napadu na dwór i wywożenia właścicieli na zagładę zgubiono w śniegu niemowlę, które cudownie odnalezione, wyrosło na wybitnego uczonego. Był to Karol Olszewski, późniejszy prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego, który wespół z Wróblewskim dokonał skroplenia tlenu, później azotu, tlenku węgla, wodoru” – pisze Kamil Janicki w szkicu o rabacji. Rabacja, mordy na szlachcie trwały parę dni. W rabacji zginęło dwóch synów Marcjanny Chrząstowskiej, która parę lat wcześniej próbowała bratać dwór z chłopami. We wspomnianej Lisiej Górze, gdzie wszystko się zaczęło, powstańcy napotkali w nocy z 18 na 19 lutego oddział chłopski pod dowództwem wójta Stelmacha. Czerniawa 200 chłopa rozbroiła powstańców i zamknięto ich w piwnicy miejscowej karczmy. Na drugi dzień odstawiono ich do starostwa w Tarnowie.

    10 florenów

    Tego samego dnia przyjechały pod urząd wozy z pobitymi, rannymi i zabitymi szlachcicami z innych stron. Breinl uspokoił się, jak zrozumiał, że chłopy z Austryjakami, a nie ze szlachtą trzymają. „Uspokojony starosta rozdał chłopom 500 złotych – tak na początek” – pisze Stefan Białas. Ponoć wtedy obiecał dalsze pieniądze. Szela powtarzał, że w cyrkule „płacili Austriacy po 10 florenów za zabitego, 8 za pokaleczonego i 5 za zdrowego oraz darowywali chłopom zrabowane rzeczy na własność”. To podochociło chłopów. Napadano także na plebanie. Przy klasztorze w Zakliczynie banda, którą dowodziła kobieta, pochwyciła zakonnika, ale stwierdzili, że nie godzi się świętej szaty szargać, to zakonnika rozebrali, i nagiego zatłukli cepami pod klasztorem.

    Brat przeciw bratu

    W rejonie tarnowskim owocem trwającej parę dni rabacji było 131 zniszczonych dworów i 424 zamordowane osoby, choć szacunkowo było ich około 700. W całej Galicji zaś zniszczono 430 dworów, zabito blisko 600 osób, choć liczby szacunkowe mówią o 2, a nawet o 3 tysiącach zamordowanych ziemian, urzędników dworskich i kilkudziesięciu księżach. „Rzeź w roku 1846 jest niewątpliwie najczarniejszą kartą dziejów naszych porozbiorowych. Rzucenie się braci na braci, rabunki, pożogi, strumienie łez i krwi rozlane ręką rozwścieklonego ludu. To zaiste obraz tak szatański, że co do piekielnych barw jego groza domowej wojny ledwo porównywalna być może!” – pisał Henryk Słowiński we wspomnieniach z rabacji.

    Musimy się wstydzić

    ks. dr Ryszard Banach, historyk Kościoła – Rabacja była bandyckim, inspirowanym przez Austriaków przedsięwzięciem, jednak postrzegana była przez niektórych jako element upominania się chłopa galicyjskiego o lepszą dolę, o podmiotowość, o lepsze relacje z dworem, o partnerstwo na polskiej wsi. Komuniści, oczywiście nie wdając się w szczegóły, bo te jednak były nazbyt kompromitujące, pisali, że chłop gniewnie, ale i słusznie sprzeciwił się wyzyskowi przez burżuazję, a o samej akcji rabowania i mordów pisano, że to antyfeudalne powstanie chłopskie. Mit Szeli wpisał się w szerzoną przez komunistów walkę klas. Wydarzenia rabacji, które były strasznym grzechem, kształtowały naszą świadomość. Co gorsza, to ciągle żyje w nas. Duch Szeli żyje. Dziś też przecież Polak, który osiągnie sukces, przez wielu rodaków będzie odsądzany od czci i wiary, uważany za kombinatora, złodzieja etc. Jest w nas niemało bezinteresownej zawiści. Ta mentalność funkcjonuje, niestety. My musimy takiego myślenia się wstydzić.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół